Wymarzona ojczyzna w oczach polityków Prawa i Sprawiedliwości

Polska marzeń PiS
IV Rzeczpospolitą zastąpiła w słowniku PiS „dobra zmiana”. Spytaliśmy polityków PiS, co kryje się za tym hasłem i po czym mamy poznać, że zostało zrealizowane.
Dobra zmiana ma nam zapewnić dostatnie i wygodne życie.
Andrzej Sidor/Forum

Dobra zmiana ma nam zapewnić dostatnie i wygodne życie.

Prezes od dawna powtarza, że Polacy mają odczuć, że żyje się lepiej, a ściślej – że mają więcej w portfelach. To było główne pole bitwy wyborczej w 2015 r., a dla PiS kluczowy był program 500+.
Wprost/Forum

Prezes od dawna powtarza, że Polacy mają odczuć, że żyje się lepiej, a ściślej – że mają więcej w portfelach. To było główne pole bitwy wyborczej w 2015 r., a dla PiS kluczowy był program 500+.

audio

AudioPolityka Anna Dąbrowska Wojciech Szacki - Polska marzeń

Polska zewnętrznie prawie już wygląda tak, jak ta z naszych marzeń, także moich marzeń sprzed 30 czy 25 lat” – pisał Jarosław Kaczyński w książce wydanej na potrzeby kampanii 2011 r. Odnotował, że jest kolorowo, czysto, są wyremontowane albo nowoczesne fasady, widać ładne samochody, dobrze ubranych, atrakcyjnie wyglądających ludzi. „Ale w środku już nie jest tak dobrze. Dlatego – ciągnął prezes – potrzebne jest polityczne przywództwo mające wizję Polski naszych marzeń i zdeterminowane, żeby ją realizować”.

Po czterech latach od napisania tamtej książki Kaczyński zdobył wszystkie narzędzia, by tę „Polskę marzeń” zbudować. Bieda w tym, że nie bardzo wiadomo, jak miałaby wyglądać. Część krytyków PiS nie atakuje go przecież za „zamach na demokrację”, lecz za brak celu i treści rządzenia. Kaczyński jawi się w tym ujęciu jako taktyk i gracz, a nie budowniczy innej Rzeczpospolitej. Ze słownika partii rządzącej już dawno wyparowało hasło „IV RP”, dziś na topie jest „dobra zmiana”.

Zapytaliśmy reprezentatywną dla PiS grupę polityków (tych z otoczenia prezesa, ale też posłów, samorządowców i terenowych działaczy) o to, jak rozumieją „dobrą zmianę” i jaką treścią ją wypełnią. Nie wszyscy chcieli rozmawiać. – To byłby tekst demaskatorski, wyszłoby, że jestem socjalistką – zażartowała jedna z posłanek PiS.

Polska zawsze mi się podobała, nawet jak była nie do końca wolna, bo to był kraj dzieciństwa. W sensie celów politycznych chciałbym, żeby Polska była sprawiedliwa, zasobna, estetyczna i tolerancyjna – mówi wicemarszałek Sejmu Joachim Brudziński. Sprawiedliwa – to taka, zdaniem Brudzińskiego, w której prawo jest równe dla wszystkich, każdy ma dostęp do ochrony zdrowia, a pracujący są zatrudnieni na podstawie Kodeksu pracy, a nie śmieciówek. Zasobna – to oczywiste, a estetyczna, tłumaczy wicemarszałek, to z uporządkowaną przestrzenią publiczną. Tolerancyjna zaś to taka, w której nie ma „dyktatu większości nad mniejszością, ale i mniejszości nad większością”.

By więcej było w portfelu

Prezes od dawna powtarza, że Polacy mają odczuć, że żyje się lepiej, a ściślej – że mają więcej w portfelach. To było główne pole bitwy wyborczej w 2015 r., a dla PiS kluczowy był program 500+. Teraz nasi rozmówcy twierdzą, że to jest właśnie zalążek dobrej zmiany. Ryszard Terlecki, szef klubu PiS: – Dobrą zmianę poznamy po lepszym standardzie życia Polaków. Andrzej Jaworski (gdański poseł, w PiS od kongresu założycielskiego): – Jak ludzie poczują bezpieczeństwo ekonomiczne. Damy im socjalne gwarancje. 500 zł to już dużo, ale jeszcze za mało, więc dążymy do tego, by zabezpieczyć rodziny tak jak na Zachodzie.

Jeden z młodszych posłów PiS Daniel George Milewski (rocznik 1989, urodzony w Chicago, dziecko ekonomicznych emigrantów, w partii od czterech lat), przeszedł wszystkie szczeble kariery (asystent poselski, dyrektor biura europoselskiego, radny powiatowy): – Gdy Polacy poczują, że mogą materialnie odetchnąć i że nie są okradani z własnych, ciężko zarobionych pieniędzy. Bartłomiej Wróblewski (poznański poseł debiutant, w PiS od 2014 r.): – Dowodem na dobrą zmianę będzie realizacja obietnic.

Dobra zmiana ma więc nam zapewnić dostatnie i wygodne życie. Za ten odcinek odpowiadają przede wszystkim Beata Szydło, minister rodziny Elżbieta Rafalska, zdrowia Konstanty Radziwiłł (leki dla seniorów za darmo) i rozwoju Mateusz Morawiecki.

Na ich działania można jednak patrzeć nie jak na cel, lecz środek do celu; program 500+ i jego pomniejsze klony mają zapewnić poparcie dla głębokiej zmiany i przebudowy państwa, która dałaby prezesowi miejsce w historii. Od tej zasadniczej roboty Kaczyński ma innych wykonawców: Zbigniewa Ziobrę, Antoniego Macierewicza, Mariusza Błaszczaka, Mariusza Kamińskiego i Piotra Glińskiego. Oni z kolei oglądają się bardziej na prezesa niż na panią premier.

By ulepić nowego Polaka

Kaczyński pisał, że „warto być Polakiem, który jest kompetentny (w sensie kompetencji kulturowej) i obowiązkowy, ale z powodu zinternalizowanych wartości, a nie przymusu”. Chodzi o zmianę myślenia Polaków, co potrwa, ale politycy PiS są optymistami.

Wróblewski uważa, że trzeba zacząć od zmian w instytucjach, które dadzą impuls do zmiany mentalności. Między innymi dlatego PiS wywróciło służbę cywilną. Jak mówi Marek Suski: „trzeba nauczyć urzędników porządnej roboty, a ci co się nie sprawdzą i myślą inaczej – odejdą”. – Dobra zmiana polega na tym, że już otworzyliśmy urzędy na młodych, może jeszcze bez doświadczenia, ale chętnych, żeby się uczyć – przekonuje Jaworski.

Inną ważną pod tym względem instytucją jest szkoła, która ma wpajać odpowiednie wartości, najlepiej odpowiednio umundurowanym dzieciom. „Popierałem wprowadzenie mundurków, bo miały tę ogromną zaletę, że z jednej strony uniformizowały uczniów, a z drugiej ukrywały drastyczne różnice społeczne. W szkole potrzebne jest poczucie równości” – pisał Kaczyński w 2011 r.

Musimy interesować się światem, ale ważne jest, aby wcześniej poznać nasz narodowy kod kulturowy. Chodzi o to, że jak mówimy „targowica” czy „dulszczyzna”, to tak samo rozumiemy te pojęcia. W pewnym zakresie musimy czytać te same książki, a zadaniem państwa jest uczenie i utrzymanie tego kodu – tłumaczy Wróblewski.

Terlecki zaznacza, że dobra zmiana polega na tym, że samoświadomość Polaków ukształtuje kultura rodzima, a nie obce wpływy. – Oczywiście ważną rolę odegrają tu filmowe historyczne superprodukcje, ale też dzieci będą czytać w szkołach inne niż dziś książki. Wrócimy do przekonania, że warto i trzeba uczyć się naszej historii.

W kulturze trzeba też – jak wszędzie – wymienić kadry. Kaczyński pisał, że należy „łagodnie, ale skutecznie przegonić te wszystkie starcze klany, które rządzą polską sztuką filmową”.

Wzmacniać narodową wspólnotę mają także media publiczne. – To dopiero próba przywrócenia elementarnej równowagi. Przecież mamy dwie wielkie stacje komercyjne i jedną publiczną, które do wyborów grały tę samą melodię. Dziś jedna z nich – media publiczne – zaczęły grać melodię bliższą tym, którzy postanowili o zmianie władzy – mówi Wróblewski.

Zmiany w mediach są dla polityków PiS pożądane, oczywiste i naturalne. A co z ich niezależnością, a także innych ważnych instytucji? Milewski: – Trybunał Konstytucyjny i media publiczne są elementem funkcjonowania państwa, a teraz my to państwo przejęliśmy, więc mamy prawo nimi zarządzać.

By historia była polska

Lustracji i dekomunizacji nie było na sztandarach PiS w ostatniej kampanii; od upadku PRL minęło już ponad ćwierć wieku, a poza tym Kaczyński ma znacznie cieplejsze relacje z postkomunistą Leszkiem Millerem niż opozycjonistą Donaldem Tuskiem. PiS tematu jednak nie porzuciło. Senatorowie PiS już przygotowali projekt ustawy, która wyczyści ulice i place z komunistycznych patronów i dat związanych z PRL. Dzieło obliczone jest na dwa lata, a mieszkańcy mają być zwolnieni z opłat za zmiany w dokumentach.

PiS chce też wzmocnić Instytut Pamięci Narodowej. Terlecki, który zanim został posłem (w 2007 r.), był dyrektorem krakowskiego oddziału IPN, uchyla rąbka tajemnicy: – Szykujemy zmianę ustawy o IPN. Będzie odgrywał ważną rolę w budowie i wzmacnianiu narodowej tożsamości. Będzie prowadził więcej badań i więcej edukował. Damy mu nową energię, wzmocnimy pion badań i odszukiwania grobów naszych bohaterów. Dotychczas za dużo pieniędzy szło nie tam, gdzie powinno.

Kilku naszych rozmówców z PiS oczekuje szczególnej weryfikacji sędziów. Józef Mroczek, wicestarosta powiatu bocheńskiego (w PiS od 2005 r.): – Trzeba się przyjrzeć sędziom w kontekście ich pracy na rzecz poprzedniego systemu, bo w wielu sprawach sądzą tak, żeby nie osądzić. Terlecki mówi, że tych aktywnych w poprzednim systemie w sposób naturalny już wypisują z życia publicznego ich metryki, ale trzeba się przyjrzeć ich spadkobiercom. Na czym miałoby polegać to „przyglądanie się”, kto miałby się przyglądać, komu i na jakiej podstawie, tego Terlecki już nie mówi. Język wyborców PiS podsuwa tu przydatny zwrot – „resortowe dzieci”.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną