Alpha Dog
Gładki film, który wybitnym dziełem nie jest.

Dzieci sławnych artystów, które odziedziczyły po nich nazwisko, lecz niekoniecznie wielki talent, mogą mieć problemy takie jak Nick Cassavetes, syn Johna. Jego ojciec zrealizował pół wieku temu m.in. głośne „Cienie” oraz nieszablonowy kryminał „Zabójstwo chińskiego maklera”. Matka, aktorka Gena Rowlands, była jedną z większych indywidualności kina przełomu lat 70. i 80. Chcąc dorównać ich osiągnięciom, Nick („Jak jej nie kochać”, „Pamiętnik”) powinien kręcić równie przenikliwe i zapadające w pamięć obrazy. Niestety, mimo często podejmowanych prób, ciągle mu to nie wychodzi.

Dramat obyczajowy „Alpha Dog” także wybitnym dziełem nie jest. To obfitujący w drastyczne szczegóły portret zbiorowy środowiska zdeprawowanych młodocianych przestępców handlujących w Kalifornii narkotykami. Rej wiodą tu nastoletni dilerzy, którym towar dostarczają bogaci rodzice, ich biuściaste panienki nazywane przez gangsterów kurwami i zdzirami, ogłupiali od nadużywania alkoholu i palenia trawy wytatuowani neonaziści etc. Powstał szokujący naturalizmem film, z którego jednak niewiele wynika. W przeciwieństwie do Gusa Van Santa, eksplorującego z powodzeniem ten sam temat („Słoń”), w „Alpha Dog” brakuje głębszej refleksji psychologicznej.

Telewizyjna, gładka forma stanowi jedynie pretekst do rozwijania coraz to bardziej wulgarnych (świetnie przetłumaczonych) dialogów i mocno powierzchownych scen na temat zdziczenia obyczajów. W rolach rodziców wystąpiły gwiazdy, m.in. Bruce Willis oraz Sharon Stone, zaś jednego z młodocianych bandytów gra przyzwoicie Justin Timberlake. Oni uratowali to ponure, infantylne widowisko.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj