Ustawa o IPN zmieniona, ale Ukraińcy dalej be
Pomimo słynnych już nawet za granicą poprawek ustawa o IPN nadal może służyć jako narzędzie fałszowania historii i nakręcania nacjonalizmu.
W ustawie o IPN pozostały zapisy niebezpieczne dla relacji polsko–ukraińskich
Eustaquio Santimano/Flickr CC by 2.0

W ustawie o IPN pozostały zapisy niebezpieczne dla relacji polsko–ukraińskich

W zmienionej – nawet nie w ekspresowym, lecz ponaddźwiękowym tempie* – ustawie o IPN nie ma już, owszem, groźby więzienia dla tych, którzy na przykład dowodziliby, iż podczas okupacji hitlerowskiej także Polacy mogli mordować swoich żydowskich sąsiadów bądź być współodpowiedzialnymi za ich śmierć. Pozostały jednak wciąż zapisy równie niebezpieczne – tyle że już nie dla relacji polsko-żydowskich, lecz polsko-ukraińskich (oraz oczywiście dla historycznej prawdy i wolności badań naukowych).

Ukraiński nacjonalizm na równi z komunizmem

Nadal wszak obowiązują przepisy umożliwiające wszczynanie postępowań karnych za zaprzeczanie zbrodniom ukraińskich nacjonalistów oraz ukraińskich formacji, które kolaborowały z III Rzeszą Niemiecką. Chodzić ma o „czyny popełnione przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1925–1950, polegające na stosowaniu przemocy, terroru lub innych form naruszania praw człowieka wobec jednostek lub grup ludności”.

Pozostawienie w mocy tych zapisów oznacza, że polskie państwo nadal traktuje ukraiński nacjonalizm na równi z komunizmem i – już wprost – z nazizmem, było nie było najbardziej krwawymi totalitaryzmami XX wieku. Jest to nie tylko historycznym kłamstwem (niektóre formacje ukraińskie walczyły przeciw hitlerowcom, o komunistach nie wspominając). Oznacza również uznanie Ukraińców, a więc i wolnej Ukrainy, za jednych z głównych wrogów Polaków i Polski.

Zwłaszcza jeśli połączyć to z lansowaną przez władzę PiS i jej media tzw. polityką historyczną. Kreuje ona wszak Polaków na naród bez skazy, a równocześnie za jeden z filarów polskiej tożsamości narodowej uznaje pamięć o dramatycznym polsko-ukraińskim konflikcie na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej – tyle że w wersji, w której ofiarami byli wyłącznie Polacy, Ukraińcy zaś jedynie mordercami.

Czytaj także: Konflikt polsko-ukraiński narasta. Z winy tzw. dyplomacji PiS

Ukraiński głos zbyt słabo słyszalny

Przeciwko takiej wizji przeszłości protestują od początku zarówno władze Ukrainy (z prezydentem Poroszenką i parlamentem w Kijowie), jak i niektórzy naukowcy z obu krajów i działacze organizacji pojednania polsko-ukraińskiego. Jednak siła ich głosu jest, jak się okazuje, zbyt słaba.

Skądinąd rodzimi wyznawcy tezy o wszechmocnym lobby żydowskim zapewne użyją na swoją rzecz, że z ustawy o IPN w spektakularny sposób usunięto zapisy dotyczące badań nad Zagładą, a jakoś pozostawiono te, które tyczą relacji polsko-ukraińskich. Równocześnie może być to furtka dla rządzących, którzy przecież muszą wytłumaczyć się swoim zwolennikom z odwrotu od tak silnie niegdyś lansowanej tezy o podnoszeniu narodu z kolan – niewykluczone więc, że w propagandzie akcent przeniesiony zostanie znowu na Wołyń i Ukraińców.

* Jak zauważył poseł Marcin Święcicki, posłowie dostali druk poprawek o godzinie 8:23, do 11:29 Sejm przeprowadził – bez zebrania się komisji – trzy czytania (w tym drugie bez dyskusji, a trzecie bez pytań) i przyjął ustawę. Około 17 przegłosował ją Senat, a o 18 poinformowano, że prezydent Duda podjął już decyzję o jej podpisaniu.

Czytaj także: Trzy dowody na to, że Ukraina nie jest krajem banderowskim

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj