Kraj

Służby specjalne i Trybunał Konstytucyjny

Czy osoba, która pracowała w służbach specjalnych, może kandydować na sędziego TK?

Mariusz Muszyński Mariusz Muszyński Grazyna Myslinska / Forum
Wybór Muszyńskiego na sędziego TK nie istnieje w sferze prawnej, a jego zaprzysiężenie nie rodzi żadnych skutków prawnych.

W ostatnich dniach wiele mówiono o Mariuszu Muszyńskim w związku z informacjami, że pracował w polskich służbach specjalnych. Nie skorzystałem z tytułu „sprawa sędziego Muszyńskiego”, ponieważ uważam, że p. Muszyński nie jest sędzią TK. Pisałem o tym już wcześniej, a teraz krótko przypomnę, w czym rzecz.

Pan Muszyński został wybrany na sędziego TK 2 grudnia 2015 r. i natychmiast zaprzysiężony przez prezydenta. Następnego dnia TK orzekł (wyrok został opublikowany!), że trzech sędziów (z pięciu) wskazanych przez Sejm VII kadencji (na podstawie ustawy o TK z czerwca 2015 r.) zostało wybranych prawidłowo, a w tym gronie znalazł się sędzia, na którego miejsce został wskazany p. Muszyński.

Muszyński nie jest jest sędzią TK

Z tego powodu wybór p. Muszyńskiego na sędziego TK nie istnieje w sferze prawnej, a jego zaprzysiężenie nie rodzi żadnych skutków prawnych. Jasne, że p. Duda chciał załatwić interes partii, którą popiera, i dlatego bardzo spieszył się z przyjęciem ślubowania. Pan Rzepliński, prezes TK, nie dopuścił p. Muszyńskiego do orzekania, kierując się wyżej zarysowaną argumentacją. Sędzia J. Przyłębska, która zapewne będzie kierowała TK od nowego roku, niechybnie zmieni decyzję obecnego prezesa.

Status p. Muszyńskiego jest jednak mało istotny dla tytułowej kwestii, aczkolwiek ważny z innego punktu widzenia, o czym będzie jeszcze mowa. Na razie zajmę się tym, jaki związek ma praca (zakładam, że miała miejsce) p. Muszyńskiego w służbach specjalnych dla jego kandydowania do TK.

Problem w tym, że p. Muszyński nie ujawnił tego faktu ze swojego życiorysu, gdy zgodził się być kandydatem do sądu konstytucyjnego. Także jego obecne oświadczenia nie są klarowne. Ci, którzy domagają się, aby sprawa została wyjaśniona, wskazują, by użyć pewnej metafory, że żona Cezara winna być poza wszelkimi podejrzeniami, a ci, którzy bronią p. Muszyńskiego, uważają, że problem jest drugorzędny. I ucinają dyskusję.

Pan Piotrowicz, przewodniczący Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, zablokował próbę dyskusji na temat fragmentu przedmiotowego biografii p. Muszyńskiego, gdy ten zdecydował się na kandydowanie, powiadając, że stosowny wniosek jest bezpodstawny i wprowadza destrukcję. Argumenty p. Piotrowicza, niegdysiejszego prokuratora w PRL, jako żywo przypominają dawanie odporu postulatom obrony w trakcie procesów politycznych (być może sam p. Piotrowicz praktykował to w stanie wojennym). Pan Bielan, wicemarszałek Senatu, stwierdził, że opozycja szuka haków formalnych na p. Muszyńskiego, zamiast zajmować się jego kwalifikacjami merytorycznymi.

Nie ma przeszkód, aby osoba pracująca w służbach specjalnych kandydowała na sędziego TK

Od strony formalnej nie ma żadnych przeszkód, aby osoba pracująca w służbach specjalnych mogła kandydować na sędziego TK. Z drugiej strony od sędziego konstytucyjnego wymaga się pełnej transparentności jego życiorysu.

Konflikt polega tutaj na tym, że pracownik (czy nawet współpracownik) służb specjalnych jest zobowiązany do zachowania tajemnicy swych związków z nimi. Tak więc p. Muszyński powinien ujawnić każdy szczegół swojej biografii, ale równocześnie jest zobowiązany do ukrycia czegoś.

Przy okazji: nie podoba mi się język oskarżycieli p. Muszyńskiego, którzy mówią o nim jako o agencie, który coś zataił.

Rzecz w tym, że słowa „agent” i „zataić” mają także pejoratywne znaczenie. Bardzo bulwersujące jest też oświadczenie p. Mazurek, rzeczniczki PiS, a więc obrończyni p. Muszyńskiego: „W mojej ocenie doniesienia dotyczące sędziego Trybunału Konstytucyjnego Mariusza Muszyńskiego to kłamstwa i pomówienia niemające nic wspólnego z rzeczywistością”. Wprawdzie p. Mazurek jest osobą nadzwyczaj wybitną, ale jej ocena nie ma większego znaczenia poza wewnętrznym przekonaniem rzeczonej aktywistki PiS.

Jak rozwiązać paradoks związany z postulatami wobec Muszyńskiego?

Dalej, co jest ważniejsze, uznanie za pomówienie doniesień o czyjejś współpracy (czyli działalności na rzecz państwa) ze służbami specjalnymi jest stwierdzeniem osobliwym w ustach protektorki p. Muszyńskiego. Wychodzi bowiem na to, że p. Muszyński, o ile np. pracował dla wywiadu RP, czynił coś nagannego.

Wracając do głównego wątku, powstaje pytanie, jak rozwiązać paradoks związany z niezgodnymi postulatami wobec p. Muszyńskiego? Trudno oczekiwać wyjaśnienia po stronie szefostwa służb specjalnych, ponieważ zobowiązane są do zachowania tajemnicy. Ciekawe byłoby dowiedzieć się, czy np. p. Piotrowicz znał dokładnie biografię p. Muszyńskiego i dlatego uciął dyskusję na jego temat na posiedzeniu komisji, a to samo pytanie można wysunąć wobec p. Asta, posła PiS, rekomendującego p. Muszyńskiego z ramienia swojej partii. To jednak i tak nie zostanie ujawnione, nawet obaj panowie wiedzieli, co jest grane.

Jedni powiadają, że p. Muszyński w ogóle nie powinien kandydować, ale to już nie ma znaczenia, a inni, że powinien zrezygnować, ale to postulat całkowicie nierealistyczny. Sytuacja jest więc nie do rozwiązania w obecnym stanie prawnym i raczej świadczy o tym, ze tzw. naprawa TK ma na uwadze osiągnięcie celów politycznych, a nie zabezpieczenie ustrojowej pozycji polskiego sądu konstytucyjnego.

Sprawdzianem będzie to, czy p. Muszyński już jako sędzia konstytucyjny złoży jakieś zdanie odrębne od orzeczenia TK podzielającego opinię PiS, ale wątpliwego z punktu widzenia ustawy zasadniczej.

Muszyński nie jest jedynym nominatem PiS do TK mającym kłopoty. Pan Lech Morawski, profesor teorii prawa, mój kolega po fachu (ba, recenzowałem jego doktorat i habilitację), został wybrany do TK w podobnych okolicznościach jak p. Muszyński. P. Morawski miał wypadek samochodowy w czerwcu 2015 r., w którym została ciężko ranna osoba trzecia. Biegli orzekli, że p. Morawski ponosi winę, on sam temu zaprzecza. Chroni go immunitet, aczkolwiek jest to wątpliwe, skoro nie jest prawidłowo wybranym sędzią. Jest jasne, że każdy ma prawo do obrony i nie widać powodu, aby p. Morawski był z góry uznany za winnego.

Problem jednak w tym, że ekspertyza biegłych jest praktycznie jedynym dowodem w sprawie. Być może sąd uznałby ją za świadectwo niewystarczające. Jakby nie było, zgoda na kandydowanie do TK w sytuacji bycia podejrzanym o spowodowanie wypadku, w którym ktoś został ciężko poszkodowany, a także ewentualne (o ile wiem, sprawa nie jest przesądzona, ale może czeka się na naprawiony skład TK) skorzystanie z immunitetu, nie są czymś zasługującym na aprobatę moralną. I w przypadku p. Morawskiego interesujące będzie to, jak zachowa się w obliczu orzeczeń TK, w których będzie uczestniczył. Złoży jakieś zdanie odrębne czy nie?

Ponadto ciekawe jest i to, czy p. Duda wiedział o wypadku p. Morawskiego, gdy przyjmował od niego przysięgę sędziowską. Dla kontrastu z pp. Morawskim i Muszyńskim trzech sędziów wybranych prawidłowo, ale nieprawidłowo niezaprzysiężonych przez p. Dudę, było nakłanianych do złożenia ślubowania pisemnie lub za pośrednictwem taśmy wideo. Odmówili, uznając, że bycie sędzią konstytucyjnym to zbyt poważna rzecz, aby uciekać się do substytutów oficjalnych ceremonii.

I na koniec słówko o konsekwencjach przekształcenia pp. Morawskiego, Muszyńskiego i Ciocha (to trzecia osoba wskazana przez Sejm VIII kadencji) w sędziów konstytucyjnych. Prędzej czy później dojdzie do pytania, czy dane orzeczenie TK jest ważne z uwagi na skład sędziowski. Nietrudno będzie wykazać, że nie jest ważne, gdyż w składzie Trybunału zasiadała osoba nieuprawniona do orzekania.

Przypominam, że chodzi o stan prawny z 2 grudnia 2015 r., którego nie może zmienić żadna ustawa eufemistycznie zwana naprawczą.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Podkast English Matters with British Council

Brit it – kultura, edukacja, społeczeństwo
27.03.2020
Reklama