Recenzja płyty: Levity, "Afternoon Delights"
Lewitacja i mutacja
Formułę klasycznego tria jazzowego zostawili za sobą jak owad stadium poczwarki.
materiały prasowe

Całkiem niedawno debiutowali płytą dość grzeczną, stosunkowo poprawną i przewidywalną, a już dziś trudno bez nich wyobrazić sobie polski jazz. Muzycy tria Levity zdążyli przez ten czas pokazać się w kilku kluczowych dla ostatnich miesięcy składach i nagrać jedną z najlepszych płyt Roku Chopinowskiego, fenomenalny zestaw zdekonstruowanych Preludiów „Chopin Shuffle”. Dziś widać, że ich główny problem to narzucenie sobie ograniczeń. „Afternoon Delights” nagrywali pod okiem Marcina Borsa, idąc na żywioł, bez ograniczeń formalnych i stylistycznych. I ta otwartość pcha ich tu w skrajne kierunki. To w stronę wybuchów energii rockowej, to znów skupienia na brzmieniu niczym w nagraniach ze studiów eksperymentalnych. To w stronę geniuszu, to przegadania. Jednocześnie potwierdzają swój potencjał. Formułę klasycznego tria jazzowego zostawili za sobą jak owad stadium poczwarki, ale to, co się wykluło, to jakiś trudny do opisania, zmutowany gatunek.

Levity, Afternoon Delights, Lado ABC 2011

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj