Razem z „Wonder Woman” w kinie nadchodzi czas superbohaterek
Komiksy i kino superbohaterskie powszechnie uznawane są za rozrywki zarezerwowane dla chłopców i mężczyzn. Wchodząca właśnie na ekrany kin „Wonder Woman” zwiastuje jednak odwrócenie tego trendu.
Kadr z filmu „Wonder Woman”
mat. pr.

Kadr z filmu „Wonder Woman”

Kobiety jako główne bohaterki kina akcji to żadna nowość. Ikoną popkultury stała się grana przez Sigourney Weaver Ripley z serii filmów „Obcy”, podobnie choćby Sarah Connor z „Terminatora”, najpierw portretowana przez Lindę Hamilton, później w serialu przez Lenę Headey, a ostatnio znowu na wielkim ekranie przez Emilię Clarke (te dwie ostatnie w „Grze o tron” wcielają się odpowiednio w Cersei Lannister i Daenerys Targaryen, czyli najważniejsze osoby w Westeros).

Była jeszcze Nikita, Geena Davis w „Długim pocałunku na dobranoc”, czy wreszcie Leia z „Gwiezdnych wojen”. Tak więc choć ta gałąź kina pozostała zdominowana przez mężczyzn, piękniejsza z płci od czasu do czasu przypominała, że również potrafi „kopać tyłki”.

W ostatnich latach jednak owe „od czasu do czasu” zaczyna zmieniać się w „zdecydowanie coraz częściej”. Spójrzmy na fantastyczne/przygodowe blockbustery minionej dekady: „Igrzyska Śmierci”, „Resident Evil”, „Mad Max: Na drodze gniewu”, „Ghost in the Shell”, „Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy”, „Łotr 1”, „Underworld”, „Na skraju jutra” – w każdym z tych obrazów to panie generalnie przewodziły, a mężczyźni co najwyżej im towarzyszyli. Kobiety „wygryzły” męskich herosów z pierwszych planów takich serii jak „Gwiezdne wojny” czy „Mad Max”!

Superbohaterki się nie sprzedają?

Tymczasem inaczej rzecz ma się (jak na razie) w wyjątkowo zmaskulinizowanej branży komiksów superbohaterskich, a co z tego wynika – również w filmach na nich opartych. Bo podczas gdy Furiosa, Rey i Jyn Erso budziły podziw, bohaterki filmów „Elektra” czy „Kobieta-Kot” co najwyżej wzbudzały poczucie litości. Przy czym niekoniecznie była to wina grających je odpowiednio Jennifer Garner i Halle Berry – po prostu obrazy te powstały w czasie, gdy i męscy herosi rozczarowywali, np. w „Daredevilu” i „Green Lantern”.

Sęk w tym, że podczas gdy z superbohaterami Hollywood kręciło kolejne filmy, aż w końcu zaczęły się podobać i zarabiać, w kwestii superbohaterek na długie lata zapanowało przekonanie, że historie z nimi po prostu się nie sprzedają.

Dlatego tak ważną premierą będzie „Wonder Woman” – po raz pierwszy od ponad dekady do kin wejdzie film superbohaterski z kobietą na pierwszym planie, jako tytułową postacią, co dla studiów z Fabryki Snów będzie swoistym sprawdzianem i z pewnością będzie rzutować na listy premier filmowych w kolejnych latach.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj