Prawica nie pokocha Mateusza Morawieckiego?
Komentarze w prawicowych mediach nie pozostawiają złudzeń. Dla publicystów przychylnych PiS Mateusz Morawiecki nie jest wymarzonym kandydatem na premiera.
Konsternacja nastała na łamach wPolityce.pl.
KŻ/Polityka

Konsternacja nastała na łamach wPolityce.pl.

Strach i fascynacja. Ta mieszanka emocji, którą wśród publicystów (a słowo to nie jest synonimem słowa „dziennikarz”) prasy prawicowej wzbudza Jarosław Kaczyński, została wczoraj doprowadzona na skraj. Jak wierzyć w omnipotencję prezesa, kiedy dokonuje takiej zmiany? Kiedy wystawia rząd na pośmiewisko totalnej opozycji?

Powtarzana od TV Republika, przez portal wPolityce.pl, aż po niezawodne TVP Info „wiara” w poczynania prezesa przypomina scenkę z „Autobiografii na cztery ręce” Jerzego Giedroycia. W 1928 roku 22-letni Giedroyć pracował w biurze prasowym rządu. Kiedy, ze zgrozą, w budynku rządowym spostrzeżono, że na dwóch dekretach brakuje podpisów Marszałka, wysłano po nie Giedroycia do Belwederu. Adiutanci odmawiali spotkania z Piłsudskim, tłumacząc kolejno, że „Marszałek jest niewidzialny”, a następnie mówiąc, że „Marszałek czaruje”. Pisze Giedroyć: „Wenda podszedł do drzwi, zapukał, przeżegnał się i wszedł. Przez otwarte drzwi zobaczyłem ciemny pokój i odblask ognia w kominku. Zapanowała dziwna nieoddychalna atmosfera. Jakby jakieś fluidy unosiły się w powietrzu. Miałem wrażenie, że tam rzeczywiście odbywają się czary. Samego Piłsudskiego nie widziałem, tylko kominek czy jakiś mebel. Ale ta atmosfera zrobiła na mnie wielkie wrażenie”.

Skąd to zdziwienie prawicy?

Właśnie dlatego prawica kręci nosem w sposób umiarkowany, bo decyzje Kaczyńskiego, który jest postacią magiczną, bierze się na „wiarę”, a nie na „rozum”. Najostrzej reagował Piotr Duda, szef „Solidarności”. Zżymał się na antenie TVP Info, że przecież Beata Szydło była „najlepszym premierem III RP”, że „oczywiście będziemy współpracować z panem premierem Morawieckim”, ale jeśli dojdzie do podobnych niesnasek jak przy tzw. trzydziestkach, czyli dyskusji wokół zniesienia górnego limitu składek na ZUS, to on „widzi ulicę, a nie radę dialogu społecznego”.

Konsternacja nastała na łamach wPolityce.pl, portalu należącym do braci Karnowskich. Ryszard Makowski, satyryk, którego młodsze pokolenie poznało za sprawą psychodelicznego programu Studia Yayo, rozczarowany jest farsowością wymiany premiera. „Rano mamy obronę premier Szydło podczas peowskiej hucpy sejmowej, a wieczorem jakby spełnienie marzeń totalnej opozycji i odwołanie jej” – trapi się.

Dodaje: „Tak emocjonalnej zmiany premiera nie mieliśmy chyba w historii Polski”. W podobnym tonie wypowiedział się Piotr Semka. „A teraz, drogie dzieci, uczcie się. Dzisiejsza lekcja brzmi: Jak nie przeprowadzać rekonstrukcji i zmiany premiera” – twittował autor „My, reakcja”. Nawet sam Jacek Karnowski zaczął pytać: „Czy jednak uda mu się [Mateuszowi Morawieckiemu – red.] zarazić rodaków prawdziwym entuzjazmem?”.

Oczywiście, cały ten niepokój bierze się z tego, że publicyści zapomnieli, że są wyłącznie członkami grupy rekonstrukcyjnej. Tam, gdzie odgrywa się historię, nie ma miejsca na własną inwencję. Jakiś czas temu Paweł Kowal powiedział, że „Kaczyński zostanie premierem, bo Piłsudski był nim dwa razy”. Cóż, najwyraźniej to jeszcze nie ten moment.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj