Władza serwuje coraz to nowe absurdy. Polityczne kawałki z ostatnich dni
Wypowiedzi i zapowiedzi ministrów Waszczykowskiego i Szczerskiego, prezydenta Dudy i... Donalda Trumpa.
Jeśli jakiś konkretny sędzia wskaże na niezgodność czegoś z ustawą zasadniczą, to p. mgr Przyłębska zadba o wydanie stosownego orzeczenia i będzie po problemie.
Adam Pańczuk/Polityka

Jeśli jakiś konkretny sędzia wskaże na niezgodność czegoś z ustawą zasadniczą, to p. mgr Przyłębska zadba o wydanie stosownego orzeczenia i będzie po problemie.

Rosyjski MSZ wydał oświadczenie w związku z zapowiedzią p. Waszczykowskiego o skierowaniu sprawy oddania wraku TU154M do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze. Głosi ono:

„Nie ma ani jednego wniosku strony polskiej np. o możliwości pracy z fragmentami samolotu (...), wniosku o dane i materiały, które pozostałyby bez odpowiedzi, pozostałyby nierozpatrzone. Nie mogę nawet przypomnieć sobie, żeby odmówiono podobnym prośbom”.

Jest to sprytne stanowisko. Z jednej strony szef polskiego MSZ nie może przytoczyć wniosków sprzed połowy 2015 r., bo zaprzeczyłoby to jego stwierdzeniu, że poprzednia ekipa nic nie zrobiła (a jej przedstawiciele twierdzą, że zrobiła), a jeśli sformułuje jakiś wniosek, to tym samym przyzna, że obecna władza nic nie zdziałała lub zdziałała bardzo niewiele. A Rosja będzie miała kolejny ruch dostosowany do tego, co postanowi strona polska. I zawsze ma w zanadrzu już deklarowany priorytet swojego prawa wobec międzynarodowego.

To oczywiście potwierdza, że polska polityka zagraniczna została upodmiotowiona przez Pana na San Escobar, dzięki czemu już nie będzie tak, jak było.

Trump o opiniach „tak zwanego sędziego”

Sędzia James Robart z Seattle wstrzymał wykonanie dekretu p. Trumpa o zakazie wjazdu obywateli niektórych krajów do USA. Decyzję tę potwierdził Federalny Sąd Apelacyjny w San Francisco. Główny lokator Białego Domu stwierdził, że decyzja sądu w Kalifornii nie była merytoryczna, ale polityczna, oraz że ostatecznie „wygramy”.

Z punktu widzenia promotorów dobrej zmiany w Polsce jego oświadczenie w sprawie „opinii tak zwanego sędziego, która w gruncie rzeczy odbiera naszemu państwu możliwość egzekwowania prawa, jest absurdalna i zostanie unieważniona”, jest bardzo akuratne.

O ile wiadomo, p. Trump na razie waha się, w jaki sposób wygrać. Rozważa skierowanie sprawy do Sądu Najwyższego, ale tam może przegrać, co byłoby wielkim obciachem lub wydać nowy dekret, by tak rzec, naprawczy. Niektórzy rodzimi komentatorzy, oczywiście szkalujący obecne władze polskie, uważają, że sędzia Robart powinien być naśladowany nad Wisłą. Wszelako trudno jednak oczekiwać, że władze polskie przejmą się tym nierozważnym, i w sumie głupim, krokiem sądu w San Francisco, bo nawet jeśli jakiś konkretny sędzia wskaże na niezgodność czegoś z ustawą zasadniczą, to p. mgr Przyłębska zadba o wydanie stosownego orzeczenia i będzie po problemie.

Polskie niezwykłości jurystyczne 

Aby udokumentować, że w Polsce teraz (dawniej było oczywiście inaczej) wszystko gra w materii zgodności z konstytucją, odnotuję dwie niezwykłości jurystyczne.

Po pierwsze, prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie nieopublikowania dwóch orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego (dawnego, czyli „tak zwanego”, jakby powiedział p. Trump) prowadzone w oparciu o art. 231. § 1 stanowiący, że funkcjonariusz publiczny, który przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Prokuratura wyjaśniła, że nieopublikowanie owych wyroków „było działaniem podyktowanym ochroną interesu publicznego wyrażającym się w niedopuszczeniu do wprowadzenia do obrotu prawnego rozstrzygnięć sprzecznych z obowiązującym porządkiem prawnym”. Wcześniej sama prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa, uzasadniając swoje stanowisko tym, że nie jest organem rozstrzygającym spory konstytucyjne.

W końcu zajęła się sprawą na podstawie decyzji sądu. I wtedy okazało się, że prokurator może jednak rozwiązać kwestię związaną z interpretacją ustawy zasadniczej, oczywiście w takim kierunku, który, zgodnie ze stanowiskiem p. Trumpa, umacnia możliwość egzekwowania prawa przez nasze (narodowe, polskie) państwo. Wszelako podwładni p. Ziobry zapomnieli o pewnym istotnym drobiazgu, mianowicie że prokuratura w ogóle nie jest uprawniona do oceny, czy orzeczenie TK jest zgodne z obowiązującym porządkiem prawnym.

Dokładniej mówiąc: to nie prokurator orzeka, czy wyrok TK jest legalny lub bezprawny.

Drugi przykład dotyczy p. Dudy (prezydenta i skądinąd doktora nauk prawnych). Stwierdził on: „Wskazywałem, że u nas […] regulacja dotycząca przemocy jest bardzo dobra, funkcjonuje, jest egzekwowana. Przyjmowanie dodatkowych regulacji jest niepotrzebne, bo w Polsce to działa. W związku z tym my nie musimy się już dodatkowo do niczego zobowiązywać”.

A potem dodał: „Przede wszystkim [jej] nie stosować”. To, że najważniejszą rzeczą w związku z konwencją przeciw przemocy jest to, aby jej nie stosować. To, że prezydent państwa, które podpisało daną konwencję międzynarodową, wzywa do tego, aby jej nie stosować, stanowi bardzo istotny wkład do praktyki politycznej.

Postkomunizm wciąż ma się dobrze?

Nie próżnował też p. Morawiecki (junior), i to nie tyle w kwestiach ekonomicznych, bo tu wszystko jest w porządku, w szczególności dług publiczny przekraczający już bilion złotych. Ponieważ p. Morawiecki (junior) nie musi zajmować się gospodarką, kwitnącą jak rzadko kiedy, o czym świadczy rozmiar zadłużenia, oczywiście zawiniony przez wcześniejsze rządy (z wyjątkiem tego z lat 2006–2007), bo jakże by inaczej, ma czas na przemyślenia w innych dziedzinach.

Zajął się więc relacją pomiędzy komunizmem a postkomunizmem w najnowszych dziejach Polski. Z właściwą sobie wnikliwością stwierdził, że komunizm skończył się w Polsce, przynajmniej formalnie, w 1989 r. Co innego z postkomunizmem. Ten dalej trwa, a dowodem jest ciągłość sądów i ciągłość uniwersytetów.

To ciekawe spostrzeżenia. Ciągłość wymiaru sprawiedliwości, zwłaszcza sądów, była zawsze symbolem stabilności państwa, a w ładzie demokratycznym – gwarantem bezpieczeństwa prawnego obywateli, bo broniła ich przed samowolą urzędników, np. manipulujących deficytem budżetowym i długiem publicznym. Owszem, byli tacy, którzy domagali się nieciągłości sądów, np. W. I. Lenin po rewolucji bolszewickiej czy polscy polityczni humbejwini z początku 1982 r.

Jedni i drudzy prawili o kretynizmie prawniczym jako przeszkodzie na drodze reformowania narodu, państwa, prawa i obrony interesu publicznego (w sensie zbliżonym do jego pojmowania przez podwładnych p. Ziobry). Nie wiadomo, co p. Morawiecki (junior) miał na myśli, narzekając na ciągłość uniwersytetów. Może chce zostać profesorem tytularnym? A może przeszkadza mu ciągłość UJ przez 653 lata i także preferuje Wyższą Szkołę Kultury Medialnej i Społecznej jako znacznie bardziej nieciągłą?

Wspomnę jeszcze, że p. Kaczyński uważa, iż on powinien zostać liderem opozycji w Polsce. Zgadzam się, że to znakomity pomysł, bo negocjacje pomiędzy partią rządzącą i opozycją zawsze kończyłyby się konsensusem. Ale co wtedy, gdyby nie udały się, aczkolwiek to możliwość czysto teoretyczna?

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj