Szczęście
Prosta historia, ale opowiedziana w mistrzowski sposób.

Najprostsze historie opowiedziane w mistrzowski sposób są niezawodne. „Szczęście” południowokoreańskiego reżysera Jin-ho Hura spełnia wymogi klasycznej love story, która mimo tego, że jest doskonale przewidywalna – porusza i wprawia w odpowiedni nastrój.

Bohaterami melodramatu jest dwoje młodych straceńców, którzy spotykają się w Domu Nadziei, czyli w położonym na ustroniu sanatorium dla nieuleczalnie chorych. On (Jeong-min Hwang) jest bankrutem, który musiał sprzedać prowadzony przez siebie nocny klub, notorycznym podrywaczem i alkoholikiem, u którego wykryto marskość wątroby. Ona (Su-jeong Lim) – chodząca niewinność i ucieleśnienie kobiecego wdzięku – od ośmiu lat leczy się z ciężkiej choroby płuc. Związek tych dwojga rozwija się wedle podręcznikowego wzorca: poznają się, zakochują, zamieszkują razem, on ją zdradza, następuje tragedia.

Niemniej sposób ukazania tej historii bez jakichkolwiek pretensji do fabularnych ekstrawagancji, epatowania nowoczesną techniką zdjęciową czy estetycznych eksperymentów, o dziwo, działa na wyobraźnię i nie spycha całości w otchłań walentynkowego kiczu. Niespieszne tempo narracji pozwala rozsmakować się w przeżywaniu zmieniających się uczuć protagonistów. Co bardziej niecierpliwi widzowie powiedzą, że to banał, ale co nim w popularnym kinie nie jest?

  
 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj