Jak Norweg z Polakiem
Nie tylko dla ortodoksów.

Założona 20 lat temu przez Mirosława „Carlosa” Kaczmarczyka formacja Loud Jazz Band ma mieszany polsko-norweski skład, co nie dziwi, bo lider, jeden z najlepszych naszych gitarzystów jazzowych, mieszka w Oslo.

Ich ostatnia płyta „Passing” pokazuje, że nie przypadkiem Skandynawowie lokują się w ścisłej czołówce europejskiego jazzu. Album oferuje niby to mainstreamowy jazz współczesny, przełamywany niekiedy subtelną elektroniką (syntezatory obsługuje kolejny nasz rodak Piotr Iwicki), tudzież niemal rockowymi riffami gitarowymi, ale już po pierwszych taktach czuje się niebywałą swobodę, z jaką muzycy traktują szacowną Coltrane’owską tradycję, nakładając na nią własne pomysły. Każda solówka (saksofonowa, gitarowa, fortepianowa) pięknie rozwija podany przez zespół temat i nie ma dźwięku, który byłby zbędny.

Najważniejszy wszelako wydaje się klimat oscylujący między wyrafinowanym smooth jazzem a dynamiką, która przypomina fusion Milesa Davisa czy Herbie Hancocka. Oto dlaczego „Passing” ma szansę znaleźć uznanie nie tylko u jazzowych ortodoksów.

Loud Jazz Band, Passing, LJB Music Records

  

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj