Matury wcale nie wypadły tak beznadziejnie
Cieszmy się z wyników, nie odbierajmy młodym ludziom radości. Ale już jutro powinniśmy oderwać się od optymistycznych statystyk i zadać proste, lecz kluczowe pytanie: co naprawdę mierzy wynik maturalny?
Tomasz Jodłowski/Reporter

Znamy wyniki matur. Niezłe, jeśli wierzyć statystyce. Nie, nie chodzi o kwestionowanie liczb – maturę zdało 74 proc. absolwentów szkół ponadgimnazjalnych. Świetnie poszło z polskiego, zdało 98 proc. podchodzących do egzaminu.

Słabiej z matematyką, choć i tak w sumie nieźle. Nowością tegorocznej matury był fakt, że znaczna część zdających – absolwenci liceów – zmierzyć się musieli z egzaminem w nowej formule, gdzie np. ustna odpowiedź z polskiego nie polegała już na obronie przygotowanej prezentacji, lecz na odpowiedzi na wylosowane pytanie.

Gratulacje więc, ale i pytanie: jak np. interpretować bardzo dobry wynik z języka polskiego z coraz słabszym w Polsce czytelnictwem? Już nawet wykładowcy polonistyki narzekają, że ich studenci (a więc byli maturzyści) nie czytają książek, tylko opracowania. Z kolei profesor socjologii jednego z dobrych polskich uniwersytetów skarżył mi się niedawno, że jego studenci mają problem z interpretacją filmów. Owszem, umieją opowiedzieć, co widzą na ekranie. Obrazu tego nie potrafią jednak ani sproblematyzować, ani wyrazić za pomocą pojęć. Mimo że pewnie całkiem nieźle zdali maturę.

Zestawienie tych doświadczeń – statystyki wyników i codziennego życia – prowadzi do pytania, czy matura jest jeszcze w Polsce egzaminem dojrzałości? Czy też uznać ją można jedynie za certyfikat otwierający drogę do studiów, które też są przedmiotem coraz większej krytyki samych studentów. Odkrywają oni bowiem, że proponowana im ścieżka edukacyjna niewiele ma wspólnego z tym, czego oczekuje od nich i oczekiwać będzie życie.

Uczniowie z kolei odkrywają, że dominująca jeszcze do niedawna strategia gimnazjum – liceum – studia nie musi być wcale najlepszym pomysłem. Również absolwenci politechnik, nawet jeśli nie narzekają na trudności ze znalezieniem pracy, to narzekają na zarobki słabo rekompensujące inwestycję, jaką były trudne studia.

Polska z kraju taniej siły roboczej 1.0 (tania praca rąk) staje się krajem taniej siły roboczej 2.0 (tania praca mózgów). Coraz więcej młodych ludzi racjonalizuje swoje wybory i wybiera kształcenie zawodowe, a to szczęśliwie zmienia się na lepsze. Nie widać w tym wszystkim jednak działania jakiegoś spójnego, krajowego systemu oświaty.

Cieszmy się więc dziś z wyników, nie odbierajmy młodym ludziom i ich rodzicom radości. Ale już jutro powinniśmy oderwać się od optymistycznych statystyk i zadać proste, lecz kluczowe pytanie: co naprawdę mierzy wynik maturalny? Na ile jest on odzwierciedleniem kompetencji i umiejętności młodego człowieka? I na ile miejscem zdobywania tych kompetencji i umiejętności jest jeszcze szkoła?

Przywykliśmy do narzekania na skłonność młodzieży do bujania w cyfrowych światach wirtualnych. Być może to jednak my, dorośli, bujamy w wirtualnym świecie statystyk wyników testów i egzaminów, myląc pomiar z rzeczywistością.

*

Czytaj także: Dariusz Chętkowski na swoim blogu o wstępnych wynikach tegorocznych matur

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj