PiS: wybory nasze albo nieważne
To, że PiS wycofał się z kilku skandalicznych pomysłów zmian Kodeksu Wyborczego, nie oznacza wcale, że można być pewnym uszanowania przez rządzącą ekipę swobody głosowania i jego wyników.
Karty do głosowania w wyborach samorządowych, zaprezentowane podczas konferencji prasowej przez szefowa krajowego biura wyborczego Beatę Tokaj i szefa Państwowej Komisji Wyborczej Wojciecha Hermalińskiego.
Slawomir Kaminski/Agencja Gazeta

Karty do głosowania w wyborach samorządowych, zaprezentowane podczas konferencji prasowej przez szefowa krajowego biura wyborczego Beatę Tokaj i szefa Państwowej Komisji Wyborczej Wojciecha Hermalińskiego.

Posłowie rządzącej ekipy przegłosowali – znowu w nadzwyczajnym tempie i z naruszeniem procedur legislacyjnych – nowelizację Kodeksu Wyborczego.

Owszem, niespodziewanie PiS zrezygnował z kilku pierwotnie lansowanych chwytów, które eksperci zgodnie oceniali jako groźne dla prawidłowości przebiegu głosowania, a więc i porządku demokratycznego w państwie. Przeforsowano jednak równocześnie kilka innych wątpliwych rozwiązań – począwszy od zdumiewającej definicji znaku „X”, oznaczającego oddany głos, przez likwidację możliwości głosowania korespondencyjnego, po koncepcję powoływania komisarzy wyborczych na wniosek urzędującego ministra spraw wewnętrznych.

PiS chce przejąć samorządy

Wszystkie one wciąż mogą ułatwiać władzy wpływ na przebieg i wyniki głosowania – choćby w najbliższych wyborach samorządowych. Tymczasem to właśnie samorządy pozostały jednym z niewielu już filarów demokracji w Polsce, których rządząca ekipa jeszcze nie zawłaszczyła.

Co jednak jeszcze ważniejsze i groźniejsze: prawidłowości wyborów (nie tylko samorządowych, ale zwłaszcza tych parlamentarnych) nie rokuje dobrze już sam styl uprawiania polityki przez ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników.

Jakże mówić o wolnych wyborach, kiedy policja Mariusza Błaszczaka nęka – coraz częściej nie tylko bezprawnie, ale i z użyciem tzw. środków przymusu bezpośredniego, czyli zwykłej siły – obywatelskie protesty i masowo stawia ich uczestników przed sądami. Sekundują temu prokuratorzy Zbigniewa Ziobry, wszczynając dziwne, a na pewno mające służyć zastraszaniu opozycji postępowania karne. Z kolei Antoni Macierewicz tworzy – z błogosławieństwem prezesa – dziwne, łagodnie mówiąc, uzbrojone formacje parawojskowe. By już nie wspominać o propagandzie sączonej w państwowych mediach wszelkiego rodzaju (bo wcale nie tylko w TVP, ale także w Polskim Radiu z Programem Trzecim włącznie).

Takie działania i towarzysząca im atmosfera mogą „mrożąco” wpływać na wyborcze decyzje wielu obywateli. Więcej: zmuszają do poważnego rozważenia wariantu najbardziej drastycznego. Otóż jeśli mimo wszystko (owej atmosfery zastraszania, wprowadzonych narzędzi manipulacji głosowaniem, a wreszcie wysokiego póki co poparcia dla PiS) wyniki wyborów okazałyby się dla obecnej władzy niekorzystne, to może ona zwyczajnie ich nie uznać. Wszak skoro tyle razy łamało się konstytucję, skoro ma się za nic głosy instytucji europejskich i wreszcie skoro ma się poczucie narodowej misji, i to w historycznym wymiarze, to niby czemu miałoby się uznawać jakieś tam głosy nieprzychylnych obywateli?

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj