Żurawie wracają
Ciągle wzrusza, choć 50 lat to w kinie epoka.

Byli sobie młodzi, zakochani i szczęśliwi, ale zła wojna ich rozłączyła. On poszedł bić się za ojczyznę, ona wiernie czekała. Taki był mniej więcej przepis na wzorcowy radziecki epos wojenny. Dopiero w 1957 r. Michaił Kałatozow, korzystając z odwilży, nakręcił film „Lecą żurawie”, w którym opowiedział trochę inną historię.

Weronika i Borys kochają się (co w ówczesnych radzieckich filmach wyrażał długi radosny bieg pary trzymającej się za ręce) i pewnie wkrótce wzięliby ślub, gdyby nie wojna. Borys zgłasza się na ochotnika do armii, tymczasem Weronika ulega podstępnemu siostrzeńcowi. Happy endu nie będzie.

Film, mimo sentymentalizmów, ciągle wzrusza, choć 50 lat to w kinie epoka! Nadal podobać się może gra wykonawców głównych ról Aleksieja Batałowa i Tatiany Samojłowej, która była objawieniem festiwalu w Cannes (gdzie film dostał Złotą Palmę, a ona nagrodę aktorską). Natychmiast pojawiły się oferty z Hollywood, Samojłowa odrzuciła je jednak, ponieważ aktorka radziecka, nawet grająca niewierną kochankę sołdata, musiała być wierna swej ojczyźnie.

  
 

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj