Sędzia PiS w TK dorobił się na długach szpitali. Nie on jeden ma coś na sumieniu
Piotr Pszczółkowski, Julia Przyłębska, Lech Morawski, Mariusz Muszyński i Henryk Cioch będą teraz stać na straży praworządności ustaw i oceniać ich zgodność z konstytucją.
Piotr Pszczółkowski
Krystian Maj/Forum

Piotr Pszczółkowski

Jeden z pięciorga sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych z ramienia PiS, Piotr Pszczółkowski, przez kilkanaście lat zarabiał na długach szpitali. Jego kancelaria współpracowała, omijając od kilku lat prawo, z największą firmą obracającą wierzytelnościami szpitali, łódzkim Magellanem – do takich informacji dotarli Patryk Szczepniak i Konrad Szczygieł z OKO.press.

Pszczółkowski trafił do Magellana kilkanaście lat temu. Zajmował się reprezentowaniem spółki w procesach windykacji szpitali. W 2005 r. Magellan i Pszczółkowski wspólnie powołali spółkę komandytową Kancelaria Prawnicza Pszczółkowski i Wspólnik.

Na czym polegała współpraca Magellana i Pszczółkowskiego?

Magellan podpisywał z dyrektorami szpitali umowy, w których zobowiązywali się do spłaty długów w wyznaczonych ratach, a Magellan, w zależności od czasu, na jaki rozłożone zostało zadłużenie, naliczał im oprocentowanie. Jeśli szpital nie spłacał zadłużenia, Magellan pozywał go do sądu. Jedną z kancelarii, które reprezentowały tę spółkę przed sądami, była Kancelaria Prawnicza Pszczółkowski i Wspólnik. Jeśli szpital przegrał sprawę, zwracał dług z odsetkami i musiał zapłacić za pracę tej kancelarii.

Pszczółkowski sprawował nad tym procederem obsługę prawną. Czy handel długami poprawiał sytuację szpitali?

„Doraźnie tak – bo ich władze nie musiały przejmować się brakiem pieniędzy na leki, na dłuższą metę tylko pogłębiał problemy. Wiele placówek nie czując ograniczeń, poluzowało swoją dyscyplinę finansową, a w dodatku musiało płacić duże odsetki od należności” – podkreśla OKO.press.

Współpraca Pszczółkowskiego i Magellan trwała przez 10 lat. W tym czasie Magellan przejął i ściągnął ze szpitali setki milionów złotych, a kancelaria na windykacji i zastępstwie procesowym zarobiła prawie 8 milionów złotych.

Nie tylko Pszczółkowski ma coś na sumieniu

Pszczółkowski nie jest jedynym sędzią TK wybranym przez PiS, którego wcześniejsza działalność budzi poważne wątpliwości i kontrowersje.

Nowa prezes Trybunału (lub, jak pisał na POLITYKA.PL Krzysztof Burnetko, Pisotrybunału) została w 2001 roku negatywnie oceniona przez Kolegium Sądu Okręgowego w Poznaniu jako kandydatka na stanowisko sędziego tego sądu. „Brak stabilności orzecznictwa”, „przeterminowanie uzasadnień”, „wysoka absencja w pracy” – to zarzuty pod adresem Przyłębskiej, jakie stawiali jej sędziowie z Poznania.

Stwierdzili też, że „powrót pani Julii Przyłębskiej na stanowisko sędziego nie będzie korzystny dla wymiaru sprawiedliwości”. Negatywnie pracę Przyłębskiej oceniła też sędzia wizytator. W 1995 roku aż 38,5 proc. wyroków (35 spraw) wydanych przez Przyłębską zostało uchylonych w apelacji. Rok później 32,5 proc. wyroków (13 spraw) było skierowanych do ponownego rozpoznania. Często nie zjawiała się w pracy. W 1995 r. nie było jej w pracy 88 dni, w 1996 – 56. W wydanych przez nią wyrokach w latach 1995–96 znalazły się 43 błędy.

Negatywną opinię na temat pracy Przyłębskiej podtrzymało Zgromadzenie Ogólne Sędziów okręgu poznańskiego.

Muszyński podejrzany o służbę w wywiadzie

Mariusz Muszyński, inny pisowski sędzia w TK, od którego Andrzej Duda odebrał ślubowanie w grudniu 2015 roku, przed sejmową komisją sprawiedliwości, która opiniowała jego kandydaturę do TK, pominął lata 90. Stwierdził ogólnie, że po studiach prawniczych na UMK w Toruniu „uczęszczał na prokuratorską aplikację pozaetatową”, a potem był szefem działu prawnego Ambasady RP w Berlinie.

Pierwsza data, jaka pada w przedstawionym przez niego życiorysie, to rok 2002. Muszyński zaczyna wtedy prowadzić wykłady na Uniwersytecie im. kard. Wyszyńskiego.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj