PiS znów chce „odzyskać” kolejkę na Kasprowy Wierch

Kasa i wpływy pod narodowym szyldem
Tatrzański Park Narodowy ruszył do ofensywy. Cel jest prosty: zdobycie Kasprowego Wierchu. Dla siebie i polityków PiS, którzy od dawna gardłują, że góra powinna wrócić w polskie ręce.
Kasprowy Wierch
Laura Suarez/Flickr CC by 2.0

Kasprowy Wierch

Dyrekcja TPN utrzymuje, że spółka Polskie Koleje Linowe powinna zacząć płacić za to, że trasa kolejki linowej na Kasprowy przebiega nad gruntami, których Park jest wieczystym użytkownikiem. TPN oszacował, że same zaległe (liczone od 2012 roku) roszczenia z tego tytułu przekraczają 2 mln zł. Ponadto domaga się blisko 36 tys. zł stałych opłat miesięcznych. Park dał PKL-owi nader krótki termin na zaspokojenie swoich pretensji. I zasugerował, że nie wyklucza zażądania... zaprzestania użytkowania kolejki (a wręcz jej częściowego demontażu) „ze względu na brak prawa (PKL) do korzystania z tych terenów”.

W ostatnim oświadczeniu władze TPN zarzekają się już wprawdzie, że ich intencją nigdy nie była likwidacja kolejki. Deklarują też gotowość rozmów. Znamienna jest jednak użyta przez Park stylistyka. Oto TPN podkreśla, że „reprezentuje Skarb Państwa”, a PKL „to podmiot zagraniczny” i „prywatna spółka”, która na dodatek czerpie „olbrzymie dochody ze swojej działalności”. Pada też fraza: „obowiązkiem Tatrzańskiego Parku Narodowego jest dbanie o interes narodowy”.

PiS chce przejąć Kasprowy Wierch

Retoryka ta w oczywisty sposób nawiązuje do frazeologii używanej w sprawie Kasprowego przez Jarosława Kaczyńskiego, Andrzeja Dudę, Beatę Szydło (kiedy była premierem) i całe zastępy podhalańskich aktywistów Prawa i Sprawiedliwości. Postulat „odzyskania kolejki na Kasprowy” i „oddania jej z powrotem w polskie ręce” pojawił się już w kampanii wyborczej 2015 roku i był powtarzany także już po przejęciu przez PiS władzy. W ślad za tym pojawiały się rozmaite działania – a mówić precyzyjnie: naciski – prawne i administracyjne (m.in. z udziałem prokuratury) w stosunku do PKL, która to spółka – po burzliwej właśnie wskutek politycznych wątków prywatyzacji w 2013 roku – należy do międzynarodowego funduszu inwestycyjnego Mid Europa Partners.

Obecna ofensywa może być kolejną formą presji, mającej wymusić przejęcie kolejki (i to po sztucznie zdołowanej cenie)... przez TPN właśnie. Wedle ekipy rządzącej to Park wespół ze starostwem tatrzańskim i tamtejszymi gminami byłby bowiem idealnym właścicielem PKL.

Owszem, sytuacja prawna gruntów w okolicy Kasprowego jest zawiła i warto ją wyjaśnić. Tyle że powinno to być rolą sądów. W państwie PiS nie dziwi już jednak, że władza próbuje rozmaitymi, także nieczystymi chwytami przeforsować swoje. Znamienne jest wszelako, że nawet w takiej sprawie, jaką jest status kolejki wywożącej turystów i narciarzy na górski wierzchołek, role grają kwestie ideologiczne.

Charakterystyczna jest także służalczość obecnego kierownictwa TPN wobec władzy. A styl jego działania i używany język dowodzą, że Parkowi nie chodzi o żadną ochronę tatrzańskiej przyrody, ale o zakres swoich wpływów i dobre notowania u rządzących. Oraz naturalnie o kasę.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj