Śledztwo ws. Macierewicza ponownie umorzone

Nieodpowiedzialność bez odpowiedzialności
Prokuratura drugi raz umorzyła śledztwo w sprawie nieprawidłowości przy sporządzaniu przez Antoniego Macierewicza raportu z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych w 2007 r. Tym samym ostatecznie zamknęła drogę do pociągnięcia szefa komisji weryfikacyjnej do odpowiedzialności karnej.
Tomasz Adamowicz/Forum

Antoni Macierewicz w umorzeniu swojej sprawy zapewne dostrzegłby spisek. Tymczasem jest to przejaw bezkarności groźnej postaci polskiej polityki i poczynań skrajnie szkodliwych dla państwa.

Prokuratorzy podtrzymali swoje stanowisko, wedle którego Macierewicz, tworząc raport, nie był funkcjonariuszem publicznym, lecz tylko osobą pełniącą funkcję publiczną. Argumentem ma być m.in. to, że za tę pracę nie pobierał pensji. W tej sytuacji nie można mu zarzucić niedopełnienia obowiązków albo przekroczenia uprawnień.

Prokuratura uznała ponadto, że raport z weryfikacji WSI ma charakter „analityczno-ocenny” – a tym samym nie jest dokumentem, do którego odnosi się przestępstwo poświadczenia nieprawdy.

Obie te tezy są dyskusyjne. Czy to, że Macierewicz był wówczas wiceministrem obrony, nie wpływało na jego pozycję i działania jako szefa komisji weryfikującej wojskowe służby? Czy komisja weryfikacyjna nie była wówczas po prostu instytucją państwową (choćby z racji wagi i skutków swych działań), której szef podlega odpowiedzialności, lecz – jak to ujmują prokuratorzy – jedynie jakimś „innym organem państwowym” powołanym do zbadania konkretnej sprawy? I czy rzeczywiście raport, który został opublikowany w Monitorze Polskim i wywołał liczne skutki prawne (o politycznych i ludzkich nie wspominając), jest jedynie opracowaniem historycznym na temat WSI?

Oczywiście prokuratorzy powołują się na regułę, że w prawie karnym przepisów nie można interpretować rozszerzająco. By sięgnąć po równie głośny przykład: trudno byłoby na gruncie prawa karnego za funkcjonariusza publicznego uznać dyrektora szpitala, więc prokuratura musiała umorzyć śledztwo w sprawie prof. Bogdana Chazana (o czym wtedy pisałem). Tyle że historia Macierewicza nie jest już jednak tak jednoznaczna – i to nawet jeśli stosowny przepis kodeksu karnego o funkcjonariuszach publicznych będziemy traktować literalnie.

Na dodatek tu akurat skrajny formalizm prokuratury (symbolizowany choćby przez wspomniany argument, że Macierewicz nie dostawał za pracę w komisji zapłaty) przeczy zdrowemu rozsądkowi. A także, co ważniejsze, zasadzie, że wykładnia literalna przepisu nie jest jedyną i kluczową, bo trzeba też brać pod uwagę inne możliwości ich interpretacji – np. celowościowe i systemowe (z tego właśnie powodu w lutym 2015 r. warszawski sąd okręgowy nakazał prokuraturze, by – pomimo swej pierwszej decyzji – jednak wznowiła to śledztwo).

Siłą rzeczy prokuratura naraża się na podejrzenia, że owo przywiązanie do litery przepisów ma prozaiczne źródła: od zwykłego wygodnictwa po polityczny oportunizm. Zwłaszcza że wcześniej sam Prokurator Generalny dwukrotnie blokował wnioski o uchylenie Macierewiczowi immunitetu, a prokuratora, który chciał jednak postawić wiceprezesowi Prawa i Sprawiedliwości zarzuty, jakoś odsunięto od sprawy.

Co więcej, prokuratura ogłasza decyzję o ostatecznym umorzeniu śledztwa w dniu politycznego sukcesu kandydata PiS na prezydenta. Antoni Macierewicz na pewno dostrzegłby w tym spisek…

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną