Przebudzenie
Hollywoodzki produkcyjniak, który żeruje na naszym lęku.

Amerykański thriller psychologiczny „Przebudzenie”, napisany i wyreżyserowany przez Joby Harolda, ma spore szanse na zainteresowanie widzów, którzy widzą w lekarzach bandę hochsztaplerów wyciskających z nich ostatnie pieniądze. Film żeruje na lęku, jaki drzemie w każdym z nas na myśl o konieczności przejścia skomplikowanej operacji chirurgicznej, co siłą rzeczy skłania do zaufania ludziom, nie zawsze dysponującym odpowiednimi kwalifikacjami. Odwołuje się też do stosunkowo rzadkiej sytuacji, kiedy pacjent po całkowitej narkozie nie traci jednak świadomości, odczuwa bóle na stole operacyjnym, słyszy wszystkie głosy, a nie może zareagować, bo jest sparaliżowany.

Taki jest mniej więcej punkt wyjścia „Przebudzenia”, w którym 22-letni dziedzic bajkowej fortuny dowiaduje się, że znaleziono wreszcie serce nadające się do przeszczepu. Bohater o urodzie cherubina (Hayden Christensen), któremu towarzyszy zawsze czule uśmiechnięta i anielsko piękna narzeczona (Jessica Alba), jest bowiem po zawale, a jego dni, zdaniem lekarzy, są policzone. O miłosnych igraszkach, a nie daj Boże również o snutych przez zakochaną parę planach małżeńskich, nie może się dowiedzieć zaborcza matka, która stąpa twardo po ziemi i swoją rację ma. Warto przebrnąć przez ten banalny początek i zobaczyć, jak intryga rozwija się dalej, choć dla osób ceniących zdrowy rozsądek i lubiących kinowy realizm wszystko, co wydarzy się później, sensu wielkiego mieć nie będzie. Niemniej emocji nie brakuje, dramaturgia nie siada, śliczni aktorzy drętwo nie grają, suspens też się pojawia, czegóż chcieć więcej od hollywoodzkiego produkcyjniaka? W końcu wakacje jeszcze trwają.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj