Recenzja serialu: „Stewardesa”, reż. Susanna Fogel
Psychoterapia na nie do końca poważnie, za to z trupami i mafią.
Psychoterapia na nie do końca poważnie, za to z trupami i mafią.
Kolejny serial na platformie HBO przybliżający historię Izraela.
Perfekcyjnie wyreżyserowana kronika rozstań i powrotów, zachwytów i rozczarowań, miłości i pożądania.
W „30 srebrnikach” Dan Brown spotyka „Egzorcystę” i baśnie, a telenowelowa ekspresja i południowy temperament sąsiadują z nieograniczoną wyobraźnią.
Sporo schematów, lasy i współczesny niemiecki przeplatany z łaciną.
Całość grzęźnie nie tylko w głupocie, ale – co gorsza – w schematach, banałach i nudzie.
Serial jest w całości mówiony w archaicznej łacinie.
Po czterech odcinkach nietrudno zauważyć, że tytułowa branża jest jednym wielkim, nadętym absurdem.
Długie sceny grane w jidysz robią mocne wrażenie.
Siedmioodcinkowy serial, to osadzona w świecie szachów bildungsroman w amerykańskim stylu – schematyczna i z przesłodzonym finałem.
Czas uczyć się od przyrody, która globalnym ociepleniem wzywa nas do tablicy.
Temat nierówności społecznych i rasowych jest podskórnie obecny, ale dominuje psychologia w niezłym aktorskim wydaniu.
Uniwersum stworzone na podstawie popularnej serii komiksowej rozrasta się do rozmiarów telewizyjnego Behemota.
Twórcy płynnie przechodząc od współczesności do wydarzeń sprzed lat i z powrotem.
Znakiem rozpoznawczym produkcji Murphy’ego jest kampowe przestylizowanie – i tu go nie brakuje.
Całość jest przejmująca i wiele obrazów zostaje w głowie na długo.
Dwa razy do tej samej rzeki nie wejdziesz, twierdził stary Heraklit. To jedna z tych mądrości, których Hollywood nie chce sobie wziąć do serca...
To serial, który nie tyle się ogląda, co wręcz czuje, fizycznie.
Czy śmiertelnikowi może wystarczyć nauka, czy potrzebuje też wiary?
Historia kobiet w Ameryce, przyuczanych do posłuszeństwa i wspierania mężów.