Świat

Profesjonalizm do potęgi

Ustawa o IPN popsuje stosunki Polski z Ukrainą. To klęska dyplomacji

Prezydenci Ukrainy i Polski: Petro Poroszenko i Andrzej Duda Prezydenci Ukrainy i Polski: Petro Poroszenko i Andrzej Duda Kancelaria Prezydenta RP
Ma rację prezydent Ukrainy, kiedy mówi, że uchwalona przez Sejm i Senat ustawa o IPN godzi w polsko-ukraińskie stosunki i strategiczne partnerstwo.

Petro Poroszenko wydał takie oświadczenie w czwartek wkrótce po decyzji Senatu, który wcześniejszy wysiłek Sejmu zaaprobował. Oznajmił, że nową ustawę przyjął z głębokim zaniepokojeniem.

Chodzi o zapisy, jakie się w niej znalazły. Zdaniem ustawodawcy mają umożliwić wszczynanie postępowań karnych za zaprzeczanie zbrodniom ukraińskich nacjonalistów oraz zbrodniom tych ukraińskich formacji, które kolaborowały z III Rzeszą. Grozi za to grzywna lub kara do trzech lat więzienia.

Dlaczego Ukraina krytykuje ustawę o IPN?

W ustawie znalazła się też definicja takich zbrodni. To „czyny popełnione przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1925–1950, polegające na stosowaniu przemocy, terroru lub innych form naruszania praw człowieka wobec jednostek lub grup ludności”. Taką zbrodnią był udział ukraińskich nacjonalistów w eksterminacji Żydów i popełnione przez nich ludobójstwo na obywatelach II RP na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

Jak powiedział o ustawie wiceminister Patryk Jaki, „to jest tylko wycinek tej profesjonalnej polityki historycznej, którą polskie państwo powinno mieć”.

Dziś zapis ustawy komentują wszyscy najważniejsi politycy ukraińscy, a członkowie Polsko-Ukraińskiego Forum wezwali prezydenta Andrzeja Dudę do jej zawetowania.

Szef ukraińskiej dyplomacji Pawło Klimkin skrytykował nowe prawo za „tworzenie mitów i wzmacnianie stereotypów”. Dodał, że Ukraina nie przyjmuje języka zakazów i ograniczeń, ale jest i będzie gotowa do prowadzenia partnerskiego dialogu o przeszłości.
Zdaniem wicepremiera Pawło Rozenki, który też zabrał głos, ustawa może zagrażać Ukraińcom przebywającym w Polsce. Ukraiński IPN wzywa Radę Najwyższą do uznania polskiej okupacji ziem zachodniej Ukrainy i zbrodni popełnionych przez Polaków, a parlament już obiecuje powołanie specjalnej komisji.

Ustawa nie zmieni tego, co myślą ludzie

Jednym słowem – kompletna plajta na polu dyplomatycznym. W sytuacji gdy miało nastąpić nowe otwarcie, z nowym ministrem spraw zagranicznych.

Tymczasem ustawowy zapis tak naprawdę nie służy i nie posłuży niczemu oprócz psucia stosunków z Ukrainą. W Polsce o zbrodni na Wołyniu wiedzą wszyscy, ta wiedza przechowywana była w rodzinach, chroniona, przekazywana kolejnemu pokoleniu. Nikt też nie kwestionuje ani nie ma wątpliwości, że dokonali jej nacjonaliści z OUN-UPA. Nikt nie kwestionuje dramatycznych wydarzeń, jakie rozegrały się już po zakończeniu wojny choćby w Bieszczadach czy Małopolsce Południowo-Wschodniej. Więc to nie Polaków będzie można zaprowadzić przed sąd dzięki nowelizacji ustawy.

Na Ukrainie ta wiedza dotarła do wielu środowisk dopiero niedawno. Wielu młodych pojęcia nie miało o zbrodni wołyńskiej, dokonanej na polskich sąsiadach przez banderowców, nacjonalistów z OUN-UPA. Ta wiedza dotarła do nich dopiero w niepodległej Ukrainie. Podobnie jak wiedza, że ci sami nacjonaliści, członkowie OUN-UPA, walczyli z komunistami o ukraińskie państwo. Dla nich są bohaterami, walczącymi o niepodległą Ukrainę. To im stawiają pomniki. Nie zgadzają się, żeby członków UPA nazywać przestępcami i zarzucać wszystkim kolaborację z nazistami. I tego nie może zmienić żadna polska ustawa, bo ustawa nie może zakazać ani nakazać ludziom, co myśleć i dlaczego. I tak już jest, nam również nie da się narzucić, co myśleć ani w co wierzyć.

Trzy lata temu ukraiński parlament przyjął ustawę, w której członków UPA uznano za bojowników o niepodległość. Ustawa przewidywała karanie osób, które to kwestionują, okazują lekceważenie wobec weteranów lub negują sens ich walki. Pamiętam oburzenie, jakie ustawa budziła w Polsce, gdzie członków UPA uważa się za zbrodniarzy, którzy dokonywali mordów, bestialskich mordów na Polakach. Słuszną złość, że stawia się im pomniki i czci jak bohaterów. Czy bohaterstwem można nazwać zbijanie cywilów, kobiet i dzieci? Tamta ustawa też nie zmieniła polskiego myślenia o UPA. Ani ocen historyków.

Ustawa godzi w dobre stosunki Polski i Ukrainy

Nie zmieniło to również faktu, że w IPN prowadzone są 32 śledztwa dotyczące zbrodni banderowców na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, dokonane po 1943 roku. Można powiedzieć, że polsko-ukraiński dialog o przeszłości toczy się dziś nie na polu naukowym, lecz przeniósł się w obszary stanowienia prawa. Co gorsza, niczego to realnie nie załatwia, nie rozwiązuje żadnych problemów, nie posuwa nas do przodu, ani nas, ani Ukraińców. Tkwienie w miejscu i obrzucanie się inwektywami to nie jest najlepszy pomysł na życie, na budowanie przyszłości też nie.

Senat miał szansę zmienić decyzję Sejmu. Zwłaszcza że argumenty senatorów przeciwnych wprowadzeniu „sprawy ukraińskiej” do ustawy były klarowne i merytoryczne. Kwestionowano zasadność okresu, jakiego ma dotyczyć ustawa, lat 1925–1950. Zwrócili na to zresztą uwagę historycy, na przykład marszałek Borusewicz: „Dla mnie jako człowieka, który trochę się zna na historii II wojny światowej, to jest kompletnie niezrozumiałe”.

Na ułomność, bezsens i niestosowność zapisów wskazywał też senator Stefan Niesiołowski. Senator Pociej stwierdził, że to martwy przepis. Bo jaki jest sens ustanawiania prawa, które nie może być egzekwowane? W jaki sposób Polska miałaby doprowadzić do ukarania kogokolwiek na Ukrainie, w Rosji czy Kanadzie, kto kwestionuje zbrodnie OUN-UPA dokonane na Wołyniu? Jak słusznie powiedział Stefan Niesiołowski, ta ustawa godzi w dobre stosunki Polski i Ukrainy, obraża Ukraińców, a to z pewnością nie leży w interesie Warszawy.

Małą furtkę otworzył niespodziewanie wiceminister Patryk Jaki: przypomniał senatorom, że w przedłożeniu rządowym nie było ani słowa o Ukrainie. Rząd nie zamierzał wprowadzać do nowelizowanej ustawy o IPN kwestii zbrodni UPA popełnionych na Polakach. Znalazła się tam za sprawą posłów Kukiz′15, którzy poprawkę zgłosili. Cóż, wielokrotnie okazywało się, że w sprawach stosunków polsko-ukraińskich można liczyć na ich twórczą aktywność.

„My byliśmy przeciwni wprowadzeniu tego przepisu i że wbrew stanowisku Ministerstwa Sprawiedliwości posłowie wprowadzili ten przepis” – mówił Jaki. I dalej: „My uważaliśmy, zgadzając się generalnie z intencją, że to nie powinno być robione przy tej okazji, nie tak, nie tak skonstruowanym przepisem. Ale tak jak mówiłem, wprowadzono ten przepis wbrew stanowisku rządu”. Na ministra Jakiego też zresztą zawsze można liczyć.

Senat jednak argumentacji nie uznał za istotną.

No i mamy problem. „Prawda historyczna wymaga szczerej rozmowy i dialogu, a nie zakazów” – napisał w oświadczeniu prezydent Petro Poroszenko. Warto przypomnieć, że dotyczy to obu stron, polskiej i ukraińskiej. Jednak wiadomo na pewno: ta ustawa nie ułatwi porozumienia ani historykom, ani politykom. Czy o to właśnie chodziło jej autorom?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Współczesny

Seks pod okiem lekarza

Seks, kiedy jest w kłopotach, potrzebuje wsparcia medycyny. I ona pomaga. Choć zwykle trzeba długo czekać.

Paweł Walewski
25.09.2018
Reklama