Kraj

Morawiecki z bankowca chce się stać Robin Hoodem

Kancelaria Prezesa RM
Premier chciał łatwo i szybko rozwiązać problem protestu opiekunów osób niepełnosprawnych – zabrać bogatym i oddać biednym. Na razie nie wyszło.

Mateusz Morawiecki przywiózł do Sejmu rozwiązanie, które miało zakończyć toczący się tam od środy protest osób niepełnosprawnych i ich opiekunów. Ale wymyślony naprędce pomysł może się nie sprawdzić.

Morawiecki chce zabrać bogatym

Dodatkowe pieniądze na spełnienie postulatów protestujących w Sejmie mają pochodzić od „nieznacznego procenta” najwięcej zarabiających, którzy zostaną objęci specjalnym nowym domiarem, nazwanym przez premiera „daniną solidarnościową”. Premier obiecywał, że projekt ustawy w tej sprawie będzie gotowy do połowy maja.

Jeszcze bardziej enigmatycznie brzmiały zapowiedzi premiera, że danina i pochodzący z niej fundusz solidarnościowy mają zostać zapisane w konstytucji. Morawiecki wezwał do współpracy opozycję: PSL, Nowoczesną, Kukiz '15 i „nawet niektórych posłów Platformy”. Założenia ustawy mają być dyskutowane w przyszłym tygodniu w ramach Rady Dialogu Społecznego.

Premier był wyraźnie zaskoczony, że jego plan nie został dobrze odebrany przez protestujących. Ci żądają rozwiązań „tu i teraz”: 500 zł dodatku pielęgnacyjnego i zrównania renty socjalnej z minimalną rentą z tytułu niezdolności do pracy. Nie chcą opuścić Sejmu, dopóki ich postulaty nie zostaną zrealizowane. Trzymają za słowo prezydenta, który kilka godzin przed premierem odwiedził Sejm i obiecał napisanie odpowiedniej ustawy.

Trudno wyjść ze spirali obietnic

Obecne pomysły premiera, a także ogłoszona przez niego w zeszłą sobotę „piątka” propozycji socjalnych, pokazują że obecny obóz wpadł w spiralę obietnic społecznych, z której trudno będzie wyjść. Niepełnosprawni i ich opiekunowie nie pojawili się w Sejmie bez powodu: skoro rząd twierdzi, że ma dużo pieniędzy, i obiecuje je rozdawać na większą skalę, to uznali, iż ich (słuszne) postulaty też powinny zostać natychmiast spełnione.

Pomysł PiS na kampanię samorządową „rozdajmy jeszcze więcej” sprawia, że po publiczne pieniądze będą się zgłaszać kolejne grupy, bo skoro rodzice dostają wyprawki, a firmom obniża się świadczenia, to dlaczego hojności od państwa nie mają oczekiwać inni.

Pomysł na zaspokojenie potrzeb osób niepełnosprawnych budzi jeszcze inne wątpliwości. Nie wiemy, kogo obejmie nowa danina, nie wiemy, jak będzie liczona. Wiadomo tylko, że będzie kolejnym wyłomem w przejrzystości podatków i finansów publicznych w ogóle: specjalny podatek przeznaczony na z góry określone potrzeby.

Takie konstrukcje psują i niepotrzebnie usztywniają system. Danina Morawieckiego to raczej próba powrotu do myśli Robin Hooda: „Zabierzmy bogatym, oddajmy biednym i wszyscy będą nas kochali”.

Konstytucja jak Niderlandy

Co więcej, tego rodzaju świadczeniem trudno jest objąć naprawdę najbogatszych, którzy mają możliwości ucieczki z kraju z dochodami czy szukania innych sposobów optymalizacji podatkowej. Znając życie, skończy się na tym, że za ten pomysł znowu zapłaci klasa średnia, ludzie przyzwoicie zarabiający, bo to ich zawsze najłatwiej obciążyć daninami. A rozważane przez ten rząd na początku kadencji próby jakiejś racjonalizacji i uproszczenia podatków w Polsce (tzw. jednolity podatek) ostatecznie diabli wezmą.

Jeszcze dziwniejsza jest próba wpisania takiego nadzwyczajnego rozwiązania do konstytucji. Ustawa zasadnicza służy do określania najważniejszych wartości i rozwiązań ustrojowych, a nie do utrwalania napisanych na kolanie, ratunkowych pomysłów politycznych obozu władzy.

Zmianę konstytucji Morawiecki może zresztą obiecywać, jak imć Zagłoba Niderlandy, bo do większości konstytucyjnej PiS wciąż sporo brakuje. To raczej polityczna pułapka na inne partie pod hasłem „Jak to, nie chcecie pomagać niepełnosprawnym?”.

Wraca konflikt z prezydentem

Wrażenie, że obóz władzy nie panuje nad sytuacją, pogłębia to, że przy okazji protestu niepełnosprawnych doszło do kolejnego konfliktu między rządem i PiS z jednej strony a prezydentem z drugiej. Andrzej Duda obiecywał w Sejmie spełnienie postulatów, a protestujący w rozmowie z Morawieckim uczepili się tej obietnicy. W centrali PiS na Nowogrodzkiej to się na pewno nie spodobało.

Koniec końców ofiarą całego sporu znów padnie polityka społeczna w Polsce. Pieniądze można zdobyć, jeśli jest się silnym lub poprowadzi nagłośniony protest. O rozsądku, racjonalnym systemie i przemyślanych decyzjach nie ma co marzyć.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Homofobusy jeżdżą po polskich miastach. Szokują i wykluczają

Homofobusy rozpowszechniają nieprawdziwe informacje na temat osób LGBT. To akcja Fundacji Pro-Prawo do Życia, która wbrew nazwie odmawia osobom nieheteroseksualnym prawa do wolnego od dyskryminacji życia w Polsce.

Agata Szczerbiak
17.07.2020
Reklama