II wojna światowa
-
Archiwum Polityki
Jak się z tym uporać
Nie musimy odprawiać pokuty za to, że sześćdziesiąt lat temu znaleźli się w tym kraju mordercy i kolaboranci, którzy z poduszczenia najeźdźców wykonali ochotniczo zadanie budzące zgrozę w każdym normalnym człowieku. Rzecz w tym jednak, że w odziedziczonym przez nas bagażu historycznej tradycji wśród wielu składników szczytnych zawieruszyła się także taka kultura moralna, która do zbrodni mogła prowadzić, usprawiedliwić ją albo pokryć milczeniem. Odpowiadamy za to, co zrobimy z naszą przeszłością, jak pogodzimy ze sobą jej chwałę i jej wstyd, jak ją sobie samym opowiemy i jakie wyciągniemy z niej wnioski.
10.02.2001 -
Klasyki Polityki
Raul Wallenberg do dziś przykuwa uwagę świata
Zasługiwał na pokojowego Nobla. Ratował w Budapeszcie Żydów z rąk siepaczy Eichmanna i węgierskiego motłochu pod komendą miejscowych faszystów. Wpadł w ręce Sowietów, którym brawurowa akcja szwedzkiego dyplomaty wydała się przykrywką dla ciemnych interesów wielkiego kapitału i dywersją amerykańskiego szpiona.
27.01.2001 -
Archiwum Polityki
Cudze długi
18.11.2000 -
Archiwum Polityki
Przymusowe Leverkusen
Pół roku po kampanii wrześniowej, na początku kwietnia 1940 r., dr Warnecke z IG Farben Leverkusen wysłał następujący list do berlińskiej centrali swego koncernu: „W nawiązaniu do rozmowy telefonicznej z dr. Gorrem występujemy dla zakładów Leverkusen o skierowanie z zasobów polskich 300 robotników niewykwalifikowanych i 100 robotników budowlanych”.
28.10.2000 -
Archiwum Polityki
Rachunek za obiad
„Nigdy w historii wojen tak wielu nie zawdzięczało tak dużo tak niewielu”. Te słynne słowa Winstona Churchilla wypowiedziane w 1940 r. w brytyjskim parlamencie dotyczyły także polskich pilotów, którzy wykazali się w Bitwie o Anglię odwagą, świetnym przygotowaniem i „tym czymś”, co wyróżniało ich z grona obrońców angielskiego nieba. Z początku jednak nasi lotnicy nie spotkali się ze zbyt życzliwym przyjęciem.
30.09.2000 -
Archiwum Polityki
Wrzesień 1939 r. – czy było inne wyjście?
W niezwykle interesującym tekście Stanisław Rosnowski (POLITYKA 35) dochodzi do wniosku, iż „dyplomacja polska nie miała żadnego pola manewru w 1939 r.” i „w sumie wybrany został wariant o tyle optymalny, że – inaczej niż w XVIII w. – polskiej dyplomacji udało się naszą polską uczynić sprawą europejską, a z czasem nawet światową”. Jeśli nawet przyjąć, iż nie było innego rozwiązania kwestii terytorialnych i politycznych, to zadać trzeba pytanie: czy nie było szansy uniknięcia ogromnych strat ludzkich? Czy jakikolwiek rząd ma prawo podejmować ryzyko konfrontacji, grożące zagładą substancji intelektualnej i biologicznej narodu?
23.09.2000 -
Archiwum Polityki
Czas bez litości
Na zaświadczenie w sprawie pracy przymusowej podczas wojny czeka się po 5–7 lat, a często bezskutecznie. Odszkodowania czekają, czas nagli, lecz w Bad Arolsen jakby stanął. Zainteresowani podejrzewają „niemiecki spisek”.
5.08.2000 -
Archiwum Polityki
Broń zawsze w kieszeni
Artykuł prof. Feliksa Tycha (POLITYKA 21) o moskiewskiej wystawie memorabiliów hitlerowskich skłania do zastanowienia: co sprawia, że ciągle pragniemy poznawać nawet najmniejsze trybiki maszynerii zagłady Hitlera, że chcemy wiedzieć jak najwięcej o nim samym, o jego ludziach, po najdrobniejsze szczegóły. Otóż chcemy pojąć do końca jacy to ludzie, z jakich pobudek, w jakich okolicznościach, stali się istotnymi elementami sprawnie funkcjonującego systemu zbrodni.
1.07.2000 -
Archiwum Polityki
Numer 31
Pomysł założenia obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu powstał pod koniec 1939 r. we Wrocławiu. Zaproponował go inspektor tamtejszej policji bezpieczeństwa Arpad Wigand, uzasadniając miejsce lokalizacji obozu wzrastającym ruchem oporu na Śląsku i w Generalnej Guberni. Przewrotny los sprawił, że właśnie we Wrocławiu zamieszkał po wojnie pierwszy polski więzień Oświęcimia – Stanisław Ryniak. Tam zmuszany był przez kilka lat do budowania obozowych obiektów. Tutaj, po wyzwoleniu, skończył architekturę i odbudowywał Wrocław.
17.06.2000 -
Archiwum Polityki
Miejsce przy stole
To opowieść o polityce realnej, prowadzonej w gronie najsilniejszych, gdzie nikt nie ma skrupułów, bo chodzi o wielkie pieniądze. O kilku ludziach, dzięki którym pół miliona żyjących jeszcze w Polsce niewolników Trzeciej Rzeszy otrzyma pieniądze za swoją pracę: łącznie prawie dwa miliardy marek. To więcej niż wszystkie państwa naszej części Europy dostały łącznie po wojnie od państwa niemieckiego.
10.06.2000