Recenzja płyty: John Hiatt, "Dirty Jeans and Mudslide Hymns"

Na przekór modom
Ta muzyka to „roots” czy, jak kto woli, „americana”.
materiały prasowe

John Hiatt dobiega sześćdziesiątki, ma na koncie dwadzieścia bardzo dobrych płyt, jest artystą bardzo amerykańskim i bardzo mało znanym w Polsce. Jego muzyka to „roots” czy, jak kto woli, „americana”. Znaleźć w niej można wszystkie charakterystyczne składniki – rocka, country i bluesa. Do tego należy dodać talent Hiatta – nie tylko do tworzenia wysokiej klasy piosenek, ale też pisania wartościowych tekstów. Jego najnowsza płyta zatytułowana „Dirty Jeans&Mudslide Hymns”, z jedenastoma premierowymi piosenkami autorstwa Hiatta, jest tego doskonałym przykładem.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną