Fragment książki "L.d.d.w. Osierocona generacja"

Poczuj odrazę do artysty
Przyprowadziłem dwie drugie klasy do Poleskiego Ośrodka Sztuki na spotkanie ze znanym pisarzem. Zajęliśmy najlepsze miejsca w sali, dla XXVI LO pozostawiliśmy tyły. Za chwilę pojawi się sam bohater spotkania. Niestety, miłośnicy jego książek mogą poczuć się zawiedzeni, gdyż autor ma właśnie atak głodu i nie wychodzi do publiczności. Organizatorzy zwracają się do nas wychowawców (oprócz mnie jest jeszcze weteran pracy z młodzieżą, Grażyna, oraz wrażliwa dusza, Ania) z pytaniem, czy zgadzamy się pokazać młodzieży człowieka w tak fatalnym stanie. Decydujemy w trójkę, kolegów z zaprzyjaźnionego liceum nie pytamy o zdanie, bo się spóźniają. Nie mamy nic przeciwko. Jeśli on chce wystąpić, niech się stanie według jego woli.
Autor wychodzi, ciężko dysząc. Sapie do mikrofonu, nic nie mówiąc dobrych parę minut. To dyszenie jest tak straszne, że cała sala milczy i patrzy. W końcu gość zaczyna coś mówić. Opowiada, że ma gluta (dosłownie) w brzuchu, który wszyli mu lekarze, aby bronił go przed narkotykami. Sam nie ma żadnej woli. Gdyby nie ten glut, już by coś wziął. A tak wie, że grozi mu natychmiastowa śmierć, więc się powstrzymuje. Glut jest w brzuchu, ponieważ gdyby był w ramieniu, to by go teraz wyrwał. A tak nie może. Klasa patrzyła na niego jak maturzysta w obraz Matki Boskiej Egzaminacyjnej. Autor robił przerwy nieomal po każdym słowie, aby sobie ulżyć potwornym dyszeniem. Potem były pytania, nieliczne, ale bardzo celne.
Co by zrobił, gdyby jego dziecko zaczęło brać? "Jeśli już tkwi w nałogu, trzeba je od razu zastrzelić, bo z tego się nie wychodzi. Więc lepiej umrzeć niż tak żyć". Jak go traktuje rodzina, przyjaciele? "Narzeczona zrezygnowała ze swojego szczęścia dla mnie, tylko dlatego żyję. W nagrodę obrzygałem ją w jej urodziny. Ona bardzo cierpi przeze mnie". Gdzie wpadł w nałóg, w Polsce czy na studiach za granicą? "Brałem na wakacjach, które spędzałem w Polsce. U nas w kraju nikogo tak naprawdę nie obchodzi to, że bierzesz. Ani policja, ani urzędnicy, lekarze, nauczyciele, dosłownie nikt się tym nie interesuje. O narkotyki jest dużo łatwiej w Polsce niż za granicą. Tam patrzy się na ręce tym, którzy chcą brać. Dlatego brałem w Polsce, bo wiedziałem, że tu nie będę miał żadnych problemów". Co radzi wychowawcom i rodzicom? "Młody człowiek musi ufać swoim opiekunom, wtedy przyjdzie do nich i bez lęku powie, że wziął, zanim już będzie za późno. Jeśli boi się powiedzieć dorosłym, jest stracony. Jeśli uważa, że nikomu na nim naprawdę nie zależy, już po nim".
Wyszliśmy ze spotkania z mieszanymi uczuciami. To na pewno była najlepsza lekcja wychowawcza, z jaką miałem do czynienia. Ohyda stanu fizycznego połączona ze szczerością wypowiedzi podziałały jak uderzenie obuchem siekiery w łeb. Wstrząśnięci wracaliśmy do domów. Następnego dnia miałem zaplanowaną lekcję wychowawczą "Narkotyki nie znają granic, ty je znasz". Przed spotkaniem z pisarzem wydawało mi się, że opracowałem wręcz genialny scenariusz lekcji. Teraz wiedziałem, że szykowałem swoim uczniom same bzdury. Jak to zmienić? Postanowiłem, że przedstawię im krótko scenariusz lekcji, a potem szczerze powiem, że rozumiem już, iż to są kompletne bzdury. Niestety, nie potrafię poprowadzić lekcji o narkotykach, która coś dałaby młodzieży. Zresztą pewnie nie potrafi tego zrobić większość nauczycieli. W czym tkwi błąd? Porozmawiajmy szczerze...

Uczniowie dyskutują
Kamil: Nauczyciele tłumaczą nam, że ludzie wykształceni i mądrzy nie używają narkotyków. Mówiąc tak, pewnie mają na myśli siebie, bo inni wykształceni i też niegłupi ludzie biorą, tylko nie z powodu nałogu. Przynajmniej tak to się pokazuje gdzie indziej, nie w szkole.
Ania: Każdy patrzy na świat i ocenia sytuację, analizując ją. Ja widzę, co się dzieje, i wyciągam wnioski. Natomiast pan chciał nam opowiedzieć o narkotykach i nie pozwolić na obiektywną ocenę. Nie mówię tego, bo jestem zwolenniczką narkotyków. Wprost przeciwnie. Chcę jednak mieć prawo stanąć z boku i sama oceniać to, co widzę. Nauczyciel myśli pewnie, że oceniać może tylko on. W tym tkwi błąd lekcji profesora o narkotykach. Innych nauczycieli też. Dzięki swoim refleksjom na temat narkotyków, mogę zmieniać nastawienie do nich, natomiast refleksje nauczycieli na nas uczniów w ogóle nie działają. Przepraszam, że tak mówię, ale sam pan profesor o to pyta.
Mateusz: Miałem dużo lekcji o narkotykach. Prowadziły je osoby, którym się wydawało, że mają dużo wiedzy na ten temat. A było odwrotnie. Prawie każdy uczeń w gimnazjum wiedział więcej niż nasza wychowawczyni. Nic jej nie mówiliśmy, bo była zarozumiała. Uważała się za lepszą od nas, bo niby wszystko wiedziała najlepiej. Wiedzę o fizyce to nawet miała, ale lekcje o narkotykach prowadziła według jakiegoś planu kształcenia, który był niezrównoważony. Na przykład ja totalnie nic nie rozumiałem, do kogo ona mówi. Czuję się trochę wykształcony, więc nie powiem, gdzie miałem to, co ona nam mówiła.
Piotr: W dawnych czasach ludzie przyjmowali wszystko, co im się mówiło. Było to złe, bo zachowywali się nie tak, jak powinni. Dzisiaj też są bezrozumne istoty, które przyjmują to, co im ktoś narzuca. Ludzie mądrzy widzą wiele błędów, dlatego to jest bardzo dobre. Nie uważam się za hipermądrego, ale trochę rozumiem, dlatego nie lubię, jak ktoś za mnie chce mówić. Poza tym ja nie znoszę rutyny. A w szkole zawsze jest tak samo: "Nie bierzcie narkotyków, bo to jest strasznie złe!". Gdybym ja doszedł do głosu na takiej lekcji, to bym powiedział, co o tym myślę. Chcecie wiedzieć? Mogę powiedzieć. Niech każdy patrzy na siebie i powie, jakie ma argumenty za tym, aby brać narkotyki. Tak powinna wyglądać prawdziwa lekcja. Jak lekcje są zbyt poukładane, wtedy one do mnie nie docierają. Co by się stało, gdyby profesor pozwolił tym, co chcą ćpać, żeby wstali i podali konkretne argumenty, co z tego mają.
Joanna: Moim zdaniem, nikt nie miałby odwagi przedstawić klasie, że ma jakieś konkretne argumenty, aby brać. To znaczy przy panu profesorze, bo na imprezie to co innego.
Piotr: Właśnie ten gość wczoraj na spotkaniu pokazał sobą, jakie ma argumenty. To jest g..., nie argument. Tak samo by było na lekcji. Wiem dobrze, że nie ma argumentów, żeby brać narkotyki, ale mnie tak przytłacza krytycyzm nauczycieli wobec narkotyków, że sam już nie wiem. Jak ktoś tak wytrwale dąży do wyeliminowania narkotyków, to niektórym przyjdzie do głowy właśnie na złość spróbować.
Joanna: Ja na przykład nie mam wyrobionego zdania na temat narkotyków, chociaż wydaje mi się, że dużo o nich wiem. Dlatego chciałam posłuchać kogoś kto bierze. Lekcja na ten sam temat byłaby śmieszna. To, że nauczyciele są wykształceni, nic nie znaczy. W ogóle szkoła nie powinna mieć prawa mówić do nas o narkotykach, bo to zawsze jest śmieszne. Pierwszy raz nie było cyrku, jeśli chodzi o temat narkotyków, nawet nikt nie próbował się śmiać albo robić z siebie debila.
Marcin: Ja mam argument. Wszyscy artyści brali narkotyki, ponieważ dzięki nim mogli krytycznie oceniać świat. Postęp świata i chęć zmiany zależą od tego, w jakim stanie jesteśmy. Narkotyki wyostrzają zmysły, które bez nich niedoskonale działają, wtedy człowiek widzi rzeczy nieistniejące, ale możliwe, i ma ekstra pomysły.
Paulina: Wiesz co? Ja ci bardzo współczuję, jeśli ty masz pomysły tylko na haju. Mówię ci szczerze, że są ludzie, którzy mają jeszcze lepsze pomysły zupełnie bez niczego. Ty chory jesteś, jeśli normalnie się boisz ruszyć głową. Jeśli postęp ludzkości zależy od narkomanów, to ja dziękuję za taki rozwój. To chyba wiele wyjaśnia, dlaczego teraz jest tak źle. Gwarantuję, że dobre rzeczy naprawdę inteligentni ludzie wymyślają bez żadnego wzmocnienia.
Aneta: Moim zdaniem, narkotyki mają znaczenie pozytywne, jak i negatywne. Lekcje napędzane są tylko krytyką narkotyków, dlatego nie są prawdziwą motywacją dla młodzieży. Jeśli profesor chce nas zachęcić do jakiegoś działania, powinien pozwolić nam na prawdziwe widzenie wielu rzeczy. Nie boję się wygłaszać takich rzeczy na forum, bo tu już się gorsze głupstwa mówiło i nic nikomu profesor nie powiedział.
Magda: Chęć zmian jest dobra. Każdy tego chce. Kto ma jako takie pojęcie o wielu sprawach, ten zauważy swoje błędne myślenie. Wiadomo, że narkotyki to droga na skróty. Dojdziesz, ale już nigdy nie wrócisz i nie zaczniesz nowej podróży. To tak, jakbyś bardzo chciał pojechać na wczasy do Egiptu, no może gdzie indziej, ale wiecie o co chodzi. Na początku jest fajnie, nie? Tylko co byś zrobił, gdybyś zrozumiał, że masz siedzieć tam na zawsze. Właśnie o to chodzi. Chęć zmian prowadzi do brania, które już potem nie pozwala na żadne zmiany. Nie odrodzisz się w innym miejscu. Dlatego ja wolę dłuższą drogę do celu, ale z możliwością powrotu. Chcę szukać różnych rozwiązań w życiu, a nie mieć tylko jedno, to przymusowe. Dlatego rozumiem, że nauczyciele nie chcą nas pozostawić samym sobie, bo moglibyśmy wybrać te drogę na skróty. Jak zawsze zresztą.
Marcin: Narkotyki trzeba oceniać pod różnymi aspektami, czego nauczyciele nam zabraniają, zresztą za zgodą wielu uczniów, którzy chcą mieć święty spokój. Na przykład ja zawsze się nie zgadzam z tym, co mówi nauczyciel, próbuję poprawiać, co on mówi, zastanowić się głębiej. Człowiek ma nie tylko potrzeby materialne i duchowe, ale jeszcze te pośrednie, które właśnie zaspokajają narkotyki. No bo sami zobaczcie, jak to jest. Albo się fascynujesz swoim ciałem, że jest ekstra, albo myślisz, że masz mózg jak nikt inny. Natomiast nie ma możliwości, aby zafascynować się całym sobą: i mózgiem, i ciałem. Do tego potrzebne jest wzmocnienie.
Paweł: Zgadza się. Bierzesz raz, drugi i myślisz. Kurde, ale ze mnie gość. Mam takie pojęcie o wszystkim, że się do sedesu nie zmieści. Innym głupota bije z uszu, a u mnie same żarówki się jarzą. Zgaś facet to światło, to zobaczysz horror. Gdybyś żył w średniowieczu, to byś w wyborach na mistera ascezy świętego Aleksego przebił. Na ulepszaczach to możesz najwyżej do psychiatryka na Czechosłowacką dojechać. A na cmentarzu na Dołach jest już nawet cała aleja takich altermózgów jak ty. Teraz im się znicze jarzą a nie mózgi, men.
Aneta: Należy teraz pochwalić narkotyki, bo od krytyki wszystkiego to można najwyżej popaść w depresję. Według mnie narkotyki są dobre dla ludzi leniwych i tchórzliwych, którzy wolą, aby wszystko pozostało tak, jak jest. Nie czują potrzeby ani chęci do jakichkolwiek zmian. Lekcje na ten temat prowadziłyby do wielu zmian, bo byłyby motywacją do ulepszania siebie. Na całym świecie wprowadza się jakieś poprawki, powiedzmy reformy, więc lekcje o narkotykach powinny zachęcać do działania. Zwykle nauczyciele zniechęcali nas do działania, mówiąc "pod żadnym pozorem nie bierz". Tylko nie mówili, co ja mam robić w zamian. Lekcje są ogromnie przydatne, jeśli mówi się na nich nie o narkotykach, tylko na nasz temat. Nasza klasa na przykład jest absolutnie pozbawiona krytycyzmu, to prawda, dlatego w ogóle nie podlega wpływowi nauczyciela, jeśli on przedstawia swoje racje na temat narkotyków. Ja bym wprowadziła wiele zmian do lekcji, tylko boję się myśleć, co by profesor na to powiedział.

Myślę sobie, że...
To normalne, że tak młodych ciągnie do narkotyków. Cały świat dał się wciągnąć w pozorną atrakcyjność tego zawirowania. Starzy nie są lepsi, najwyżej mniej mówią o narkotykach, a więcej myślą. Wczoraj zwierzała mi się koleżanka (po pięćdziesiątce), że źle zrobiła, nie biorąc narkotyków, gdy studiowała. Twierdziła, że czuje się niepełnowartościowa w świecie, gdzie każdy gada o narkotykach, a ona nie wie, co to takiego. Najpierw pomyślałem, że zwariowała kobieta, ale potem uzmysłowiłem sobie, że to cecha naszego wieku. Teraz ludzie nie są dumni ze swojej szlachetności, ale się wstydzą. Młode dziewczyny nie przyznają się, że nie zaznały jeszcze kontaktu z mężczyzną, a stare nie mówią, iż nigdy nie ćpały - świat zamienił plus na minus.

Wychowawca cuchnie (komentarz tylko dla nauczycieli)
W dyskusji o narkotykach powtarzają się głosy, że przy profesorze nie mówi się całej prawdy. Dlaczego? Skąd bierze się nieufność młodzieży wobec wychowawcy? Czego boją się uczniowie? Dorośli uważają, że młodzież ich nie słucha. Prowadziłem kiedyś wykład dla nauczycieli, podczas którego zadano mi pytanie, co zrobić w sytuacji, gdy młodzież nie chce słuchać nauczyciela. Odpowiedziałem, że należy odwołać się do świata wyobraźni uczniów, do ich zainteresowań, pasji, pokazać, w czym są dobrzy, aby poczuli się w towarzystwie dorosłych jak championi. Gdy dowodziłem słuszności tej metody, jedna z nauczycielek wrzasnęła, że chyba nie wyobrażam sobie, aby nauczyciel miał się zniżać do poziomu uczniów. Przecież to są prymitywy. Jestem głęboko przekonany, że w normalnym kraju osoba z takimi poglądami miałaby zabronione zbliżać się do dzieci.
Wiadomo, jak wielki wpływ na młodych ludzi mają nauczyciele. Jak będzie radził sobie w życiu uczeń, który jest traktowany przez swojego nauczyciela jak prymityw? Jeśli człowiek po studiach, wykształcony przez uniwersyteckich pedagogów, po kilku egzaminach z dydaktyki, mający zaliczone kilkaset godzin wykładów, ćwiczeń i konwersatoriów z umiejętności nauczania, tak haniebnie ocenia swoich wychowanków, to cóż cennego może im on zaszczepić? Powinno się zabraniać takim ludziom wykonywania zawodów pedagogicznych. W tym upatruję przyczyn niepowodzeń w pracy z młodzieżą.
Uczeń dobrze wie, czy coś znaczy dla swojego wychowawcy. Nie słucha nauczyciela wtedy, gdy rozumie, jak niewiele znaczy dla niego. Kto ma pierwszy okazać docenianie? Uczeń nauczycielowi czy nauczyciel uczniowi? Mądrzejszy! Tak, mądrzejszy człowiek nie będzie lekceważył swojego partnera w dialogu, ponieważ wie, że w przeciwnym wypadku żaden dialog nie będzie możliwy. Zachęcam wszystkich mądrzejszych w szkole - nauczycieli lub uczniów - aby zburzyli głupotę lekceważenia, mur, który dzieli młodzież od dorosłych. Głupi lekceważą, mądrzy szanują.
Co do lekcji o narkotykach, to miała ona swoją kontynuację. Jaką? Wstyd powiedzieć! Okazało się, że celem wszystkich lekcji o narkotykach w szkole była ewaluacja, czyli sporządzona na piśmie ocena jakości metod stosowanych w pracy z młodzieżą, opis zrealizowanych celów operacyjnych i duma z przeprowadzonego projektu. Jaką korzyść wyniosła z tych lekcji młodzież? To już nikogo nie interesowało. Projekt opisany, zaprotokołowany na zebraniu rady pedagogicznej i włączony do dokumentacji nauczycieli ubiegających się o awans zawodowy. Czyli sukces! A co z dobrem młodzieży, o którym mówił pisarz. Największym dobrem jest zaufanie do starszych. Kto pierwszy raz wziął narkotyk, ma ochotę z kimś o tym porozmawiać. Najlepiej z kimś, kto go ceni i rozumie. Ponieważ partnerem do rozmowy nie jest dla ucznia nauczyciel, nie przyjdzie dzieciak do swojego wychowawcy, ale pójdzie do kumpli, którzy docenią ćpanie i w nie wciągną.
Myślę, że zamiast ewaluować swoje lekcje wychowawcze dla potrzeb awansu zawodowego, powinniśmy pracować nad odzyskaniem zaufania u swoich wychowanków. Aby uczeń, kandydat na narkomana, nie bał się przyjść do wychowawcy z nowiną: "zacząłem ćpać". Gdy powie, zanim się wciągnął na dobre, mamy wielką szansę pomóc. Później można tylko załamywać ręce i wzywać rodziców, pogotowie, policję, co nieraz widziałem na własne oczy. Tylko że takie zachowanie wśród nas nauczycieli świadczy o tym, że mamy niewielkie pojęcie o pracy z młodzieżą. Z rozmów, jakie prowadzi między sobą młodzież, czas najwyższy wyciągnąć wniosek: szanujmy tych, którym chcemy pomóc.

Wydawnictwo Literackie 2004

Kup książkę w merlin.pl

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj