Krowy
Film przekombinowany, ale intrygujący.

Pod zagadkowym tytułem „Krowy” kryje się dość ciekawy debiut fabularny Hiszpana Julio Medema („Chaotyczna Anna”) z 1992 r. Kilkanaście lat, jakie upłynęły od daty jego premiery, niespecjalnie film postarzyły, w czym zasługa jego oryginalnej formy. Jest to utrzymana w konwencji realizmu magicznego wieloczęściowa opowieść o brutalnej rywalizacji dwóch wiejskich rodzin, połączonych ze sobą tajemniczymi więzami krwi.

Trzy pokolenia aizkolari, rolników zajmujących się wyrębem drzew, powtarzają ten sam rytuał nienawiści, miłości i śmierci, czyniący ich konflikt czymś w rodzaju mitologicznego pojedynku odbywanego na przestrzeni wieków. Jawnym symbolem tych sporów są urządzane na oczach mieszkańców wsi konkursy w szybkości rąbania pni, zawsze wygrywane przez tego samego przedstawiciela jednego rodu. W zasadzie nic więcej szczególnego w filmie się nie dzieje, a jego oryginalność polega na łączeniu umiejętnie budowanej atmosfery grozy, dramatu miłosnego, alegorii oraz historyczno-przyrodniczych elementów, które sprawiają, że proste przesłanie staje się prawie nieczytelne.

Istotną rolę grają tytułowe krowy, również ukazane w trzypokoleniowym ciągu, przyglądające się z obojętnością ludzkiej szarpaninie. Reżyser sugeruje nawet osobliwą więź między zwierzętami a ludźmi, wyrażoną na poziomie biologizmu w odpowiednich zachowaniach, cierpieniu, a nawet woli przetrwania. Wszystko to sprawia, że film wydaje się cokolwiek przekombinowany, ale wciąż intrygujący.

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj