Kraj

Żeby zapobiec katastrofie, trzeba w 2019 r. odsunąć PiS od władzy. W trzech krokach

Marsz Wolności 2017 Marsz Wolności 2017 Grzegorz Schetyna / Facebook
Samo krzyczenie jedynego hasła, które pozostało w repertuarze („Precz z Kaczyńskim”), z pewnością nie wystarczy.

Nie mam żadnych wątpliwości (co zdarza mi się naprawdę wyjątkowo), że odsunięcie od władzy w 2019 roku PiS z jego obłąkanymi liderami i ich niekompetentnymi ministrami jest warunkiem zapobieżenia katastrofie.

A ta nastąpi tuż po 2020 r. Najpierw zawalą się budżet i system emerytalny, potem przyjdzie klęska społeczna – szczególnie zaś wielkie okaże się zróżnicowanie szans na sensowną opiekę zdrowotną. Potem nastąpi przesilenie polityczne (radykalnie na prawo!), po czym, w dalszej konsekwencji, Polska znajdzie się sama wobec Rosji.

Jedyną w takim scenariuszu niewiadomą są nasze relacje z NATO. Europa już kładzie krzyżyk na Polakach. Nie wiem, czy znają Wyspiańskiego, ale w trzeciej dekadzie XXI w. będzie to eksportowy hit polskiej kultury. Ostał ci się ino róg. Dąć będą weń z całych sterydami wypasionych swych płuc rekonstruktorzy polskich zapomnianych w normalnym świecie wiktorii. To będzie ten triumf polityki historycznej współczesnego pokolenia polityków.

Zwycięstwo demokracji i socjalliberalnej koncepcji polityki jest warunkiem koniecznym (choć nie wiem już, czy wystarczającym) odbudowania szans na wewnętrzną normalność i pokój oraz na przyzwoitą pozycję Polski w Europie. Odbudować taką pozycję, jaką mieliśmy do 2015 roku, nie uda się nam długo. To jest już bowiem kwestia zaufania. A to towar bardzo cenny. Kto raz do zera sprowadzi jego wartość (praworządność Kaczyńskiego i Ziobry, obronność Macierewicza, solidarność wszystkich i powaga Waszczykowskiego), ten długo poczeka. Nie piszę tego z przyjemnością. Ani z satysfakcją racji ostrzeżeń sprzed dekady. Piszę te słowa w głębokim przygnębieniu i w poczuciu przepastnej porażki. Zwycięża oto na naszych oczach taka sama w gruncie rzeczy Polska, z jaką mieliśmy do czynienia w ostatniej dekadzie XVIII w. Biskupi mają się dobrze.

W sobotę, 6 maja, na Marszu Wolności w przemówieniach liderów opozycji padły słowa ważne. Te o jednej liście. I to jest najistotniejsze.

Serce chłodzi wątpliwość, które wybory Schetyna miał na myśli, mówiąc o wspólnej liście opozycji. Ja usłyszałem – i wciąż modlę się, że niesłusznie zawężająco – że samorządowe w 2018 r. Ale mówił też o wyborach 2019 i 2020 – i w kontekście tych dat mówił, że „zwyciężymy”. Nie mam stenogramu, odwołuję się do gorącego wrażenia z placu Konstytucji.

Jakich wyborów dotyczy zapowiadana jedność, nie jest obojętne. I nie będzie dobrze, jeśli wszystkich, zwłaszcza jeśli wszystkich samorządowych. Bo wtedy to przemówienie nie jest w swojej treści ukłonem i zaproszeniem dla innych poza Platformą, lecz żądaniem hegemonii i skrajnego upartyjnienia wyborów do samorządów zwłaszcza małych gmin. Jako program polityczny oznaczałoby coś najzupełniej przeciwnego wspólnocie demokratów. Odsunęłoby część wyborców od udziału w wyborach. Tę część, która ma już naprawdę dość, czasem może nawet histerycznie dość, mniejszego zła.

Owszem, Polsce wolnej, republikańskiej, demokratycznej, odpowiedzialnej i obywatelskiej potrzebna jest jedność, jak idzie o odsunięcie od władzy ludzi, którzy prowadzą do jej zniewolenia, zacierania granic między państwem a Kościołem, pozbawionej podziału władzy na ustawodawczą, wykonawczą i sądową, lekceważącej wypracowywane dziesiątkami lat zobowiązania i sojusze, scentralizowanej. Ale nie uda się żaden projekt odbudowania Polski po zniszczeniach, jakich dokonują rządy PiS, jeśli jedność demokratów i wspólne listy oznaczać mają hegemonię Platformy. Coś się bowiem w Polsce stało, że to Duda i PiS wygrali w 2015 r. Coś jest przyczyną żenującej absencji wyborczej. I tego, że tak wielu młodych nie poczuwa się do specjalnie wyrafinowanej i szczególnie głębokiej odpowiedzialności za dobro wspólne. Chyba że te szeregi maszerujących w rytm słów księdza Międlara do białostockiej katedry narodowców uznać za sukces wychowania obywatelskiego. (...)

Ciąg dalszy na blogu Emerytowany Demokrata

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Skąd dramatyczne wahania liczby infekcji covid-19?

Czym tłumaczyć gwałtowny spadek raportowanych zakażeń koronawirusem? Rozmawiamy z dr. Franciszkiem Rakowskim z ICM, który modeluje przebieg pandemii od samego jej początku.

Karol Jałochowski
26.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną