Kawiarnia literacka
Miłość bez wierności?
Szłam gwarną ulicą, gdy nagle stanęłam jak wryta – ona robiła mu laskę.

Ślicznie ufryzowana głowa na wysokości rozporka, młode dłonie z misternym manikiurem, wędrujące w górę po połach męskiej marynarki.

Plakaty do filmu „Les infideles” okazały się skandalem – zakazano ich we Francji. Aktorzy pytani, co sądzą o akcji reklamowej w tak złym guście, bronili jej: „To tylko żart!”. Ładny mi żart, który obraża połowę ludzkości. Ale mniejsza z tym, noworodek równości płci czasem ulewa, męczy go reflux, co raz rzuci pawia. Istotniejszy jest film, który – w przeciwieństwie do plakatów – jest dobry. Kilka opowieści filmowych łączy temat niewierności. Mężczyźni w różnych sytuacjach życiowych – żonaci z musu, bo zaliczyli wpadkę, ale i ci związani z „kobietami ich życia” – zdradzają. Tokują przy tym w podwójnym sensie, gdy podrywają przypadkowe dziewczyny, jednocześnie nie przestając ze sobą gadać. Symboliczna jest scena, kiedy dwaj przyjaciele w pokoju hotelowym, w odległości metra od siebie, kopulują nie zawieszając dyskusji. Kobiety próbują dopowiadać, ale oni słuchają tylko siebie, rzadziej siebie nawzajem. Gdy stoją potem obok siebie w łazience, ablucje wciąż przeplatają konwersacją.

Pogoń za seksem jest kompulsywna. W kolejnej noweli nieefektowny naukowiec usiłuje poderwać podczas delegacji kogokolwiek – od młodej recepcjonistki, przez koleżankę po fachu, po starszą panią przypominającą z wyglądu grzyb. Zdesperowany googluje okoliczne burdele, a jednocześnie skypuje z żoną, która kładzie spać dzieci. A i tak zostaje mu w końcu smutna masturbacja.

Uderza w tych opowieściach samotność. Nawet jeśli bohaterowie poruszają się w tandemie (znakomicie podpatrzone męskie grupowe zachowania), jaskrawa jest naskórkowość ich kontaktów. Kultura tak kształtuje męskie więzy, że nie ma w nich miejsca na autentyczny, emocjonalny kontakt, dlatego bohaterowie rzucają się niczym marionetki, aż padają, jakby wysiadły im baterie. Dopiero wtedy patrzą na siebie z bliska. Ta bliskość wyda w dalszej części fabuły niespodziewane owoce.

Czy jest to opowieść o samotności człowieka, czy próba znalezienia w niej usprawiedliwienia dla zdrady? A może próba zdefiniowana zdrady, zbadania jej znaczenia w zmieniających się wzorach kulturowych, gdzie seks zaczyna być tak powszechny i dostępny, że traci na ciężarze gatunkowym? Pełno go, w Internecie, w pismach, teledyskach, nawet w modzie. Niereglamentowany, coraz bardziej oddzielony od kwestii tak zwanej miłości. Do tego stopnia, że usprawiedliwienia naszych dziadków, tłumaczących żonom: „Ależ duszko, ta pani to tylko do łóżka, ja ciebie kocham i szanuję, nie ją…”, zdają się przeżywać drugą młodość. I to w glorii praktyki równościowej.

Bo chociaż francuski film opowiada o zdradzających mężczyznach, w życiu coraz częściej zdradzają kobiety. Telefony komórkowe, Internet to otwarte wrota do skarbca Alibaby czy raczej do jego 40 seksownych rozbójników. Dzięki esemesom zręcznie testujemy, czy znajomy jest gotów na flirt, pogłębiamy znajomość przez e-maile, Skype’a, Messangera; grasujemy po portalach, węszymy na Facebooku, ćwierkamy na Twitterze. Czujemy zwierzynę – i polujemy. Uzależniamy się od zainteresowania kilku osób naraz, praktykujemy swoistą poligamię. Możemy to robić nie wychodząc z łóżka, które dzielimy z życiowym partnerem. Tak się porobiło. Bo mamy prawo do przyjemności, bo życie jest jedno i carpe diem.

Film jest inteligentny, mnóstwo tu pięknie podpatrzonych i świetnie opowiedzianych obserwacji, aktorzy świetnie grają, ale promujące go plakaty są nie na czasie. Pokazują świat naszych dziadków, świat serialu „Mad men”, czyli świat miniony – tak jakby zdradzali tylko mężczyźni. A równość płci to nie tylko codzienny marsz ramię w ramię do budynku korporacji. Do tej pory kobietom przypisywano rolę broniących gniazda przed zepsuciem moralnym, dbających o całość rodziny, czystość obyczajów itp. Bo kobiety są dobre. A mężczyźni to duże dzieci, nie upilnujesz ich.

Na naszych oczach powstaje świat na opak. Miłość nie jest już wszystkim, do czego aspirują kobiety. Mit miłości romantycznej, przydatny w zobowiązaniu kobiet do monogamii, pokutuje w komediach (romantycznych). Tymczasem kobiety chcą seksualnego spełnienia. Koniec, kropka. Już je stać na rozwody, a i po nich sobie radzą, już nie boją się statusu rozwódki. Postulat Zofii Nałkowskiej „Chcemy całego życia!”, ogłoszony niemal sto lat temu, właśnie wszedł w fazę realizacji. I to na masową skalę.

Wierność idzie w odstawkę? Czy ktoś jeszcze będzie bronił całości stadła? Może mężczyźni, dając dobry przykład? Albo – eureka! – będziemy sobie przysięgać miłość bez wierności?

Grażyna Plebanek, powieściopisarka, autorka opowiadań, dziennikarka. Pytana, czy pisze o sobie, odpowiada, że nie, bo: nie jest mężczyzną („Nielegalne związki”), wiejską młodocianą filozofką („Przystupa”), czterema zbuntowanymi dziewczynami („Dziewczyny z Portofino”), godzącą role życiowe Nadkobietą („Pudełko ze szpilkami”). Nałogowo podróżuje. Warszawianka, na pięć lat przeniosła się do Sztokholmu, obecnie mieszka w Brukseli. Jej ideał kobiecej urody to bohaterka książek Terry’ego Pratchetta, Niania Ogg, której twarz przypominała „szczęśliwe, pomarszczone jabłko”.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj