Steven od Strzyg w Krakowie
Szara eminencja legendarnej grupy Siouxsie and the Banshees odwiedzi Kraków.

Muzyczna kariera Stevena Severina nie skończyła się bynajmniej w połowie lat 90. wraz z zamknięciem działalności legendarnej postpunkowej grupy Siouxsie and the Banshees. Wokalistka Siouxsie Sioux była twarzą i ikoną tego zespołu; basista, autor tekstów i muzyki Steven Severin jego szarą eminencją. Do tej pory pozostaje w cieniu swej sławnej koleżanki, ale dla wtajemniczonych to prawdziwa postać i kawał historii brytyjskiej alternatywy. O tym, jaką obecnie tworzy muzykę będziemy mogli się przekonać podczas jego jedynego koncertu w Polsce, który odbędzie się w 8 maja w klubie Drukarnia w Krakowie. A że artysta koncertuje rzadko, tym bardziej warto wpaść.

Jego kariera rozpoczęła się wraz z początkiem Strzyg. A może raczej wybuchła. On (właściwie Steven John Bailey) i Siouxsie Sioux poznali się w 1975 roku w Londynie, w epicentrum punkowej rewolucji, na koncercie Roxy Music. Rok później Billy Idol wmówił Malcolmowi McLarenowi, że tworzy z nimi zespół i że chcieliby zagrać na organizowanym przez twórcę Velvet Underground punkowym festiwalu obok The Clash, Sex Pistols i Subway Sect. No i stało się, choć w rzeczywistości Severin i Siouxsie właśnie wtedy po raz pierwszy stanęli na scenie. Trwało to może dwadzieścia minut. Osiągniętą przez nich kakafonię można prawdopodobnie uznać za jedno z najwyższych osiągnięć punkowej anarchii. Wspomagał ich Sid Vicious z Sex Pistols i Marco z Adam & the Ants. W ten sposób narodził się zespół, który przez następne 20 lat miał w znaczący sposób kształtować historię muzyki rockowej. Początkowo nosił nazwę Broomley Contigent, później został przechrzczony na Siouxsie and the Banshees. Przez kapelę przewinęło się wiele znaczących postaci - m. in. Sid Vicious właśnie i Robert Smith z The Cure.

Wizerunkiem Siouxsie - wampirzastej, jaskrawo umalowanej dominy - można było straszyć dzieci. Zaczynała jako gruppies rozwydrzonych punkowców z Sex Pistols. Kolegowała się z Robertem Smithem i z Billy Idolem. Nawet nie musiała śpiewać i tak wszyscy w Londynie kojarzyli jej diaboliczny wizerunek, fetyszystyczne wdzianka i make up upiora. Lubowała się w perwersyjnych gadżetach i teatralnych gestach. Zdarzało jej się oberwać za nonszalanckie zachowanie i wyzywające stroje. Gdy w pierwszym roku działalności grupa występowała we Francji, ktoś rozjuszony prowokacyjnym stanikiem, lateksowymi pończochami i czarną opaską ze swastyką na ramieniu Siouxsie uderzył ją. Potem tłumaczyła, że nie do końca rozumiała ciężar tego symbolu i że ma upodobanie do campowego używania różnych powszechnie kojarzonych znaków, jak krzyż, Gwiazda Dawida, czy właśnie swastyka. Reszta grupy nie pozostawała w tyle - zgodnie z literalnie odczytywanym punkowym etosem prowokowali konflikty z publicznością: podczas wspomnianego pierwszego występu wykonali chaotyczną improwizację wokół "The Lord Prayer" ze wstawkami z... "Deutschland, Deutschland über alles", "Knockin' on Heaven's Door", "Smoke on the Water" i "Twist and Shout".

Gdy rozchmurzyło się nieco niebo i przeszła punkowa zawierucha, Siouxsie i Banshees uporządkowali dźwięki i skrystalizowali swój surowy i bezduszny nowofalowy styl. Wypracowali charakterystyczne, chropowate brzmienie, oparte na ciężkiej, motorycznej perkusji i skrzeczącej gitarze. Czasem dochodziły do tego plastikowe klawisze i taneczne motywy. Uwagę przykuwał mocny, przeszywający głos Siouxsie i jej charyzmatyczny sposób bycia. Grupa rozpadła się w 1996 roku. W sumie wydali trzynaście płyt. Do inspiracji ich muzyką przyznaje się Massive Attack, Tricky, Morrisey, Jeff Buckley, Sissor Sister, Garbage, Jane's Addiction, Radiohead, czy Mars Volta.

Po rozpadzie grupy Siouxsie rozwijała obraną przed laty stylistykę w kierunku muzyki popularnej, zaś Severin dokonał wolty w stronę elektroniki. Obojgu pozostało upodobanie do mrocznych, niekiedy wręcz demonicznych klimatów. Severin uznawany jest za jednego z twórców subkultury gotyckiej. Chętnie tworzy ambientowe, mroczne soundtracki do horrorów, trillerów i eksperymentalnych filmów o transgresyjnym charakterze. W 1989 roku nagrał muzykę do obrazu opowiadającego o erotycznych wizjach świętej Teresy z Avila "Visions of Ecstasy". Ale jako, że właśnie wtedy wrzało wokół "Szatańskich wersetów", film uznano za bluźnierczy i zakazano jego emisji. Severin zilustrował muzycznie film powstały na bazie "Pieśni Moldorora" Lautreamonta, trillery "London Voodoo" i "Nature Morte", a także obrazy "The Purifiers" oraz "Beauty and the Beast". Pisał także muzykę dla teatru tańca. Warto wspomnieć choćby o jego współpracy z Warrenem Ellisem i Tiger Lillies przy postmodernistycznym spektaklu dekonstruującym tango "Holly Body Tattoo". Nagrał piosenki do "Batman Returns" i "Monster House".

Przygodę z muzyką instrumentalną, o ilustracyjnym, czasem eksperymentalnym charakterze, rozpoczął, gdy grał jeszcze ze Strzygami. Prowadził wtedy z Robertem Smithem poboczny, czerpiący m.in. z psychodelii lat 60. i z pop artu projekt The Glove. Obok gitar, perkusji i smyczków jego charakter budowały klawisze i syntezatory. Severin wspomagał produkcyjnie Lydię Lunch i Marca Almonda. Pracował jako dziennikarz w "The Guardian" oraz prowadził wydawnictwo płytowe RE:Records Label. Objawił się jako poeta, wydając w 2000 roku zbiór erotycznej wierszy i prozy"Twelve Revelations".

W ten sposób kończy się długa lista przystanków na trasie dotychczasowej podróży muzycznej Stevena Severina, na następny zapraszamy 8 maja do Krakowa. Warto sprawdzić, co legenda brytyjskiej sceny niezależnej ma nam jeszcze do zaoferowania. Artysta zapowiada multimedialny show z wieloma ekranami i vidżejem miksującym obraz na żywo.

 
P.S. A co u Siouxie? Po latach milczenia w zeszłym roku wydała niezłą płytę "Mantaray". Wróciła przeobrażona w diaboliczną i drapieżną Matkę Naturę. "Czuję siłę, jakiej nigdy nie czułam. Wybucham. Ałć, przemieniam się w łabędzia" - tymi słowy 50-letnia wokalistka oznajmia swoją metamorfozę. Płytę ilustruje sesja z jej kwieciście umalowaną twarzą, otoczoną barwnymi owadami. Z godną nadczłowieka pewnością siebie śpiewa o budzącej się w niej sile i dojrzałości. Wtóruje temu napierająca z nieustępliwą energią muzyka, będąca wypadkową popu, industrialu, nowej fali i glam rocka. Znane ze Strzyg brzmienie zostało podrasowane elegancją smyczków, instrumentów dętych, fortepianu i kontrabasu. Nabrało patosu i dekadenckiej wymowy. Wyrafinowane aranżacje podminowują napięcie, budują filmową aurę. Czasem zarysowuje je hałas. Cały dramat trzyma za gardło władczy i wyzywający głos Siouxsie. Płyta zaczyna się energetycznie i zadziornie, nie pozwala ustać w miejscu, po czym mrozi lodowatymi balladami.

   

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj