Kraj

Na jeden kolor

Pies czyli kot

Przeczytałem w „Wysokich Obcasach” rozmowę Grzegorza Sroczyńskiego z Małgorzatą Terlikowską (z wykształcenia filozofką), żoną katolickiego publicysty Tomasza Terlikowskiego.

Małżeństwem są od 15 lat, mają czworo dzieci, myślą o kolejnych. Codzienność ortodoksyjnie katolickiego małżeństwa została opowiedziana przez panią Małgorzatę szczerze i bezpruderyjnie. Przez kilka lat nie mogła zajść w ciążę, więc postanowili zbadać nasienie pana Tomasza u specjalisty. I tu problem. Kościół bowiem zezwala na wypuszczenie plemników tylko w jednym miejscu – tam gdzie będą mogły rozpocząć niczym nieutrudnioną wędrówkę do macicy żony. Każdy inny wytrysk jest grzechem. Jak zatem uzyskać nasienie męża, by je oddać do badania i nie popełnić grzechu? Szczegółów nie opiszę, choć są we wspomnianym wywiadzie – udało się w każdym razie zbadać męża bezgrzesznie.

Przyznam, że czytałem tę rozmowę ze zdumieniem i podziwem, bo zdałem sobie sprawę, jak ogromną, mozolną pracę musiał wykonać Watykan i rzesza specjalistów z wielu dziedzin – od anatomii i fizjologii poczynając, a na pismach Ojców Kościoła kończąc – aby to wszystko w całość połączyć i opatrzyć drobiazgowymi, technicznymi wskazaniami. Tak precyzyjnymi, by żaden katolik nie miał najmniejszych wątpliwości, jak należy postępować.

Myślę, że rozeznanie się w tym gąszczu znaków zakazu i nakazu katolickiego kodeksu jest trudniejsze niż egzamin na amatorskie prawo jazdy po reformie. Nie kpię, budzi mój szacunek taka dbałość o przestrzeganie kościelnych reguł, gdy żona z mężem idą do łóżka, a potem wspólnie wychowują potomstwo. Jednak na pytanie, czy trudno jest w katolickiej Polsce wychowywać dzieci po katolicku, Małgorzata Terlikowska odpowiada, że trudno, bo „na każdym kroku czyhają inne wzorce”. Trochę mnie rozbawiło słowo „czyhają”, bo jest ono podszyte strachem przed wszystkim, co odmienne. A przecież trudno sobie wyobrazić ubezwłasnowolnione społeczeństwo zamknięte w szczelnym słoju ze święconą wodą, gdzie każdy z definicji jest wzorcem katolickiego metra.

Zastanowiło mnie jednak, że o swoim małżeństwie Małgorzata Terlikowska mówi jak o dożywotnim więzieniu, na które zostali oboje skazani, bo po prostu nie mają wyjścia – „lepszych zabawek” już nie dostaną. Bóg łaskaw, że nie jestem katolikiem pozbawionym wątpliwości. Jeśli już, mógłbym tylko zostać arcybiskupem, bo wtedy zawsze minister obrony by mnie obronił.

Wspomniany wyżej słój ze święconą wodą na szczęście nie istnieje, choć ciągoty do świata na jedno kopyto to naturalne dążenie każdej intendentury. Właśnie się dowiedziałem, że wszystkie komisariaty w Polsce mają być takie same. Wejście prosto z ulicy, żadnych schodków, recepcja, w której każdego wita nie policjant wcale, tylko ktoś miły, w cywilnym ubraniu. Może młoda szatynka w kostiumie Myszki Miki? Pokoje miłe, malowane na niebiesko. Jak w niebie. I dookoła Anioły Stróże w niebieskich mundurach. Prawie półtora miliarda nam to połknie, ale jakże przyjemnie będzie w takich warunkach usłyszeć nawet cierpką uwagę Anioła, że „skoro od tyłu panią zaatakował, to trzeba było się obejrzeć, bo nawet nie wie pani, jak wyglądał, i co ja mam robić”.

We Wronkach pod Poznaniem, z domu opieki społecznej, młoda kobieta z zespołem Downa została zabrana do szpitala, gdzie trzy miesiące później w dużych męczarniach zmarła. Sekcja zwłok wykazała, że zadławiła się lateksową rękawiczką medyczną. Rodzinie powiedziano, że zmarła na zawał. Dopiero teraz, półtora roku po jej śmierci, okropna prawda przypadkowo się wydała. Kierowniczka placówki nie widziała wtedy – i teraz też nie widzi – powodu, żeby zawiadomić prokuraturę. Rękawica zniknęła, kobieta umarła – zdarza się. Myślę, że można by wszystkie domu pomocy społecznej w Polsce pomalować na jakiś kolor – tylko wszystkie na taki sam. Na pewno bardzo by to poprawiło sytuację.

Polityka 13.2013 (2901) z dnia 26.03.2013; Felietony; s. 129
Oryginalny tytuł tekstu: "Na jeden kolor"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Adoptujemy zwierzęta, bo pełnią w naszych domach rolę wiecznych i wiernych dzieci

Gdy ruszamy na ratunek, aby ulżyć cierpiącemu stworzeniu, przede wszystkim chcemy pomóc samym sobie.

Elżbieta Turlej
26.11.2013
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną