Kraj

Ambasador USA przy NATO: nie ma planów stałej bazy w Polsce

Fiasko obecnej próby nie oznacza rzecz jasna, że perspektywa stałego bazowania wojsk USA w regionie jest na zawsze spalona. Fiasko obecnej próby nie oznacza rzecz jasna, że perspektywa stałego bazowania wojsk USA w regionie jest na zawsze spalona. Dedrick Johnson / Flickr CC by 2.0
Polskie zabiegi o stałą bazę wojsk USA muszą poczekać na lepszy klimat. Stała przedstawiciel Stanów Zjednoczonych w Radzie Północnoatlantyckiej oświadczyła, że temat jest nieaktualny.

Krótki to był zryw, za to wykonany z przytupem. Przez jakiś tydzień Polska była na ustach wszystkich zajmujących się obronnością w Europie – i nie bez powodu. Przeniesienie do Polski lub ustanowienie nowej stałej bazy USA w naszym kraju byłoby wydarzeniem historycznej rangi. Tak też starały się to przedstawiać ośrodki rządowe i sprzyjające im media – wstawanie z kolan osiągnąć miało pułap najwyższy: jakościowej zmiany statusu bezpieczeństwa. I trzeba uczciwie przyznać, że gdyby polska inicjatywa okazała się skuteczna, tak by mogło być. Tyle że w najbliższym czasie nic z tego, stałej bazy USA nie będzie i nie ma o niej rozmów.

Kay Hutchinson: stałej bazy nie ma na stole

Przyznała to otwarcie amerykańska ambasador przy NATO, nominowana już przez Donalda Trumpa, a więc poza podejrzeniami o chęć politycznej manipulacji (gdyby w ogóle ktoś miał zamiar wobec jakiegokolwiek dyplomaty USA takie podejrzenia wysuwać). Na pytanie jednego z polskich dziennikarzy obecnych na spotkaniu ministrów obrony Sojuszu – Wojciecha Cegielskiego z Polskiego Radia – ambasador Kay Hutchinson odpowiedziała: „Sądzę, że żadne działania w tej sprawie ze strony USA nie zostały podjęte. Polska jest wspaniałym sojusznikiem i silnym członkiem naszego natowskiego Sojuszu, ale w tej chwili nie ma planów żadnej nowej bazy w Polsce. Oczywiście, jeśli Kongres poprosi o analizę i to zatwierdzi, taka analiza zostanie sporządzona, ale tu trzeba uwzględniać wiele czynników. Na przykład – jakie są nasze zobowiązania traktatowe. Nasi wojskowi na pewno chcieliby więcej oddziałów na stałe czy rotacyjnych, ale musielibyśmy brać pod uwagę wiele różnych czynników – gdyby to kiedykolwiek było na stole, a w tej chwili nie jest”.

Ponieważ Cegielski wspominał o akcie stanowiącym NATO-Rosja z 1997 r. jako potencjalnym ograniczeniu dla decyzji o umieszczeniu bazy w Polsce, można domniemywać, że właśnie ten dokument miała na myśli amerykańska ambasador, gdy mówiła o zobowiązaniach traktatowych. Ale możliwe, że chodziło jej o całość zobowiązań sojuszniczych USA, obejmujących przecież nie tylko NATO. Z naszej perspektywy ten Sojusz jest najważniejszy i jedyny, dla Ameryki jest zapewne najważniejszy – ale nie jedyny, a sytuacja we Azji Wschodniej nadal wymusza na USA obecność wojskową u sojuszników, wielkiej skali ćwiczenia morskie i lotnicze oraz stałą gotowość do odparcia ataku. W Europie mimo wszystko jest spokojniej.

Czytaj także: Były dowódca US Army przeciwny amerykańskiej bazie w Polskie

Deal z Trumpem przeszedłby do historii. Gdyby się udał

Warto zwrócić uwagę też na inne słowa pani ambasador: że żadne działania ze strony Ameryki nie zostały w tej sprawie podjęte. To zdaje się przeczyć narracji polskiego rządu, jakoby sprawa była omawiana i to na wysokim szczeblu politycznym. Ambasador Hutchinson wręcz dementuje sugestię jakichkolwiek negocjacji, używając sformułowania, iż kwestia nie leży obecnie na stole. Polska propozycja stałej bazy z dofinansowaniem 2 mld dol. jest więc tylko naszą ofertą, na razie niepodjętą. Co nie znaczy, że nieistotną.

Upublicznienie treści naszej propozycji pokazało bowiem, że Polska jest w stanie zrobić wiele, by wykorzystać dla własnych interesów bezpieczeństwa to, co oceniła jako korzystny klimat. Prezydenta USA niezbyt przywiązanego do tradycyjnej dyplomacji, łamiącego konwenanse, jednocześnie szukającego sympatii w Europie i znajdującego ją w Polsce. Gotowego komplementować Polaków i w publicznym przemówieniu w Warszawie, i na konferencji z niemiecką kanclerz. Patrzącego z zadowoleniem na idące w miliardy inwestycje zbrojeniowe w amerykański sprzęt. Dlaczego więc nie pójść krok dalej i nie ubić z Trumpem historycznego „dealu”? Gdyby akcja się udała, wdzięczność pokoleń i miejsce w podręcznikach historii byłyby gwarantowane.

Polska grała powyżej swojej wagi. To się nie mogło udać

Z drugiej strony polskie podejście pokazało, że gdy w grę wchodzą nasze własne interesy, nie jesteśmy skłonni przejmować się opinią innych, choćby byli to ważni sojusznicy w NATO. Wspieramy się głosem mniejszych i oczywiście bezpośrednio zainteresowanych państw bałtyckich, ale już nie konsultujemy inicjatywy z zachodnioeuropejskimi potęgami. To gra – jak się to mówi w dyplomacji – powyżej swojej wagi, czasem przynosząca zaskakująco korzystne efekty. Lecz nie tym razem.

Mało tego, okazało się, że strategiczną inicjatywę, w której w grze był status bezpieczeństwa Polski, podjęło w zasadzie samo Ministerstwo Obrony, bez konsultacji i wsparcia ze strony prezydenta i dyplomacji. Oczywiście był to w pewnej mierze rezultat personalnego sporu ówczesnego ministra z prezydentem i niechęci między MON a MSZ, ale czy wobec tego w ogóle należało wychodzić z taką propozycją? Obserwujący rozwój sytuacji profesjonalni dyplomaci już w momencie upublicznienia polskiej oferty nie mieli wątpliwości, że to się nie mogło udać, nawet jeśli w ostatnich dniach dla ratowania twarzy całego kraju wszyscy oficjalnie wspierają szarżę MON. Nauczka na przyszłość? Mieć strategię, mieć plan, zebrać wszystkie siły i działać cicho a skutecznie. Motto sił specjalnych pasuje jak ulał.

Czytaj także: Planujemy kupić dla armii to, co planowaliśmy w... 2001 r.

Najważniejszy cel: wzmocnienie NATO

Fiasko obecnej próby nie oznacza rzecz jasna, że perspektywa stałego bazowania wojsk USA w regionie jest na zawsze spalona. Wiele zależy jednak od rozwoju sytuacji bezpieczeństwa. W skrócie od tego, czy Rosja odpuści, czy będzie nadal prowokować. Dalej jest kwestia dostosowania NATO w Europie do tych wyzwań – czy Sojusz będzie stać na podniesienie gotowości do takiego poziomu, że stała wysunięta obecność Amerykanów nie będzie koniecznością? Najważniejszym czynnikiem będzie wynik debaty o przyszłości i roli wojsk USA w samych Stanach Zjednoczonych. Przy obecnej niestabilności trudno cokolwiek przesądzać, bo pojutrze może się okazać, że temat bazy jednak jest w grze. Ograniczone zasoby sił lądowych USA nie wskazują, by powrót do niego był możliwy przed 2022 r., gdy ma się zakończyć przyspieszony proces odzyskiwania gotowości – a zacząć wielka modernizacja.

Jeśli jest jakaś zaleta amerykańskiej odmowy, na krótką metę będzie nią rozładowanie złej atmosfery wokół Polski i po części także USA. Już padały oskarżenia, że Warszawa usiłuje załatwić coś z Waszyngtonem za plecami NATO i Europy. To, że się nie udało, raczej pozycji Polski nie osłabi, bo wszyscy realistycznie patrzący na sytuację zdawali sobie sprawę, że będzie trudno. Ale przynajmniej nie ma dowodu na istnienie lepszych i gorszych sojuszników USA. Polska tymczasem powinna zmienić retorykę i zamiast o bazach Amerykanów mówić więcej o obecności sojuszniczej, raczej rotacyjnej niż trwałej, wspierać ją – jak teraz w czasie ćwiczeń Saber Strike – i pracować nad tym, by NATO wzmocniło się jako takie, a wtedy zabiegi o specjalny status u najsilniejszego sojusznika staną się mniej potrzebne.

Czytaj także: NATO w kryzysie zaufania. Ratuj się, kto może?

Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Nauki mistrza Kongfuzi

Chiński komunizm chciał odesłać nauki mistrza Kongfuzi na śmietnik historii, ale sam schodzi ze sceny. Za to autorzy azjatyckiego cudu gospodarczego chętnie kłaniają się duchowi Konfucjusza.

Adam Szostkiewicz
05.11.2019
Reklama