The Kooks - młodzi też umieją!
Wszystkie dobre płyty mam JA. A WY?

Trochę jestem zdziwiony, ponieważ już w pierwszym słuchaniu spodobała mi się płyta, którą przyniósł do domu mój syn Marcin. Wszakże smarkacz nie może mieć dobrej płyty jakiegoś nieznanego mi bliżej młodego zespołu. Wszystkie dobre płyty mam JA. Ale słucham, słucham i ciągle mi się podoba. Jest energia, świetna gitara, są melodie, słyszę echa angielskich lat 60., 70., słyszę pop, rocka i różne inne echa stylistyczne. Słyszę radość grania, entuzjazm zaczyna mi się udzielać, wyrywam dziecku okładkę i czytam: The Kooks – „Konk”.

To druga płyta małolatów z Brighton, pełna świetnych piosenek wokalisty Luke’a Pritcharda. The Kooks przyznają się do pozostawania pod wpływem dawnych brytyjskich mistrzów, zresztą nazwa grupy wzięła się od piosenki Davida Bowie (z płyty „Hunky Dory”), a tytuł „Konk” od nazwy studia leadera The Kinks Raya Daviesa, w którym płytę nagrywano. Ale tak naprawdę nie chodzi tu o nazwy i miejsca, po prostu słychać tu radosny, nieprzekombinowany, energiczny pop-rock. Może jeszcze przejrzę parę płyt syna, ale na razie lepiej, żeby się nie zorientował, że „Konka” zwinął mu tatuś.

PS. Zorientował się, ale nie było afery, bo zamówił sobie natychmiast dwupłytową wersję „limited edition” z dziewięcioma dodatkowymi utworami!

 
The Kooks, Konk, Virgin 2008 

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj