MON obiecywał zbrojenia, ale kończy się jak zwykle

Fiasko zbrojeniowych obietnic MON
Jedna po drugiej dezaktualizują się zapowiedzi Antoniego Macierewicza. W tym roku nie będzie umów w programach Wisła, Homar, Orka. Nie będzie też zamówienia na śmigłowce.
Antoni Macierewicz, minister obrony narodowej
Antoni Macierewicz/Facebook

Antoni Macierewicz, minister obrony narodowej

Rok 2017 co prawda jeszcze się nie skończył, ale skończyły się szanse na spełnienie obietnic, które Antoni Macierewicz wymieniał w styczniu w ramach cyklu konferencji zapowiadających priorytety rządu. Obiecywał, że „w najbliższym [2017] roku skupimy się na działaniach modernizacyjnych związanych z obroną przeciwrakietową – zostanie zawarty kontrakt dotyczący obrony przeciwrakietowej znany pod kryptonimem Wisła – ale także na obronie cybernetycznej (na wojska cybernetyczne zostanie przeznaczonych ponad miliard złotych) i kwestiach obrony naszego morza – zostanie zawarty kontrakt na łodzie podwodne”. Do listy priorytetów minister dodawał bardzo ważny w kontekście zwiększenia siły ognia – postulowanej w opracowywanym wtedy w MON Strategicznym Przeglądzie Obronnym – system artylerii rakietowej dalekiego zasięgu Homar.

Oczywiście miały być też śmigłowce – w sumie 16 sztuk. W styczniu ministerstwo przekonywało, że lada chwila dwa trafią do wojska do testów, a kontrakt na pozostałe 14 to kwestia kilku miesięcy. Tę zapowiedź rzeczywistość zweryfikowała najszybciej. Ale po kolei.

Dlaczego MON nie zrealizował swoich zapowiedzi?

Losy programu Wisła w tym roku to sinusoida. Zaczęło się od kwestionowania oferty Raytheona i powrotu do pytań o konkurencyjny system MEADS, Lockheed Martina i niemieckiej MBDA. W styczniu do MON trafiła zrewidowana propozycja MEADS, ale okazało się, że miała być tylko narzędziem do wywarcia presji na amerykańskiego konkurenta.

Równocześnie Polska starała się o zgodę USA na wyposażenie Patriotów w cyfrowy system dowodzenia IBCS, co minister postawił jako warunek we wrześniu poprzedniego roku. Ostatecznie nowe polskie zamówienie – Letter of Request – trafiło do Pentagonu w marcu, a prośba o IBCS została rozpatrzona przychylnie kilka miesięcy później. Jednak modyfikacja zamówienia spowodowała opóźnienie harmonogramu dostawy. Mimo że minister Macierewicz mówi wciąż o roku 2019, międzyrządowa deklaracja podpisana z okazji wizyty prezydenta Donalda Trumpa wymienia jako początek dostaw rok 2022.

Szybko okazało się też, że niełatwo uzyskać gwarancję transferu wszystkich żądanych technologii. W lipcu minister Bartosz Kownacki wysłał w tej sprawie list, grożąc zerwaniem rozmów, jeśli polskie wymagania offsetowe nie zostaną spełnione. Kilka miesięcy później, kiedy Polska otrzymała wycenę hybrydowego systemu na maksymalnie 10,5 mld dolarów, nasi przedstawiciele zaczęli spuszczać z tonu i sami wskazują na konieczność ograniczenia offsetu. Po roku jesteśmy w sytuacji kolejnej fazy negocjacji, tym razem nad szczegółami oferty – i to my będziemy wycofywać się z kolejnych jej elementów, by w ogóle zmieścić się w budżecie.

O ile jednak koszt, wielkość i skomplikowanie programu Wisła uzasadniają czasochłonne negocjacje, o tyle brak sukcesu w drugim programie rakietowym może zaskakiwać. Homar miał być o wiele łatwiejszy, a okazuje się równie skomplikowany i dramatyczny, jeśli chodzi o przebieg negocjacji. Trzeba zastrzec, że spośród wszystkich dużych zamówień zbrojeniowych Homar otoczony był najściślejszą blokadą informacyjną. Jednak na początku roku było już wiadomo, że Polska skłania się ku wyborowi oferty amerykańskiej – Lockheed Martina (o zamówienie rywalizowały też izraelski IMI Systems i turecki Roketsan).

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj