Premier PiS. I nie jest to Kaczyński

Misjonarz
Profesor Piotr Gliński ma solidną biografię socjologa, badacza i organizatora nauki. Oby uratował swoją osobistą powagę, którą położył na politycznej szali.

Socjologowie mówią o nim z szacunkiem, co w widoczny sposób utrudnia im ocenę nagłej aktywności politycznej kolegi. Ba, wręcz widać jak starają się odnaleźć w niej niejakie powiewy świeżości, a nawet jakieś szanse dla podjętej – a jakże, nie boimy się wielkich słów - misji. Podkreślają tzw. podmiotowość profesora, jego zaświadczoną ponoć niezależność. Jak gdyby nie słyszą tych fragmentów para - expose Piotra Glińskiego, w których występują kalki z propagandy PiS (o rzekomym jej wykluczeniu i napiętnowaniu w debacie publicznej, o rządzie Tuska) jak i pokłony wobec Prezesa. W tle wystąpienia słychać było głos Krzysztofa Skowrońskiego, prezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, prowadzącego konferencję prasową kandydata na kandydata - również ponoć podmiotowego i ponoć niezależnego od Jarosława Kaczyńskiego.

Piotr Gliński obwieścił, że swoją misję traktuje poważnie, co brzmi humorystycznie. Zamierza siąść do stołu z partiami politycznymi, by układać wspólne cele polityczne i wspólny skład rządu, wylicza punkty tematyczne do tych rozmów. Tu natychmiast pojawia się kilka kłopotliwych kwestii.

Jakie ma faktyczne poparcie i zaplecze polityczne, poza wskazaniem Jarosława Kaczyńskiego? Dlaczego inne opozycyjne partie mają traktować poważnie misję profesora? Dlaczego partie rządzące mają w ogóle się nim w jakikolwiek sposób zajmować? Jak się ma ta misja do systemu parlamentarnego, w końcu słyszymy od dłuższego czasu od PiS  o idei rządu technicznego i rządu pozaparlamentarnego. Kto i dlaczego ma to poprzeć? Skąd wziąć głosy?  Wszystko wskazuje, że właśnie technicznie profesor Gliński jak zabłysnął, tak zagaśnie.

Nie ulega jednak wątpliwości, że misja Glińskiego wpisuje się w szerszą koncepcję ofensywy PiS przeciwko Tuskowi. Tu debata, tu manifestacja, tu kandydat na premiera, eksplozje i błyski świateł, ostre słowa pomieszane z pozorną rzeczowością, nieustanna gorączka, którą podwyższają posłusznie media elektroniczne dławiące się kolejnymi sensacjami i pobudzeniami. Ruch jest wszystkim, zdaje się sądzić PiS i konsekwentnie majta kołem zamachowym, a właściwie kilkoma kołami.

Nie da się wsadzić kołka w szprychy, bo zabawa zaczyna się w innym miejscu. Jak nie Smoleńsk, to kryzys, jak nie afery Tuska to Gliński. A czasami wszystko na raz. Trzeba mieć po prostu łeb po środku i końskie zdrowie.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj