Kraj

Beata Mazurek – złotousta rzeczniczka wicemarszałkiem Sejmu

Beata Mazurek Beata Mazurek Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Samotnym matkom radziła, by ustabilizowały swą sytuację rodzinną i miały więcej dzieci, by załapać się na program 500+, błysnęła wypowiedzią o sędziach SN, nazywając ich „zespołem kolesi”.

11 stycznia 2018 roku Beata Mazurek została wybrana wicemarszałkiem Sejmu. Zastąpi na tym stanowisku Joachima Brudzińskiego, który w wyniku rekonstrukcji rządu został powołany na nowego szefa MSWiA.

***

„Dzisiejsze stanowisko Sądu Najwyższego odbieram jednoznacznie. Jest to dalsze szerzenie się anarchii w naszym kraju. Tak naprawdę zebrał się zespół kolesi, którzy bronią status quo poprzedniej władzy” – stwierdziła we wtorek w Sejmie posłanka Beata Mazurek, rzeczniczka klubu PiS. Był to komentarz do uchwały Zgromadzenia Ogólnego Sądu Najwyższego, że będzie uznawać wyroki Trybunału Konstytucyjnego, nawet jeśli nie będą publikowane. Słowa wywołały powszechne oburzenie. W lipcu Beata Mazurek została za te słowa ukarana przez sejmową komisję etyki.

Na wypowiedź posłanki zareagowały stowarzyszenia sędziowskie, które kategorycznie sprzeciwiły się takim sformułowaniom i uznały, że „godzą w powagę urzędu sędziego Sądu Najwyższego, naruszają autorytet Sądu Najwyższego, a tym samym całego wymiaru sprawiedliwości i porządek prawny w Państwie”. W swoim stanowisku podkreślają, że taka wypowiedź jest niedopuszczalna i wzywają „do zaprzestania tego typu wypowiedzi, a tym samym do poszanowania standardów demokratycznego państwa prawa, którego fundamentem jest zasada trójpodziału władzy i ich równowagi”. Pod tym stanowiskiem podpisały się cztery stowarzyszenia sędziów w Polsce.

Sama posłanka głosu jeszcze nie zabrała, choć po poprzedniej kontrowersyjnej wypowiedzi w sprawie samotnych matek i programu 500+ za swoje słowa przeprosiła. Przypomnijmy – w rozmowie z dziennikarzami Beata Mazurek życzyła potencjalnej samotnej matce, której dochody przekraczają 800 zł i dlatego nie przysługuje jej 500 złotych na pierwsze dziecko, by „ustabilizowała swoją sytuację rodzinną, miała więcej dzieci, to się załapie na 500 zł”. Słowa te rozpętały medialną burzę. Posłanka zaś w konsekwencji przeprosiła „panie, które poczuły się urażone”.

Kim jest Beata Mazurek? Rocznik 1967. Maturę zdawała w prywatnym, żoliborskim liceum Sióstr Zmartwychwstanek w Warszawie. Jest magistrem socjologii po KUL, ma też podyplomowe studia z zarządzania w administracji i samorządzie (Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie) oraz europejskiej administracji rządowej i samorządowej (Wyższa Szkoła Humanistyczna w Pułtusku). Jest związana z Chełmem – była tu przewodniczącą miejskiej społecznej rady do spraw osób niepełnosprawnych, pracowała też w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Chełmie, w chełmskiej delegaturze urzędu wojewódzkiego oraz w niepublicznym przedszkolu w Chełmie.

W polityce od 2002 r., kiedy najpierw bez powodzenia kandydowała do rady miasta Chełma z komitetu Krzysztofa Grabczuka, który należał wówczas do Platformy Obywatelskiej. Kiedy w tym samym roku wygrał wybory na prezydenta miasta, Mazurek objęła po nim mandat w radzie.

W 2004 r. nie udało jej się wejść z list PiS do Parlamentu Europejskiego, ale już rok później po raz pierwszy została posłanką po zwycięskich dla PiS wyborach parlamentarnych. Od tego czasu nieprzerwanie zasiada w Sejmie. W 2005 r. oddano na nią zaledwie 7 tys. głosów. W kolejnych wyborach podwoiła swój wynik, otrzymując 15,8 tys. głosów, w 2011 r. dostała już ponad 22 tys., zaś w 2015 r. - ponad 30 tys.

„Nowa miłość Kaczyńskiego”?

Kilka lat temu „Super Express” pisał o niej, że jest „nową miłością Kaczyńskiego”. Tabloid twierdził, że sympatii między prezesem PiS a Beatą Mazurek trudno nie zauważyć.

„Posłanka przytula się do Kaczyńskiego, szepce mu na ucho i poprawia krawat, nawet podczas debaty nad reformą emerytalną”. Sama posłanka o prezesie mówiła, że bardzo go lubi. „To ciepły i miły człowiek. Zupełnie inny od tego przedstawianego w mediach. Kiedy mamy okazję, często ze sobą rozmawiamy” – cytowała Mazurek gazeta, podkreślając, że posłanka jest zamężna.

W grudniu 2015 r. została rzecznikiem prasowym Klubu Parlamentarnego PiS.

Była kandydatką drugiego wyboru, bo zdecydowanie lepiej radząca sobie w mediach prawniczka Małgorzata Wassermann nie zgodziła się zostać rzecznikiem klubu. O wyborze Mazurek zdecydowało prawdopodobnie także to, że dawała gwarancję lojalności wobec prezesa, co mogło mieć znaczenie po zbyt wybijających się na niezależność Adamie Hofmanie czy Marcinie Mastalerku.

Pojedynek na miny

Mazurek z mediami radzi sobie zdecydowanie gorzej niż poprzednicy. Już na pierwszej konferencji prasowej w nowej roli poprosiła o „przysłowiowe pięć minut” na zapoznanie się z pracą biura prasowego. Dziennikarze sejmowi uważają, że na konferencjach prasowych jest niecierpliwa, nie lubi, kiedy zadaje się jej pytania, robi dziwne miny, jakby chciała powiedzieć: „co za głupie pytanie”.

Niektórzy wypominają jej też wymianę zdań na Twitterze z dziennikarzem TVN24 Jarosławem Kuźniarem w listopadzie 2014 r. Kuźniar, komentując relacje mediów dotyczące zachowania ówczesnego posła PiS Przemysława Wiplera, który szarpał się z policjantami po wyjściu z klubu, napisał: „Wipler otulający się bulwarówkami i ściskający rano grabę z Warzechami i Republikami – bezcenne”. Beata Mazurek odpowiedziała dziennikarzowi: „Panu to jeszcze nikt łomotu nie spuścił za takie wpisy? Szkoda, to byłoby bezcenne”. Później tłumaczyła, że nie była to groźba z jej strony, a jedynie pytanie.

W dniu styczniowej debaty na temat Polski w Parlamencie Europejskim – również na Twitterze – zapytała: „Jaka podstawa prawna dzisiejszej debaty w PE? Jak powstał dokument komisarzy? Kto go opiniował i kto przekazywał info? Krasnoludki?”.

Na razie pozycja Mazurek w PiS jest niezachwiana, co oznacza, że najpewniej jeszcze nie raz usłyszymy „złote myśli” jej autorstwa.

Tekst został opublikowany w POLITYCE w kwietniu 2016 roku.

Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Związki romantyczne: zachowania, które wydają się normalne, a są toksyczne

Zdarza się, że mylimy zachowania, które są do zaakceptowania, z takimi, które stopniowo nasze związki wyniszczają.

Polityka.pl
13.05.2017
Reklama