Nie będzie w Polsce obozów dla uchodźców. Rząd prowadzi celową politykę zaniechania
Dlaczego polskie władze nie chcą się zgodzić na zapewnienia schronienia dla uciekających przed wojną? Oczywiście dla ich dobra.
Berlin wita uchodźców z Syrii
ekvidi/Flickr CC by 2.0

Berlin wita uchodźców z Syrii

Zdaniem Krzysztofa Szczerskiego, sekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta RP, umieszczanie ludzi w zinstytucjonalizowanych obozach jest „sprzeczne z prawami człowieka”. A do tego grozi powstaniem drugiej „dżungli”, jak w obozie pod Calais.

Słowa ministra to dość szokujący komentarz do pomysłu Komisji Europejskiej. Ta od dawna chce, by poszczególne kraje podzieliły się obowiązkiem zapewnienia schronienia uchodźcom. To solidarne zobowiązanie i przyjęcie określonych kwot uchodźców nie byłoby gestem dobrej woli, ale wypełnieniem uzgodnionego obowiązku. Jednak wbrew lamentom przeciwników pomagania takie kwoty nie są „z góry narzucone”, ale negocjowane i uwzględniają możliwości strony przyjmującej. A nie tylko chęci lub ich brak, jak w przypadku Polski.

Ale komentarz ministra Szczerskiego, który powołuje się na dobro uchodźców, to bardzo pokrętne tłumaczenie. Wynika z niego, że lepiej pozwolić Syryjczykom ginąć na miejscu lub po drodze, w czasie ucieczki, niż zapewnić im możliwość przeżycia i systemową ochronę w Polsce. Pobyt w obozie czasowo ograniczyłby im np. swobodę poruszania się, a to naruszyłoby ich niezbywalne prawa człowieka, m.in. do godnego traktowania. A na to wrażliwe katolickie sumienia godzić się nie mogą.

Czy rzeczywiście lepiej, by ginęli – ale przynajmniej będą umierać u siebie, w Aleppo? Jaką mamy legitymację do tego, by decydować w imieniu ofiar, co będzie dla nich moralnie piękniejsze? Dlaczego zmuszamy ich do heroizmu umierania zamiast zapewnić pomoc, która leży w naszej gestii? Dlaczego odwracamy oczy, zasłaniając się hipokryzją i pustymi frazesami o nadrzędnych humanitarnych wartościach, jakimi są prawa człowieka – zamiast zakasać rękawy i pomagać tym, którzy są jeszcze do uratowania?

Celowa polityka zaniechania wobec uchodźców

Jak tłumaczy Szczerski, „Polska ma swoją politykę wobec uchodźców, politykę azylową, mamy swoje procedury i chętnie wszystkich, którzy taką wolę wyrażą dobrowolnie, do tych procedur włączymy”. Ale to frazesy. Bo mimo rządowych deklaracji Polska nie angażuje się w realną pomoc ofiarom wojny w Syrii. Choć premier Beata Szydło mówi o pomaganiu „na miejscu”, polski wkład jest zawstydzająco niski. Do tego rząd nie zdecydował się na uruchomienie korytarzy humanitarnych, którymi można by bezpiecznie ewakuować uchodźców do krajów, które widzą potrzebę pomagania uciekającym przed wojną.

Wydaje się, że brak realnego wsparcia dla ofiar wojny w Syrii nie wynika z braku doświadczenia międzynarodowego rządzącej ekipy ani nieumiejętności podzielenia się odpowiedzialnością. To raczej celowa polityka zaniechania. Rządzący od początku byli przeciwni nie tylko zapewnieniu systemowej pomocy uchodźcom w Polsce. Już ponad rok temu, przed szczytem UE-Turcja poświęconemu imigrantom, minister przekonywał, że obowiązek ich przyjmowania „to jest błędna droga”.  Brak deklaracji pomocy to też jasna deklaracja.

Polska „nie może być sojusznikiem tych, którzy wypędzają”

Teraz minister dodaje jeszcze, że Polska „nie może być sojusznikiem tych, którzy wypędzają ludzi z miejsc, gdzie żyli od tysięcy lat”. Przyjęcie uchodźców w sytuacji kryzysowej byłoby więc de facto podsycaniem konfliktu. Lepiej by padli jego ofiarą – ale w szerszej perspektywie jest to dla ich dobra. Poza tym przysłuży się to umacnianiu chrześcijaństwa, bo jak tłumaczy minister, „wspólnoty chrześcijańskie na przykład na Bliskim Wschodzie mają dwa tysiące lat tradycji. Nie możemy wspierać tych, którzy chcą zniszczyć ich istnienie, i na zawsze wymazać chrześcijaństwo z tamtego terenu”.

Narracja ministra Szczerskiego przypomina fragment Ewangelii Św. Łukasza, gdy Jezus na widok ciężko chorego pytał uczonych w prawie i faryzeuszy, czy w szabat wolno uzdrawiać. Przecież to dzień święty, a wtedy prawo zabrania działania. Tamci milczeli. Jezus dotknął chorego i uzdrowił, a do pozostałych rzekł: „Któż z was, jeśli jego syn albo wół wpadnie do studni, nie wyciągnie go zaraz, nawet w dzień szabatu?”. Ewangelia mówi, że „nie mogli mu na to odpowiedzieć”.

Dlaczego polski rząd nie widzi, że trwa katastrofa humanitarna i poprzez zaniechanie bierzemy na siebie winy za śmierć tych ludzi? Dlaczego szuka wymyków i parawanów, zamiast przyznać, że to siła wyższa, która zmusza do działania? Dlaczego nie wyciągamy tych ludzi ze studni, w której giną? Czy rząd kraju, który obwołuje Chrystusa swoim królem, może mu na to odpowiedzieć?

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj