Klasyki Polityki

Szmata zwana etyką

Szmata zwana etyką

Wołam do was, niedouczeni urzędnicy i politycy: nie wycierajcie sobie gęby etyką!

Felieton ukazał się w tygodniku POLITYKA 19 lutego 2014 r.

O święta obłudo! O, błogosławiona ignorancjo! W kraju, w którym nie więcej niż setka osób zna się tyle o ile na etyce, eter od lat rozpala dyskusja o lekcjach etyki w szkole. Eter albo raczej opary absurdu, bo podobnego stężenia głupstw próżno szukać w historii najnowszej polskiej hucpy.

Wszystko zaczęło się od słusznie minionego ministra edukacji Romana Giertycha, który na wezwanie pewnego biskupa ogłosił, że etyka w szkole jednak będzie. Natomiast najnowsza premiera w teatrzyku ¬Zielona Gęś to propozycja rozporządzenia nakazującego (w odpowiedzi na wyrok Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu) organizowanie etyki nawet dla jednego chętnego ucznia. Jako rzadki ptak – etyk z krwi i kości – zanoszę w ministerialne progi błaganie o krótkie posłuchanie. Plis, Pani Minister, proszę zakonotować kilka prostych rzeczy, które są oczywiste dla każdego z naszej złotej setki.

Alternatywa religia–etyka jest nonsensem żerującym na ignorancji. Bo ludziom wydaje się, że na religii uczą moralności i na etyce chyba też… Wykorzystał to Kościół, promując obowiązek wyboru między tymi przedmiotami, dzięki czemu osiąga dwa cele: uzyskuje dla lekcji religii wyższy status przedmiotu „alternatywnie obowiązkowego” oraz otwiera pole do przejmowania przez Kościół części rynku lekcji etyki poprzez obsadzanie w roli nauczycieli tego przedmiotu katechetów bądź osób po kursach w uczelniach katolickich. Będą oni, owszem, uczyć o różnych koncepcjach etycznych, ale zawsze na końcu wyjaśni się, która z nich jest jedynie słuszna…
Dopuszczenie do nauczania etyki przez osoby jw. oznacza gwałt na konstytucji, gdyż uniemożliwia rodzicom uniknięcie indoktrynacji katolickiej swoich dzieci. Czy wybiorą religię czy filozofię, i tak wpadną w rzymskie sidła. Poza tym nauczanie etyki przez duchownych i katechetów jest niemoralne samo przez się, gdyż osoby te są prawnie zobowiązane do nauczania o wyższości etyki katolickiej nad każdą inną, a więc nie korzystają z wolności intelektualnej, będącej warunkiem koniecznym nauczania etyki.

Etyka jest działem filozofii i zawsze nauczana jest w ramach studiów filozoficznych. Absolwent studiów filozoficznych miał etyki 60–120 godzin i nie jest wystarczająco przygotowany do jej nauczania w szkole. Nauczanie w szkole etyki w wymiarze wielokrotnie większym niż na studiach filozoficznych jest jakimś horrendum! Warto wprowadzić w szkole filozofię, a w ramach tego kursu uczyć również przez 20–30 godzin etyki. Więcej nie miałoby sensu, choćby i dlatego, że (wstyd przyznać!) dorobek ludzkości w zakresie refleksji moralnej nie jest zbyt bogaty.

Cele nauki religii i etyki są poniekąd przeciwstawne. Religia wpaja pewien zbiór przekonań moralnych, natomiast etyka w ogóle nie jest doktryną, będąc (głównie) wytworem umiejętności krytycznej analizy własnych i cudzych przekonań moralnych oraz sprawiedliwego i racjonalnego formułowania ocen moralnych. To bardzo rzadka i trudna umiejętność, dalece przewyższająca kompetencje, dajmy na to, nauczyciela języka polskiego odznaczającego się prawością charakteru i ukończonym rocznym kursem etyki. Taka osoba nie uniknie powtarzania niemądrych klisz i fałszywych argumentów.

Czy na religii uczą na temat słabości katolickiej koncepcji sumienia? Nie. A na etyce uczą o słabościach i mocnych stronach wszystkich ważnych teorii. Dyscyplina, jaką jest etyka, sama opiera się na pewnym etosie. Jego częścią jest moralny sprzeciw wobec dogmatyzmu etycznego, a także wobec pychy wyrażającej się w przekonaniu, że wiara daje nam prawo do postępowania tak, jak głoszą jej dogmaty.

Niedobrze mi się robi na myśl o tym, jak ćwierćwieczne zabiegi filozofów (w tym i moje własne) o powrót filozofii (a więc i etyki!) do szkół napotykały mur obojętności władzy, a jedno słowo biskupów wystarczyło, by stworzyć w prawie koszmarną zbitkę „religia albo etyka” i rozpętać polityczną aferę, w której tanim żetonem stała się właśnie filozofia moralna. Etyka zakładniczką religii! Co za wstyd! Instrumentalizacja etyki w rozgrywce o wpływy Kościoła w systemie edukacji państwa formalnie świeckiego to zaiste przykład zgorszenia wysoce wyrafinowany i przewrotny.

Wołam do was, niedouczeni urzędnicy i politycy: nie wycierajcie sobie gęby etyką! A jeśli macie odrobinę dobrej woli i chcecie dowiedzieć się, o co w etyce chodzi, to z największą przyjemnością przyjdę do Ministerstwa Edukacji poprowadzić pokazową lekcję etyki, na oczach ministrów. I mówię to na serio. Temat wybierzcie sobie sami.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

„Nie prowadzimy lekcji z masturbacji”, czyli na czym polega edukacja seksualna

Nie chodzi o to – jak wydaje się niektórym – żeby pokazywać techniki masturbacyjne. Raczej o to, żeby specjaliści wytłumaczyli rodzicom i wychowawcom, że coś takiego jak masturbacja dziecięca istnieje.

Dominika Buczak
17.06.2019
Reklama