Schetyna i Tusk, czyli PO na rozstajach

500 dni pracy i wojny
Platforma ogłasza reformatorską ofensywę, ale pytanie, czy będzie się przy niej upierać. W samej partii opinie są podzielone: iść na całość czy pozorować i przeczekać do wyborów.
Donald Tusk i Grzegorz Schetyna 3 sierpnia tego roku w Sejmie
Wojciech Olkuśnik/Agencja Gazeta

Donald Tusk i Grzegorz Schetyna 3 sierpnia tego roku w Sejmie

Platforma staje do walki, która coraz bardziej zaczyna przypominać starcie ostateczne: albo-albo, z finałem w 2011 r. Syndrom smoleński, tak jak został zaprojektowany politycznie przez Jarosława Kaczyńskiego, nadał konfrontacji politycznej wymiar mistyczno-mityczny, przeniósł walkę o władzę w sferę odrealnioną i prawie świętą. 500 dni (już niecałe) wojny jest więc pewne.

Paradoks numer jeden, przed jakim stoi Tusk, wygląda tak: żeby rządzić i przeprowadzać tak zwane niepopularne, choć zapewne konieczne reformy, trzeba mieć władzę, ale żeby mieć władzę, trzeba ją utrzymywać, żeby zaś ją utrzymywać, nie wolno przeprowadzać zbyt niepopularnych reform.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną