Urodzeni 4/6/1989
Każdego dnia w 1989 r. rodziło się w Polsce średnio 1546 dzieci. Tyle przypada też na niedzielę 4 czerwca, dzień tzw. wyborów kontraktowych, uzgodnionych przy Okrągłym Stole. Jak się wkrótce okazało, były początkiem końca PRL. Przedstawiamy szóstkę wówczas urodzonych, która rosła z nową Polską. Właśnie osiągnęli pełnoletność.

WOJCIECH BUĆKO

Urodził się w Międzylesiu, mieszka w Sulejówku. Uczeń II klasy o profilu matematyczno-informatycznym XV LO im. Stefana Żeromskiego w Warszawie. O sobie (w zgłoszeniu do projektu): „Hobby... hmm, generalnie to różnego rodzaju sporty, m.in. akrobatyka i capoeira”. Chce studiować mechatronikę lub elektronikę na Politechnice Warszawskiej i zostać mechanikiem samochodowym. Ma starsze rodzeństwo, brata i siostrę.

Godzinę przed jego narodzinami czołgi na placu Tiananmen (Niebiańskiego Spokoju) w Pekinie rozjechały kilkuset uczestników (nadal nie jest znana faktyczna liczba ofiar) największych antyrządowych demonstracji. O godz. 5.30 krzyk Wojtka (3000 g, 50 cm) obudził pacjentów śpiących w szpitalu w Międzylesiu. Ponieważ był już trzecim dzieckiem pani Anny, z porodem nie było problemów. Tata Dariusz 4 czerwca 1989 r. najpierw pojechał do szpitala zobaczyć syna, a potem jako jeden z pierwszych oddał głos na Solidarność w lokalu wyborczym w Sulejówku.

Rodzice od razu skorzystali ze zmiany ustroju i jeszcze w 1989 r. założyli własną firmę, oboje są nauczycielami muzyki. Wojtek, podobnie jak pozostałe dzieci, długo miał problemy ze snem w nocy. W wieku 6 lat postanowił sam się ostrzyc i żeby nikt mu w tym nie przeszkodził, schował się pod przyczepą samochodową. Od zawsze ciągnęło go do sportów ekstremalnych, trenuje akrobatykę w Dzielnicowym Klubie Sportowym na Targówku, skacze na rowerze. Tata zaraził go żeglarstwem, w ubiegłym roku razem z kolegami pożyczyli jacht i przepłynęli Mazury. Od 10 roku życia regularnie chodzi na koncerty do filharmonii, a od niedawna również do opery. Uwielbia klasyków wiedeńskich, ale nie do tego stopnia co mama, która ciągle wygrywa płyty w konkursach muzycznych polskiego radia. Kiedyś chciał grać na skrzypcach, skończyło się na gitarze. Wielkie wrażenie zrobił na nim film Miloša Formana „Amadeusz” (szczególnie scena, gdy podczas kłótni między żoną a teściem Amadeusz, oparty o stół bilardowy, zaczyna komponować nowy utwór, co pokazuje, jak pięknie potrafił oderwać się od rzeczywistości i poświęcić swojej pasji).

Raczej nie zorganizuje wielkiego przyjęcia z okazji 18 urodzin, bo oszczędza na samochód. Na początek chce kupić Fiata Cinque-cento i go stuningować, bo lubi szybką jazdę. Jeśli kiedyś będzie miał dobrą pracę, zamieni Fiata na Subaru. MAGDA GOŁĘBIEWSKA

Urodziła się w Nowym Dworze Mazowieckim, mieszka w Duczkach koło Wołomina. Uczennica II klasy 76 LO im. Marszałka Józefa Piłsudskiego na Pradze Północ. O sobie (w zgłoszeniu do projektu): „Hobby: czytanie ciekawych książek, podróże, najlepiej niezorganizowane, słuchanie muzyki, biologia i język polski, także gotowanie oraz śpiewanie dla siebie, kiedy nikt nie słyszy”. Po maturze chce studiować psychologię i zostać seksuologiem. Ma dwie młodsze siostry, kota Pako i dwie myszki (Myszora i Ząbka). Lubi czerń, jej pokój tonie w fioletach.

Urodziła się tydzień po wyznaczonym terminie (3600 g, 53 cm). Tata Zdzisław (wtedy i dziś hydraulik) żartuje, że Magda w komunizmie żyła tylko godzinę, bo urodziła się na godzinę przed zamknięciem lokali wyborczych i ogłoszeniem wstępnych wyników I tury wyborów. Jej mamy Elżbiety (wtedy i dziś ekspedientka) długo nie można było po porodzie dobudzić. W końcu pielęgniarka przyniosła jej córkę i to poskutkowało. Pan Zdzisław (w wieku 19 lat członek Solidarności) nie poszedł na wybory, ponieważ myślał, że władza znowu chce go oszukać. (Sonda uliczna zrobiona w miastach 27 województw, opublikowana w „Gazecie Wyborczej” z 9–11 czerwca 1989 r.: „Co Twoim zdaniem było główną przyczyną stosunkowo niskiej frekwencji wyborczej?

Odpowiedzi (w proc.): 6,4 – rozmyślny bojkot, 37,0 – nieufność wyborców,30,4 – obojętność wyborców, 1,7 – zła pogoda, 14,1 – inny powód, 10,3 – nie mam zdania”). Magda, gdy tylko zrozumiała, w jakim dniu się urodziła, żałowała, że rodzice nie dali jej na imię Demokracja.

Polityka jest dla niej abstrakcją, mało się nią interesuje, ale zdążyła już nie polubić ministra edukacji za pomysł z obowiązkowym noszeniem mundurków. Gdy nie dostanie się na psychologię, zostanie grabarzem. Nie boi się zmarłych, bo nie mogą nam już nic zrobić. Boi się żywych, braku akceptacji z ich strony oraz słów, którymi mogliby ją zranić.

Bardzo potrzebowała przyjaźni i długo na nią czekała. Od roku ma bliską przyjaciółkę i przyjaciela, bardzo dba o te relacje. Lubi czytać książki, szczególnie historie o narkomanach, które opowiadają o problemach nastolatek (ostatnio przeczytała „Hera – moja miłość” Anny Onichimowskiej).

Tata wprowadził ją w świat książek Stanisława Grzesiuka, przeczytała je od deski do deski. Należy do ruchu oazowego Światło–Życie. Czuje, że nie dorosła jeszcze do dorosłości, a 18 urodziny niewiele zmienią. Może nigdy nie dorośnie? KRZYSZTOF JAKUBIK

Urodził się i mieszka w Jarosławiu. Uczeń II klasy o profilu matematyczno-informatycznym z rozszerzonym językiem angielskim, Zespołu Szkół Drogowo-Geodezyjnych i Licealnych im. Augusta Witkowskiego. O sobie (w zgłoszeniu do projektu): „Pomysł na przyszłość... dobre studia, świetna praca, zgrana kapela i udane imprezy”. Po maturze chciałby studiować informatykę na AGH w Krakowie. Jest jedynakiem. Gra na gitarze basowej. Od czytania książek woli kino. Lubi komedie i horrory.


W życiu tak się nie spieszył jak z przyjściem na świat. Jest wcześniakiem, urodził się prawie miesiąc przed planowanym terminem, o godz. 21.30 (3200 g, 56 cm). Gdyby urodził się na początku lipca, być może byłby to dzień, gdy w większości polskich domów rozmawiano o tym, kto zostanie prezydentem, w związku ze słynną propozycją Adama Michnika „Wasz prezydent, nasz premier” (artykuł pod tym tytułem opublikowała „Gazeta Wyborcza” 3 lipca). Rodzice Krzyśka wcześnie założyli rodzinę, w 1989 r. mama Renata (dziś menedżer, socjolog) skończyła 18 lat, a tata Wojciech (zawód wyuczony technik mechanik, dziś windykator terenowy) – 19. Na czerwcowe wybory patrzyli z nadzieją, rozpoczynali nowe, dorosłe życie, ale byli zbyt młodzi, żeby wykorzystać szansę, jaką stworzyła nowa rzeczywistość.

4 czerwca Wojciech zagłosował na Solidarność i pojechał do żony do szpitala. Niedługo cieszył się synem, trzy dni później wyjechał na dwa miesiące do pracy w Czechosłowacji. Krzysztof (pseudonim Noodny wymyślił razem z przyjaciółmi, bo jest, jak sam mówi, flegmatyczny, leniwy i na wszystko zawsze ma czas) ogólnie interesuje się wszystkim. Najwięcej czasu spędza przy komputerze (pierwszy, Commodore, dostał w wieku lat 5), ale nie jest typem informatyka pochłoniętego światem wirtualnym. Od zawsze gdzieś się udzielał, należał do harcerstwa, występował w szkolnym teatrze, brał udział w olimpiadach przedmiotowych, grał w zespołach muzycznych. Ludzie garną się do niego. Jest asertywny, potrafi odmówić, gdy coś nie jest zgodne z jego planem. Nie jest buntownikiem, choć wygląda trochę jak James Dean. Marzy o tym, żeby nie musieć się w życiu niczym przejmować. JUSTYNA PAKUŁA

Urodziła się i mieszka w Lublinie. Uczennica II klasy o profilu biologiczno-chemiczno-fizycznym I LO im. Stanisława Staszica. O sobie (w zgłoszeniu do projektu): „Hobby: hmm... lubię malować, poznawać różnych ludzi, chodzić na koncerty, wystawy i przeglądy filmowe, czytać książki, ogólnie uwielbiam kulturę”. Po maturze chce studiować lingwistykę stosowaną, żeby być blisko ludzi i poznawać inne kultury. Uczy się angielskiego i niemieckiego, chciałaby mówić po hiszpańsku i niderlandzku. Najważniejsze są dla niej: rodzina, przyjaciele i nauka.


Dorosłe życie kojarzy jej się z zabieganiem, monotonią i problemami finansowymi. Nie spieszyła się z przyjściem na świat. Miała się urodzić 26 maja, w Dzień Matki. Urodziła się w pierwszą rocznicę ślubu rodziców o godz. 21.45 (3630 g, 57 cm). Mama Regina (z wykształcenia geodeta, w 1989 r. inspektor ds. osobowych w Zakładach Metalurgicznych Ursus, dziś pracownik domu pomocy społecznej) wiedziała, że urodzi córkę. 4 czerwca 1989 r. byli na obiedzie u matki pani Reginy. W telewizji właśnie emitowano kolejny odcinek „W kamiennym kręgu”, brazylijskiej telenoweli, którą podobnie jak „Niewolnicę Isaurę” oglądało pół Polski (w roli głównej ta sama aktorka Lucelia Santos). Pan Zbigniew (w 1989 r. inspektor ds. eksploatacji maszyn, teraz pracuje jako spawacz; jak sam mówi, politycznie ukształtowany przez rodziców przez całe życie narzekających na komunę, przede wszystkim na Gomułkę, podczas stanu wojennego przez miesiąc jako rezerwowy w czołgu pod Gdańskiem, podziwiał tych, co walczą o wolność, wbrew zakazom pojechał do kościoła św. Brygidy) poszedł zagłosować na Solidarność. Gdy wrócił do domu teściowej, żona miała już bóle przedporodowe. Skończyli oglądać serial (pani Regina nie chciała opuścić żadnego odcinka), zjedli obiad i pojechali do szpitala. Poród trwał blisko trzy godziny. Imię dla córki wybrał tata, któremu bardzo podobała się bohaterka filmu „Nad Niemnem” – Justyna, twarda i uparta, kierująca się głosem serca.

Ojciec z córką spierają się czasem o różne sprawy. Według Justyny tacie nie podoba się, że Polska jest otwarta na obcokrajowców. On widzi, co się dzieje we Francji czy Niemczech, gdzie obcokrajowcy nie chcą pracować i żyją z zasiłku. Justyna chce, żeby Polska była otwarta na świat.

Gdy była mała, na jednym ze spacerów uparła się, żeby mama kupiła jej czerwoną książeczkę z białymi napisami, którą zobaczyła w kiosku. Mama nie uległa zachciance dziecka, Justyna ze złości położyła się w kałuży i nie chciała wstać. Tą książeczką był statut PZPR. Justynę fascynuje ludzkie ciało, przypominające maszynę, z której, gdy wypadnie jeden trybik, to wszystko się zatrzymuje. Lubi obrazy Beksińskiego, choć żadnego z nich nie powiesiłaby w domu. W swoim pokoju na ścianie namalowała „Krzyk” Muncha z lekką domieszką van Gogha (niebo jak w „Gwiaździstej nocy”). Kiedyś w tym samym miejscu był namalowany nagi, skulony anioł. MARLENA LĘDZIAKOWSKA

Urodziła się w Wyszkowie, mieszka w Postoliskach, 37 km od Warszawy. Uczennica II klasy o profilu humanistycznym I LO im. Wacława Nałkowskiego w Wołominie. Codziennie około godziny dojeżdża do szkoły, po drodze zwykle się uczy, przegląda notatki. Chce studiować politologię albo stosunki międzynarodowe. O sobie (w zgłoszeniu do projektu): „Bardzo lubię historię, interesuje mnie także dekoracja wnętrz. Doskonale wyciszam się i odpoczywam przy muzyce, a każdą wolną chwilę staram się spędzać z przyjaciółmi i rodziną”. Starszy brat Kamil studiuje w Warszawie prawo. Od jakiegoś czasu spotyka się z kolegą brata – Danielem.


Wiele wskazywało na to, że będzie jednym z bliźniąt. Mama Bożena (wtedy asystent, dziś kontroler na poczcie) miała bardzo duży brzuch. W drodze do szpitala zapaliła się karetka, na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Poród trwał kilka godzin, Marlena urodziła się o 15.40 (3750 g, 59 cm) w pojedynkę, choć jak i pozostali – pod znakiem Bliźniąt. (Charakterystyka znaku, druga dekada: główną cechą Bliźniąt z połową cech Wagi jest dyplomacja, umiejętność zjednywania sobie sympatii otoczenia, wrażliwość na piękno, estetyka, zdolności artystyczne, ale rzadko wykorzystane z uwagi na lenistwo i kapryśność; przeważnie wszechstronnie uzdolnione, mają zdolności adaptacyjne w wielu zawodach, przede wszystkim potrzebują być w ruchu i mieć dostęp do informacji).

Tata Krzysztof (wtedy i dziś technolog szkła) głosował o godz. 9.30 na Solidarność, ponieważ wiązał z tymi wyborami nadzieję na lepszą przyszłość.

Marlena jest dumna, że urodziła się w tak ważnym dla Polski dniu. Dużo o tym rozmawiała ze swoim nauczycielem historii. Jak się żyło za komuny, dowiedziała się od rodziców. Teraz na bieżąco śledzi, co się dzieje w Polsce i na świecie, informacje czerpie z TV i radia, „Wiadomości” lubi oglądać z bratem, który tłumaczy jej wiele rzeczy.

Nie ma sekretów przed mamą. Razem chodzą na spacery po lesie, jeżdżą na rowerze i ćwiczą w domu, bo zależy im na zdrowiu i aktywnym trybie życia. Dużo rozmawiają, zwykle w kuchni. Słuchają wspólnie płyt Marka Grechuty (lubią „Dni, których jeszcze nie znamy” za ponadczasowy tekst).

Jest wierzącą i praktykującą katoliczką, czuje, że wiara daje jej poczucie bezpieczeństwa. Bardzo przeżyła swoje bierzmowanie, gdy przed biskupem czytała fragment Pisma Świętego.

Osiemnastkę zaplanowała huczną, przyjęcie w domu na ok. 50 osób.

MAGDA SAWICKA

Urodziła się i mieszka w Warszawie. Uczennica II klasy o profilu lingwistyczno-kulturowym I LO im. Bolesława Limanowskiego w Warszawie. O sobie (w zgłoszeniu do projektu): „Lubię podróżować i poznawać nowe miejsca, kulturę i ludzi, dlatego też wiążę moją przyszłość z turystyką”. W dzieciństwie trenowała gimnastykę akrobatyczną i jeździła konno. Chce wyjechać na trochę za granicę, na początek do szkoły językowej w USA.  Nie jest pewna, co będzie robić po maturze, kiedyś chciała studiować prawo, teraz myśli o turystyce i zarządzaniu. Ma starszego i młodszego brata.

Urodziła się o godz. 20.05, czyli tuż po głównym wydaniu „Dziennika Telewizyjnego”, w którym kilka miesięcy później Joanna Szczepkowska miała oznajmić, że 4 czerwca skończył się w Polsce komunizm. (W wywiadach Szczepkowska przyznaje, że chciała powiedzieć to już wcześniej, ale nie było okazji). Magda miała błonę między palcami, ważyła 3860 g, mierzyła 55 cm.

Państwo Sawiccy do 1984 r. mieszkali przy ul. Mokotowskiej, vis-à-vis siedziby Solidarności Regionu Mazowsze, potem przenieśli się na Bemowo, gdzie mieszkają do dziś. Bardzo dobrze pamiętają stan wojenny, oddziały ZOMO przed domem i opozycjonistów przemykających Mokotowską. Któregoś dnia wpadł do ich mieszkania działacz Solidarności i zapytał, czy może powiesić na ich balkonie transparent z napisem „Uwolnić więźniów politycznych”. Transparent wisiał przez kilka godzin, dopóki wystraszony dozorca nie kazał natychmiast go zdjąć.

Mama Ewa (z wykształcenia ekonomistka, od dwunastu lat florystka) nigdy nie miała chęci, by interesować się polityką, zajmowała się domem. Tata Andrzej (w 1989 r. pracował jako spedytor, dziś w tym samym zawodzie w prywatnej firmie transportowej) tak był przejęty porodem, że nie poszedł na wybory. Po narodzinach córki płakał ze szczęścia i długo świętował ze znajomymi.

Magda zasłynęła w wieku lat pięciu, gdy będąc z tatą i bratem na działce nad Bugiem wystraszyła się nadjeżdżającego samochodu i schowała w domu pod łóżkiem. Szukało jej pół Podlasia, na nogi postawiono okoliczną straż pożarną, policja z psami przeczesywała okolicę, ksiądz podczas mszy ogłosił zaginięcie dziewczynki. Znalazła się po pięciu godzinach.

Następnego dnia historię tę opisała gazeta siedlecka pod tytułem „Zguba pod łóżkiem”. Magda, jak wszyscy z rodziny (poza najmłodszym bratem, który spóźnił się dwie godziny), urodziła się w niedzielę. Nie oznacza to jednak, że jest leniuchem. Wręcz przeciwnie: trudno się z nią umówić, do południa jest w szkole, potem różnie: kursy językowe, czasami praca dorywcza przy dzieciach albo jako hostessa, basen i czytanie książek.

Od czasu do czasu odwiedza dzieci z domu dziecka na Bielanach. Kończy kurs prawa jazdy. Co roku zbiera pieniądze z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka. Odkąd pamięta, nie mogła się doczekać 18 urodzin. Dorosłość kojarzy jej się z samodzielnością i odpowiedzialnością. 4 czerwca idzie do urzędu wyrobić sobie dowód osobisty.


Prezentowane zdjęcia powstały w ramach projektu zrealizowanego w Europejskiej Akademii Fotografii. Artur Allan Willmann (Bućko), Łukasz Sokół (Gołębiewska, Lędziakowska), Łukasz Kuś (Jakubik), Agata Pietroń (Pakuła), Konrad Grajner (Sawicka).



WIĘCEJ

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj