Marcin Kołodziejczyk, Piotr Pytlakowski
16 lutego 2012

Magda, media i my

Wariant piąty

Matka powiedziała, że ktoś jej ukradł Magdę z wózka w Sosnowcu przy ulicy Legionów. Zła wiadomość natychmiast poszła w miasto. I w media. To był gotowy scenariusz. Ruszyła produkcja.

Biedna dziewczyna – współczuło pół Internetu, pół supermarketu i pół przystanku tramwajowego. Ona kłamie, zobaczcie na jej oczy, ojciec nie wygląda na smutnego – oskarżała druga połowa. Idealna sprawa dla mediów, nie można wymyśleć lepszej. Bez takich spraw telewizje by upadły.

Uruchamia lęki pierwotne, bo strach przed utratą, porwaniem, śmiercią dziecka jest jednym z najsilniejszych, jaki istnieje. I hipotezy, tropienie spisku: porwanie, oddanie, sprzedaż, Niemcy, porywacze, może cała grupa. Wreszcie transmisja na żywo z poszukiwania zwłok, nieustanna konferencja niedetektywa Rutkowskiego, chwilowo prawdziwe wiadomości, dementowane przez inne. Do tego dziesiątki ekspertów, psychologów, socjologów, kryminologów.

Żadne słowo, żaden grymas na twarzy bohaterów nie mogły się zmarnować w tym spektaklu, najdoskonalszej dokumentalnej telenoweli, jaka się zdarzyła w ostatnich latach. I zafascynowana publiczność może i zdająca sobie sprawę z wielkiej, medialnej manipulacji, ale nieodrywająca oczu od ekranu. I pytania reporterów do osób tragedii: co pani czuje?

***

24 stycznia wieczorem Kasia, 22 lata, mama Magdy, leżała twarzą do chodnika niedaleko bloku rodziców. Tu się wychowała, znała ludzi i każdy kąt. Miała zostawić małą pod opieką swojej mamy. Powiedziała, że musiała iść do pracy, ale pracy nie miała. Jest podejrzana, miesza się w zeznaniach – napisali bezlitośni ludzie na forum w Internecie. Dajcie jej spokój, ona cierpi, jak możecie! – napisali litościwi. Tytuły w tabloidach: „Ktoś mi ukradł Madzię z wózka” („Super Express”), „Kto porwał Madzię z ulicy?!, Widziałeś ją? Pomóż” („Fakt”).

***

Przez kolejne trzy dni Kasia odtwarzała drogę z dzieckiem do domu rodziców setki razy. Dla policji, dla detektywa Rutkowskiego, dla dziennikarzy. Aż do płaczu. „Nie mogę powiedzieć, co się stało” – to matka dziecka dla „Faktu”, „wie coś bardzo ważnego o porwaniu, ale dla dobra śledztwa musi milczeć”.

Kasia powiedziała, że wyszła z wózkiem z kamienicy przy ulicy Floriańskiej, w której wynajmowali mieszkanie z mężem Bartkiem, 23 lata. To była dzielnica pełna ruder i pustostanów. Wprowadzili się po ślubie, a pobrali w kwietniu 2011 r., kiedy Kasia była w ósmym miesiącu ciąży. Po dziecku Bartek jakby wydoroślał. Pracował u ojczyma na budowach, zmieniał żonę przy dziecku. Odnawiał mieszkanie na poddaszu, kącik Magdy zrobił w ciepłych kolorach. – Na początku było trochę problemów, ale nie da się ukryć, że my bardzo kochamy Magdę – mówi Bartek ósmego dnia po porwaniu Magdy. „Jaką tajemnicę skrywa mama porwanej Madzi”, „Rodzice nie chcą pomocy jasnowidza” („Fakt”), „Już trzecią dobę rodzice przeżywają dramat” („SE”) – krzyczały tabloidy.

***

24 stycznia na chodniku obolała Kasia dźwignęła się na kolana. Kobiety ją podtrzymywały, przytulały, płakały. Strasznie krzyczała. Żeby biec, szukać Magdy, przecież ona musi być gdzieś niedaleko. Kilka osób pobiegło. Bardzo szybko było pogotowie. Za nim – dziennikarze. Kamery czekały na Kasię i Bartka pod komendą policji, pod prokuraturą, pod domem. Bartek musiał się przemykać w przebraniu, żeby przejść do sklepu. On jest za spokojny, pewnie zakopali to dziecko – pisali w Internecie niechętni. Ludzie, trochę godności – wzywali sprawiedliwi.

***

Następnego dnia po zniknięciu Magdy Rafałowi Łysemu, szefowi wydziału informacji i promocji Sosnowca, nie odpalił samochód. Dlatego Łysy jechał pociągiem do pracy – słyszał, że ludzie mówili tylko o Magdzie i jej rodzicach. Tego dnia było zebranie kierownictwa magistratu – miasto dało pięć tysięcy nagrody za pomoc w odnalezieniu Magdy. Drugie pięć tysięcy dawała sosnowiecka policja. Do tego apele stacji telewizyjnych, plakaty.

Magda uśmiecha się na zdjęciu podtrzymywana ręką taty i widać błysk pierwszego zęba. Kolejny dzień przyniósł Łysemu wiadomość, że rodzice Magdy potrzebowali wsparcia, nie radzili sobie z nerwami. Od razu pojechali psychologowie z centrum interwencji kryzysowej. – Gdziekolwiek by się poszło, towarzysko czy rodzinnie, wszędzie padało to samo pytanie: słuchaj, Rafał, wiecie już coś o tej dziewczynce? – opowiada Łysy.

Rafał Łysy był świadkiem takiej sceny w sosnowieckiej komendzie: wielką beemwicą przyjechało dwóch bogatych dresiarzy, każdy dawał dwa tysiące za wskazanie porywacza dziecka. „Wierzymy, że Madzia żyje” („SE”).

***

Kasia i Bartek poznali się w kościele. Oboje bardzo wierzący, on ministrant, ona we wspólnocie modlitewnej. – Znają się od małego i są dobrą parą – mówi znajomy. Potem był ruch oazowy. To była część ich życia: dzieci Boże, łaska Pańska, natchnienie Duchem Świętym.

Ale wiadomość, że Kasia jest w ciąży, raczej ich zaskoczyła, nerwy się pojawiły, bali się, co dalej, świat ich przeraził – dopowiada znajomy. Kasia bezrobotna – tylko dorywczo kelnerowała. Na dodatek ciąża była trudna i Kasia musiała walczyć, żeby ją donosić. „Chcieliśmy ochrzcić Madzię” – to w „SE” z 30 stycznia, ale już jako boczna wiadomość, bo główną pozycją na pierwszej stronie jest kadr z serialu „Klan” przedstawiający na wyłączność śmierć Ryśka.

***

Kasia opowiadała, którędy szła z Magdą do mamy, a lokalna gazeta na stronie internetowej publikowała zdjęcia z drogi, wkrótce ten medialny pomysł podchwyciły inne gazety. Więc Kasia z Magdą doszły do ronda Gierka. Widziała już daleko blok rodziców, w swojej dzielnicy człowiek się tak bardzo nie boi. Obejrzała się. Mężczyzny, którego widziała wcześniej, nie było. „Madzi już nie ma w Polsce” („SE”).

***

– Wiadomość urwała się ze smyczy i zakipiała – mówi znajomy Bartka i Kasi.

Głównie kobiety nie wierzyły Kasi – ta złość wylewała się do Internetu, na fora. Widzieliście jej oczy? Ona kłamie. Sprzedała dziecko do adopcji za granicę. Oboje sprzedali. Ludzie, zobaczcie sobie ich zdjęcia na naszej-klasie.pl. Oni są nienormalni. On się przebiera za wampira.

(Wiadomość przyspieszała). A ona nie lepsza, do mszy służyła, czyli musi lubić te rytuały z kielichami. Wiecie, że czarne msze są bardzo podobne w obrządku.

(Wiadomość oszalała). Mam niestety wrażenie, że dziecko zostało przez nich użyte do czarnej mszy. Magdę porwały służby specjalne, żeby odwrócić naszą uwagę od skandalu z podpisaniem ACTA.

(Potworniała). Rządzący wpędzili nas w strach porwaniem dziecka, żeby teraz móc nas czipować i inwigilować. To feministki robią nagonkę na mężczyzn.

(Czasem, ale rzadko, wiadomość normalniała). Przestańcie jątrzyć, dajcie tym ludziom żyć, czy nie rozumiecie jakie na nich spadło nieszczęście? „Mama Madzi błaga porywacza. Oddaj moją

...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną