Kraj

Tłum protestujących w obronie wolnych sądów „zatrzymany”... na chwilę

Tłum protestujących w obronie wolnych sądów „zatrzymany”... na chwilę

Jeden z mniejszych kordonów otaczających demonstrujących przed Sejmem Jeden z mniejszych kordonów otaczających demonstrujących przed Sejmem WILK / Polityka
Obywatele protestujący przed Sejmem w obronie trójpodziału władzy dwukrotnie zostali otoczeni przez policję i poturbowani. W dwóch różnych miejscach miasta.

Czwartek to był gorący dzień nie tylko w polityce salonowej, ale także tej ulicznej. Obywatele protestujący przed Sejmem w obronie trójpodziału władzy dwukrotnie zostali otoczeni przez policję i poturbowani. W dwóch różnych miejscach miasta.

Organizowane przed Sejmem (przez różne ruchy obywatelskie) demonstracje odbywają się już od środy. Były tu KOD, ODnowa, Ogólnopolski Strajk Kobiet, Obywatele RP. Podczas ich manifestacji pojawiają się także przedstawiciele innych ruchów społecznych czy organizacji oraz osoby nigdzie niezrzeszone. Protesty jak dotąd przebiegały pokojowo, demonstrujący wznosili okrzyki, kopali w metalowe barierki (uznając je za „instrument muzyczny”) – mówią, że nie niszczą przecież mienia, a jedynie wyrażają za jego pomocą swoje poglądy. W środę kilka osób przeskoczyło przez ten płot, choć warto tu zaznaczyć, że w związku z tym, gdzie jest obecnie on umiejscowiony, nie wchodzą na teren Sejmu, czyli za niski murek, a na wygrodzoną drogę publiczną i chodnik przed nim.

Od trzech dni poza demonstracjami niedaleko bocznego wejścia do Sejmu, przy kładce na ul. Górnośląskiej i przy barierkach okalających parlament przy głównym wejściu od strony Wiejskiej, Obywatele RP chodzili także spontanicznym marszem ulicami miasta. Trasa była każdego dnia taka sama: do ronda de Gaulle’a, Al. Jerozolimskimi, Marszałkowską i do pl. Konstytucji, by z niego wrócić pod Sejm. W czwartek było jednak inaczej. Policja nie pozwoliła bowiem przejść przemarszowi z dwiema wielkimi flagami Polski tą „stałą” trasą, a skierowała go na ulicę Wilczą, gdzie dwa kordony mundurowych uwięziły w wąskim gardle wszystkich jego uczestników. Tu przez trzy godziny „trwały czynności”, czyli policjanci wręczali ludziom mandaty (w wysokości 100 zł) za naruszenie kodeksu wykroczeń w zakresie ruchu drogowego. Przynajmniej kilka osób mandaty przyjęło, choć głównie odmawiano, by sprawa została skierowana do sądu.

Na Wilczej policja nie dopuszczała nikogo do „zatrzymanych”, a raczej do przetrzymywanych, bo przecież nikt zatrzymany nie został. Za kordony nie mogli przejść nawet dziennikarze. Przez długi czas „zatrzymanym” nie udostępniano nawet wody. Nieoficjalnie wiadomo, że kilka osób mundurowi wynieśli (jedną za próbę zablokowania przejazdu radiowozu). Fotografka obywatelska, Katarzyna Pierzchała, dokumentująca przemarsz, została popchnięta podczas tworzenia policyjnej blokady i upadła na krawężnik. Potłuczona czekała w radiowozie przy ul. Poznańskiej na przyjazd ratowników. Po obejrzeniu jej została przewieziona karetką do szpitala.

Kordony policjantów

Przed policyjnymi kordonami zgromadziło się kilkadziesiąt osób, którzy czekali na uwolnienie uczestników marszu. Śpiewali hymn, krzyczeli „nie jesteście sami, jesteśmy z wami”, „wypuście ich”, „wolność, równość, demokracja”, „lud zjednoczony nie będzie zwyciężony”, „tu człowiek ma prawa, tu wolna jest Warszawa”. Były też luźniejsze okrzyki. Przy ulicy Poznańskiej w pewnej chwili demonstrujący otoczyli zapasowy, kilkuosobowy oddział policji stojący przy ścianie. Choć sytuacja nie wyglądała na specjalnie niebezpieczną i była raczej swoistym żartem, inni funkcjonariusze szybko „przybyli na odsiecz” (nikt z powodu tego zajścia nie został wylegitymowany, zatrzymany ani oskarżony). Wspierający uczestników marszu regularnie śpiewali także piosenkę z tekstem „Solidarność naszą bronią, łańcuch naszych rąk i serc”…

Po wylegitymowaniu wszystkich demonstrujący wrócili grupkami pod Sejm i kontynuowali swój protest w obronie wolnych sądów. Tu doszło do prawdziwego pokazu siły policjantów. Podczas kopania w rytm w barierki przed Sejmem jedna z nich się przewróciła. Mimo odwołania przez Pawła Kasprzaka ludzi, by nie wchodzili poza wygrodzony teren, policja wysłała duże zastępy funkcjonariuszy poza bariery i nagle otoczono dużą grupę demonstrantów. Kordon powoli się zacieśniał, policjanci byli momentami bardzo agresywni. Panował chaos informacyjny. Przez megafony wzywano policję do zaprzestania działań łamiących prawo. Mimo krzyczącego tłumu, mimo obecności mediów policjanci zaczęli szarpać protestujących, zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Kilka razy doszło do niebezpiecznych sytuacji, gdy szpaler policyjny spychał ludzi na pobliskie słupki i ogrodzenie remontowanego pomnika.

Z terenu przed Sejmem mundurowi wynieśli jednego z najaktywniejszych działaczy Obywateli RP – Tadeusza Jakrzewskiego, a dwóch innych, czyli lidera Pawła Kasprzaka i Wojciecha Kinasiewicza, zamknęła w ścisłym kordonie. Demonstrujący krzyczeli, kilka osób prosiło o wpuszczeniu ich do środka, by być z bliskimi. Policja nie dopuszczała do otoczonych żadnych osób z zewnątrz. Dyskusje stawały się coraz gorętsze i coraz głośniejsze. Nagle ktoś krzyknął: „Kinasiewicz leży”. Tłum zaczął skandować „zostawcie go” i na różne sposoby domagać się uwolnienia.

Kiedy media zajmowały się zmianą premiera

Sytuacja wyglądała naprawdę groźnie. Trudno ocenić, czy policja działała w tym momencie w sposób skoordynowany. Na środku przestrzeni przed Sejmem, gdzie początkowo stał jeden duży okrągły kordon, nagle było wiele mniejszych, ciaśniejszych. Pomiędzy nimi policjanci z kamerami i żywo reagujące grupy ludzi, dziennikarzy, fotografów. Równolegle policjanci stworzyli swoisty mur z funkcjonariuszy „broniących” wyrwy w barierkach (stali więc zarówno przed barierkami, jak i za nimi).

Dosyć szybko wypuszczono Jakrzewskiego, który nie chciał się dać wylegitymować, ale ostatecznie jego tożsamość potwierdził jeden z policjantów. A po kilku minutach policjanci odstąpili ostatecznie od przetrzymywania Kasprzaka i Kinasiewicza. Ten ostatni wyszedł zza mundurów z podniesioną w górę ręką i triumfalnym gestem victorii. Lider Obywateli RP, jak zawsze, zachował się roztropnie, i by uspokoić napięcie w tłumie, poprosił zdenerwowanych ludzi o odejście spod barierek pod tzw. Miasteczko Wolności, czyli namioty rozstawione przy ul. Matejki. Na miejscu niewielu było dziennikarzy głównych mediów, zajmowali się zapewne zmianami na stanowisku szefa rządu, za to dziennikarze obywatelscy przeprowadzili kilkadziesiąt transmisji na żywo i wykonali tysiące zdjęć. Większość z nich nie zostanie pokazanych w głównych programach telewizyjnych, dziennikach czy tygodnikach.

Kolejna demonstracja w obronie wolnych sądów dziś (piątek, 8 grudnia) przed Sejmem.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Syn, który nie rozstał się ze swoją matką – częsta przyczyna małżeńskich kryzysów

Prof. Bogdan de Barbaro o relacjach z teściowymi i teściami, babciami i dziadkami.

Agnieszka Krzemińska
17.04.2019
Reklama