Prezentacja
Samochód 2.0.

Kiedy się rodziłem, telefony służyły do głosowego komunikowania się na odległość. Dzisiaj stosuje się je do rzeczy, o których wtedy nie czytało się w książkach sci-fi. I tak do końca nie wiadomo, co będzie jutro, bo może ktoś wymyśli jakąś aplikację, która robi coś, o czym jeszcze nie wiemy, że bardzo jest nam potrzebne.

Co chcę przez to napisać? Że istnieje ograniczona liczba sprzętów, z którymi człowiek się dziś nie rozstaje. I dziś te sprzęty się wykorzystuje maksymalnie, przez nadawanie im nowych funkcji. Podobnie zaczęło być z samochodami. Kiedyś służyły do przewozu ludzi i towarów. Dziś mają również inne zastosowania.

Ile kosztuje najdroższy router 3G? Z 700 zł. Zdefiniujmy router 3G: wsadza się w to kartę SIM i to coś sieje internetem przez Wi-Fi. Jeżeli zgodzicie się z tą definicją, to najdroższy router 3G, z jakiego korzystałem, kosztował 550 tys. zł. Nazywał się audi A6 i miał autonomiczne zasilanie.

Samochód 2.0.
materiały prasowe

Samochód 2.0.

Samochody najpierw stały się wysokiej klasy odtwarzaczami audio. Tak wysokiej, że znam ludzi błogosławiących korki, bo mogą w nich spokojnie posłuchać muzyki. Później zaczęły odbierać sygnał telewizyjny i odtwarzać wideo. Równocześnie zaczęły zastępować telefony. Chwilę trwało, aż w końcu – jak w tej A6 – połączono samochody z internetem. I nie tyle chodzi o udostępnianie sieci pasażerom, co o korzystanie z dobroci sieci w postaci w locie uaktualnianych map czy informacji o korkach, które nie są nadawane w systemie TMC.

O TMC nie będę się rozpisywał, choć właściwie mógłbym się podzielić doświadczeniem z peugeota RCZ, który po przekroczeniu niemieckiej granicy zaciągnął informacje z całego chyba tygodnia, przez co kazał mi objeżdżać nieistniejące korki, co z jednej strony było denerwujące, z drugiej dało mi szansę na odwiedzenie sporej liczby niemieckich miasteczek, do których nikt o zdrowych zmysłach bez konieczności by nie wjechał.

No więc okazało się, że mamy samochody z dostępem do internetu i stosunkowo dużym, dobrej jakości wyświetlaczem (uwaga: koncentruję się tu na samochodach z Bawarii, w samochodach z innych stron bywa inaczej; na przykład koncern PSA chyba zbiera LCD ze śmietników pod supermarketami) oraz niezłej jakości elektroniką. Co można z tym zrobić? Zamontować przeglądarkę www!

Samochód 2.0.
materiały prasowe

Samochód 2.0.

Cóż, sterowanie nią może być na tyle dotkliwe, że korzystać z niej będą wyłącznie wyjątkowo zdeterminowani użytkownicy. I to na postoju, bo ze względów bezpieczeństwa będzie się ona wyłączać podczas jazdy. Można jeszcze zainstalować cyfrową instrukcję obsługi, która będzie się aktualizować. Ale to jeszcze nie to. Co w naszym smartfonie robi te wszystkie rzeczy, których nazw kiedyś byśmy nie byli w stanie wymyślić? Aplikacje.

Można więc zacząć pisać aplikacje na samochód. Począwszy od tych przydatnych – na przykład aplikację wyszukującą w sieci informacje o cenach paliw na stacjach w okolicy. Zintegrowaną z nawigacją. Czyli, jeśli zobaczymy, że LPG kosztuje gdzieś 1,40 zł, to nawigacja może nas tam zaprowadzić. To oczywiście taki żarcik, bo samochody, o których piszę, rzadko jeżdżą na LPG, choć nie jest to regułą. Ostatnio widziałem zagazowane, względnie świeże M3, które na gazie przejechało 300 tys. km. A mówi się, że silniki M są tak wysilone, że nie robią zbyt dużych przebiegów.

Inną przydatną aplikacją jest informacja o przylotach i odlotach samolotów. To testowałem parę razy na Okęciu. Ci, którzy byli, znają ten ból. Stoi człowiek na zakazie. I łypie na policjanta. Kiedy policjant zaczyna zmierzać w Twoją stronę, ruszasz, robisz kółko i znowu stajesz na zakazie. I zaczynasz szukać w telefonie informacji, czy samolot aby przyleciał. Bo może jeszcze wcale nie wystartował. A tak, jadąc, odpalasz aplikację i wiesz co i jak.

Jest też podobna, z rozkładem jazdy kolei. Jest samochodowy Twitter, który czyta tweety, może też sam je pisać. Choć raczej nic specjalnie błyskotliwego – przejechałem moim bmw 120 kilometrów, jest 22 stopnie w Radomiu. Takie Endomondo dla rozsądnych. Mnie się swoją drogą marzy taka aplikacja, która by nadawała na Twittera i Facebooka (Facebook samochodowy też oczywiście jest) zrzut z zegarów, tak dla bezpieczeństwa, bo fotografowanie telefonem licznika wskazującego 280 km/godz. wymaga oderwania ręki od kierownicy.

Jest oczywiście klient poczty. Są wyszukiwarki różnych rzeczy: bankomatów, aptek, restauracji, hoteli. Zasadniczo nie ma sensu tego wszystkiego wymieniać, bo lista zaraz może się zdezaktualizować. Jeżeli ktoś pamięta czasy z początku iPhone’a, kiedy się instalowało wszystkie aplikacje, jakie się w App Store pojawiały, to jeszcze tak nie jest. Ale wszystko zmierza w tym kierunku. No właśnie, od niedawna jest też Spotify.

Samochód 2.0.
materiały prasowe

Samochód 2.0.

W związku z tym, że samochód podłączony jest do sieci, możemy mu wysyłać różne informacje. Na przykład adresy na nawigację z domowego komputera. I odwrotnie. Samochód może nam wysłać swoją pozycję na telefon. Dzięki temu możemy go znaleźć w obcym mieście. No właśnie, a skoro już mamy telefon, to po zainstalowaniu My BMW Remote App możemy otworzyć i zamknąć drzwi, możemy zatrąbić, mrugnąć światłami (to może być interesujący sposób na podryw – że niby jesteś taka fajna, że mój samochód aż mruga do ciebie, choć jak trzeba być zdeterminowanym, żeby zainteresować się dziewczęciem, które pójdzie na coś takiego). Możemy włączyć klimatyzację czy ogrzewanie postojowe. Możemy też znaleźć auto. Gdybyśmy je zgubili. Co jest jednak raczej mało prawdopodobne.

Jeżeli po powrocie do samochodu podłączymy (kablem USB) telefon, ten sczyta informacje o poziomie paliwa, czyli zasięgu. Więc do tankowania będziemy się mogli zawczasu przygotować. Choć czy posiadając taki samochód, będziemy się musieli przygotowywać do tankowania? Nie sądzę.

Ten i więcej artykułów na temat samochodów przyszłości możecie znaleźć w najnowszym numerze magazynu Connected.

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj