Prawo do parytetu

Uchwalić i uchylić
Czy ustawowe gwarantowanie kobietom miejsc na listach wyborczych jest zgodne z konstytucją?
Robert Kowalewski/Agencja Gazeta

Trzeba od razu wyjaśnić, co często nie jest rozumiane, że wprowadzenie parytetu płci na listach kandydatów (a dotyczyć to może jedynie tych wyborów, które przeprowadzane są w okręgach wielomandatowych) nie jest równoznaczne z zagwarantowaniem obecności jakiegoś z góry przewidzianego odsetka kobiet w składzie wybieranych organów władzy. To, ile kobiet, a ilu mężczyzn znajdzie się w Sejmie czy radach samorządowych, zależeć będzie od przebiegu kampanii wyborczej i woli obywateli. W tym znaczeniu parytet nie zagraża wolności wyborów.

W Słowenii, gdzie obowiazuje parytet wyborczy, odsetek kobiet wśród ogółu posłów jest mniej więcej o połowę mniejszy niż kandydatek do parlamentu.

Najważniejszym argumentem konstytucyjnym, mającym przemawiać przeciw proponowanemu rozwiązaniu, jest ten, iż godzi ono w równość obywateli wobec prawa. Stwarzając sytuację, w której kobiety będą mogły korzystać z prawnej podpórki w drodze do mandatów, uderza się w prawa mężczyzn. Byłoby to działanie sprzeczne z konstytucyjnym wymogiem niedyskryminacji z jakiejkolwiek przyczyny.

Podnosi się ponadto, że ustanowienie parytetu płci otworzy drogę przed tymi wszystkimi, którzy domagać się będą parytetu opartego na innym kryterium – wieku, poziomu i charakteru wykształcenia, miejsca zamieszkania, stopnia zamożności itp. Gdyby pójść w tym kierunku, skład Sejmu i rad samorządowych byłby z góry zdeterminowany, a wolność ich wyboru stałaby się fikcją.

Jakie więc okoliczności mogą przemawiać na rzecz konstytucyjności parytetu? Przede wszystkim powołać się trzeba na tę samą, chociaż inaczej rozumianą, ustrojową zasadę równości.

Konstytucja w art. 32 stanowi, że „wszyscy są równi wobec prawa. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne”. Nasuwa się pytanie, czy prawo do równego traktowania odnosi się jedynie do jednakowego usytuowania jednostek względem obowiązujących norm, czy obejmuje także ich równość faktyczną? Jeśli spojrzeć na zasadę równości z formalnoprawnego punktu widzenia, to wystarcza jedność uregulowania. Gdy jednak wziąć pod uwagę sytuację faktyczną, nader często ulega ona niekorzystnej zmianie. Czy tego typu stan rzeczy odpowiada wymogom sprawiedliwości, o której nasza konstytucja wspomina między innymi w preambule? Formalistów on zadowala. Kobiety i mężczyźni mają identyczne prawo wybierania i wybieralności. Mamy natomiast do czynienia z rzucającym się w oczy zróżnicowaniem ich położenia faktycznego.

Zasada równości jest łamana przez tych, od których zależy układanie list kandydatów w wyborach powszechnych. Liczba kandydatek jest od zawsze na tych listach zdecydowanie mniejsza niż kandydatów, w szczególności gdy uwzględni się proporcje obu płci we współczesnym społeczeństwie polskim. Komitety wyborcze, w wielu wypadkach partyjne, nie są wprawdzie organami władzy w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale pełnią bardzo istotne funkcje publiczne. Bez ich aprobaty nikt nie zdoła kandydować w okręgach wielomandatowych.

Możność obejmowania stanowisk posła i radnego przez kobiety jest więc uzależniona od tego, czy obywatele mają dostateczne szanse dokonać wyboru właśnie spośród nich. Jest to tym bardziej istotne, że konstytucja w art. 33 stanowi, że kobieta i mężczyzna „mają w szczególności równe prawo (...) do zajmowania stanowisk (i) pełnienia funkcji”. Zwróćmy przy tym uwagę, że innym kategoriom społecznym, poza mężczyznami i kobietami, konstytucja nie poświęca w kontekście równości w życiu politycznym takiego zainteresowania. Może to służyć za odpowiedź na zarzuty, że po parytecie płci przyjdzie czas na parytety obejmujące inne kategorie obywateli. Zestawienie, w którym spotykają się dwie postacie o równych prawach w życiu politycznym – kobieta i mężczyzna – to przypadek szczególny.

Obowiązek zachowania parytetu pod groźbą niezarejestrowania listy nakłada na komitety wyborcze poważny ciężar. Można zresztą rozważyć inne formy ich „karania”, gdy wymogu tego nie będą respektować (np. sankcje pieniężne). Ale trzeba pamiętać, że już obecnie są one związane istotnymi obowiązkami ustawowymi. Dotyczą one np. zasad prowadzenia kampanii wyborczej i jej finansowania. Także sami kandydaci muszą czynić zadość pewnym wymogom normatywnym, np. konieczności złożenia oświadczenia lustracyjnego. Uregulowania te w znacznym stopniu ograniczają swobodę akcji wyborczej, lecz nie są traktowane ani jako uderzające w sposób niekonstytucyjny w autonomię partii, ani godzące w prawa samych kandydatów. Podobny charakter miałoby ustanowienie parytetu płci na listach wyborczych.

Akcja afirmatywna

Wprowadzenie parytetu trudno też uznać za jednostronne uprzywilejowanie, które bywa odwrotną stroną zakazanej przez konstytucję dyskryminacji lub nieuzasadnionego ograniczenia cudzych wolności i praw. Mamy tu raczej do czynienia z działaniem o charakterze wyrównawczym. Pomoc prawna oferowana kobietom wyrównuje jedynie ich szanse. Pomoc taka, zwana też akcją afirmatywną, znana jest i wykorzystywana w świecie demokratycznym w przypadku nierówności faktycznej kontrastującej silnie z równością formalną. Moim zdaniem można ją w Polsce stosować zarówno w przypadku nierówności w dziedzinie objętej uregulowaniami dotyczącymi położenia socjalnego, kulturalnego i ekonomicznego jednostek, jak też ich położenia politycznego.

Dodajmy, że pewien rodzaj działania wyrównawczego znany jest naszemu prawu wyborczemu od lat i nie wzbudza większych zastrzeżeń konstytucyjnych. Chodzi o zniesienie wymogu uzyskiwania poziomu co najmniej 5 proc. głosów w skali kraju przez listy mniejszości narodowych. Listy te uczestniczą w podziale mandatów w okręgu wyborczym do Sejmu na równi z tymi, które próg 5-proc. osiągnęły. Z rozwiązania takiego korzysta lista mniejszości niemieckiej. Jeśli mniejszości daje się możliwość wyrównania szans, to dlaczego nie ma z niego nie skorzystać większość, jaką stanowi kobieca część naszego społeczeństwa?

Wśród argumentów na rzecz konstytucyjności parytetu podnosi się również (czyni tak w swej opinii prof. Wieruszewski), że rozwiązanie to zostało dopuszczone przez ratyfikowane przez Polskę umowy międzynarodowe. Dotyczy to w szczególności Konwencji w Sprawie Likwidacji Wszelkich Form Dyskryminacji Kobiet przyjętej przez Polskę w 1980 r. Konwencja, jako akt prawa międzynarodowego, musi być przez Rzeczpospolitą przestrzegana. Tak stanowi art. 9 konstytucji. Co więcej, na podstawie art. 91 konstytucji ratyfikowana umowa międzynarodowa, po jej ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw, stanowi część krajowego porządku prawnego i jest niejednokrotnie stosowana bezpośrednio.

Zresztą wyborczy parytet płci został już wprowadzony przez kilkadziesiąt państw świata, w tym przez niektóre państwa należące do Unii Europejskiej, np. przez Hiszpanię i wspomnianą Słowenię. Jego ustanowienie odbywało się na ogół w ramach obowiązujących uregulowań konstytucyjnych, które w interesującej nas dziedzinie przynoszą podobne do polskich rozwiązania normatywne. A w przypadku Hiszpanii o poprawności takiego rozwiązania orzekł w 2008 r. miejscowy Trybunał Konstytucyjny.

Konieczne rozwiązania

Mówiąc o parytecie płci, pominąłem niebagatelną kwestię poziomu, na jakim parytet ten powinien być umieszczony. Obecnie proponuje się zasadę: fifty-fifty, co zresztą odpowiada znaczeniu słowa „parytet”. Można jednak dyskutować o jego obniżeniu, zwłaszcza w wyborach samorządowych. Nie rzutuje to w sposób istotny, na co słusznie zwracają uwagę profesorowie Skotnicki i Szmyt, na sprawę konstytucyjności parytetu. Każdy jego poziom może być zarówno kwestionowany, jak i uzasadniany z konstytucyjnoprawnego punktu widzenia.

Moja rada jest następująca: uchwalić ustawę o parytetach, być może z niższym progiem lub progami zróżnicowanymi w zależności od rodzaju wyborów, zobaczyć, jak one funkcjonują w ciągu 2–3 kadencji Sejmu i rad samorządowych. Jeśli okaże się, że liczba kandydatek na listach znacząco w tym czasie wzrasta i utrwala się obyczaj częstszego ich wysuwania przez komitety wyborcze, to ustawę należy uchylić jako tę, która z powodzeniem zmieniła naszą rzeczywistość polityczną. Ustawowego parytetu nie można traktować bowiem jako rozwiązanie trwałe i optymalne, ale jako przez jakiś czas konieczne. Jako współautor projektu o parytetach i towarzyszącego mu uzasadnienia znajduję się w kręgu podejrzeń o brak bezstronności. Gdybym był jednak przekonany, że wprowadzenie parytetu płci godzi w nasz porządek konstytucyjny, nie podjąłbym się zadania.

A poza tym zawsze istnieje możliwość zaskarżenia ustawy o parytecie do Trybunału Konstytucyjnego i poczekania na jego ostateczny werdykt.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną