Sąd uchylił decyzję ws. obrad w Sali Kolumnowej. To symboliczny akt odwagi

Sąd (jeszcze) walczy
Decyzja sądu przyszła w momencie, kiedy władza PiS bez skrupułów niszczy fundamenty niezależności sądownictwa w państwie.
Decyzja warszawskiego Sądu Okręgowego w sprawie śledztwa dotyczącego grudniowego posiedzenia Sejmu w Sali Kolumnowej ustrojowo i politycznie jest aktem symbolicznym.
Adam Chełstowki/Forum

Decyzja warszawskiego Sądu Okręgowego w sprawie śledztwa dotyczącego grudniowego posiedzenia Sejmu w Sali Kolumnowej ustrojowo i politycznie jest aktem symbolicznym.

Decyzja warszawskiego Sądu Okręgowego w sprawie śledztwa dotyczącego grudniowego posiedzenia Sejmu w Sali Kolumnowej ustrojowo i politycznie jest aktem symbolicznym. Jest też osobistym aktem odwagi sędziego, który ją podjął.

Merytorycznie chodzi o legalność obrad Sejmu, które 16 grudnia ubiegłego roku wolą marszałka Marka Kuchcińskiego zostały przeniesione z sali plenarnej do Kolumnowej. Stało się to po tym, jak opozycja zablokowała mównicę w proteście przeciwko szykanowaniu jej posłów (odbieranie głosu, ignorowanie wniosków, wykluczenie z obrad).

Podczas feralnego posiedzenia PiS przegłosował ważne ustawy (w tym budżet państwa), tyle że opozycja uznaje to za nielegalne. Podnosi między innymi, że na Salę Kolumnową nie wpuszczono niektórych posłów, a obecnym oponentom nadal ograniczano swobodę wypowiedzi, nie dało się stwierdzić, czy było kworum, głosy liczyli posłowie aktualnej większości, obrad nie mogli obserwować dziennikarze itd.

Sąd uchyla decyzję prokuratury w sprawie obrad w Sali Kolumnowej

Parlamentarzyści opozycji oraz grupa obywateli złożyli do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa związanego z organizacją feralnego posiedzenia, a dotyczącego „przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków służbowych oraz działania na szkodę interesu publicznego przez funkcjonariuszy publicznych”. Prokuratura uznała jednak, że nikt (w tym marszałek Sejmu) nie złamał wtedy prawa. Stwierdziła między innymi, że posłowie „mieli pełną swobodę udziału w obradach”, a podczas głosowań (w tym budżetowego) zachowano kworum.

Teraz sąd uchylił jednak w całości postanowienie Prokuratury Krajowej i nakazał śledczym wznowienie śledztwa we wszystkich aspektach podnoszonych przez opozycję. Zrobił to akurat w momencie, kiedy władza PiS bez skrupułów zniszczyła fundamenty niezależności sądownictwa w państwie. Orzeczenie ma więc wymiar ustrojowego, a chcąc nie chcąc także politycznego oporu. Nie mówiąc o tym, co w dłuższej perspektywie jest może jeszcze ważniejsze: stanowi akt wierności zawodowemu ślubowaniu i obywatelskiej powinności ze strony sędziego orzekającego w tej konkretnej sprawie.

Publicyści w podobnych przypadkach lubią przytaczać sięgające XVIII wieku podanie o żyjącym w pruskiej monarchii absolutnej Fryderyku Wielkim, młynarzu z Sans-Souci, który oparł się samowoli króla w nadziei, że – prócz władcy – „są jeszcze sędziowie w Berlinie”.

Ważniejsze wszelako, by zapamiętać nazwiska owych odważnych sędziów, który nadal – mimo wszystko – będą próbowali orzekać zgodnie z konstytucją (bo już niekoniecznie ze wszystkimi uchwalonymi przez parlament przepisami). I to nawet gdyby nie podobało się to aktualnej władzy.

Bo o ile listy współczesnej hańby z nazwiskami winnych naruszeń konstytucji i prawa będą w przyszłości użyteczne przy pociąganiu ich do odpowiedzialności właśnie, o tyle potrzebne – choćby dla społecznej edukacji – mogą okazać się także listy tych, którzy zachowali się przyzwoicie.

A zatem: orzeczenie nakazujące zbadanie legalności posiedzenia Sejmu 16 grudnia 2016 roku wydał sędzia Igor Tuleya.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj