Da się promować polską kulturę bez żołnierzy wyklętych i chórów kościelnych
Z jazzem do Chin
W czasach, gdy nasza dyplomacja polityczna pogrąża się w oceanie błędów i niekompetencji, dyplomacja kulturalna wydaje się chwytać kolejny wiatr w żagle. Instytut Adama Mickiewicza ogłosił właśnie, co, gdzie i jak zamierza promować w świecie.
Figurki Mieczysława Naruszewicza. Praca z wystawy The ABCs of Polish Design
Mieczysław Naruszewicz, fot. Agata Dudek/mat. pr.

Figurki Mieczysława Naruszewicza. Praca z wystawy The ABCs of Polish Design

Pamiętam, gdy Krzysztof Olendzki zastępował Pawła Potoroczyna na stanowisku szefa Instytutu, głośno brzmiały dwa głosy. Pierwszy, słyszalny z prawa, że zastał instytucję w stanie upadku, drugi – dochodzący bardziej z lewa – że przejmuje ją w stanie rozkwitu. Powszechnie zastanawiano się także, nie bez nuty złośliwości, czy teraz zamiast spektakli Lupy, utworów Lutosławskiego i wystaw sztuki nowoczesnej promować będziemy w świecie chóry kościelne, spektakle o żołnierzach wyklętych i sztukę Zbigniewa Dowgiałły.

Tymczasem duch rasowego dyplomaty, który zdaje się, że głęboko drzemie w duszy nowego dyrektora (przez wiele lat uprawiał ten zawód), sprawił, że zamiast rąbać siekierą „dawny układ”, postawił na zmiany powolne, wyważone, starannie przemyślane. Ponieważ pierwszy rok urzędowania to była przede wszystkim realizacja wcześniej podjętych zobowiązań i planów, dopiero teraz możemy w pełni dostrzec zmiany w kursie po morzach świata liniowca „m.s. kultura polska”.

Polska kultura zaatakuje punktowo

A zatem „co”, „gdzie” i „jak”? Jeszcze za czasów Pawła Potoroczyna IAM zaczął śmielej stawiać, obok tradycyjnych obszarów aktywności, takich jak teatr, muzyka, sztuki wizualne, na promocję polskiego designu. I ta tendencja została podtrzymana, a nawet wzmocniona. Obecni jesteśmy praktycznie na wszystkich najważniejszych międzynarodowych festiwalach i przeglądach projektowania. I słusznie, bo jest się czym chwalić.

Ale też postanowiono mocniej postawić na obszary kreatywności dotychczas obecne raczej śladowo: modę, architekturę, kulturę cyfrową (duży i ambitny projekt Digital Cultures), jazz, muzykę elektroniczną i tzw. muzykę źródeł. Owo rozszerzenie, które cieszy, bo parokrotnie je postulowałem, ma swe źródła również w tym, że Instytut zdaje się definitywnie odchodzić od obowiązującej przez wiele lat strategii promocji polskiej kultury poprzez organizację ogromnych multidyscyplinarnych tzw. sezonów kultury polskiej w poszczególnych krajach. W ten sposób próbowaliśmy podbijać w przeszłości m.in. Francję, Austrię, Niemcy, Izrael, Wielką Brytanię, a ostatnio – Chiny.

Natomiast teraz, zamiast całorocznych inwazji kulturalnych, planowane są ataki „punktowe”, zróżnicowane, wykorzystujące przede wszystkim najważniejsze międzynarodowe branżowe imprezy (festiwale, biennale, konwenty, przeglądy, konkursy), by tam zaszczepiać nasze osiągnięcia i poprzez najbardziej opiniotwórcze środowiska promieniować dalej na świat. To trochę jak z cyfrowym wirusem, który łatwiej rozprzestrzenia się po zainfekowaniu centrali niż peryferyjnego komputera. Warto też zwrócić uwagę na silnie podkreślane dążenie, by kulturę polską w świecie jeszcze mocniej promować nie tylko poprzez rodzimych, ale też zagranicznych twórców i wykonawców – inspirować ich do sięgania po nasz dorobek i repertuar muzyczny, dramatyczny i jakikolwiek inny.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj