Kraj

Prezydent odpuszcza? I kto pokieruje Sądem Najwyższym?

Małgorzata Gersdorf Małgorzata Gersdorf Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Sytuacja w Sądzie Najwyższym zamiast się wyklarować, skomplikowała się jeszcze bardziej. I można powiedzieć, że każdy scenariusz nadal jest możliwy.

Prezydent rezygnuje – przynajmniej na razie – z wyznaczenia komisarza do kierowania Sądem Najwyższym. I Prezes Sądu Najwyższego wyznaczyła swojego „zastępcę”. Tyle że on dziś przechodzi – z mocy prawa – w stan spoczynku. Pani prezes zamierza jutro przyjść do pracy. Sytuacja w Sądzie Najwyższym zamiast się wyklarować, skomplikowała się jeszcze bardziej. I można powiedzieć, że każdy scenariusz nadal jest możliwy. Dalszy bieg wypadków zależy w dużym stopniu od postawy sędziów i obywateli – obrońców niezależności sądownictwa.

Józef Iwulski – następca czy zastępca prezesa Sądu Najwyższego

Prezydent zaprosił na popołudnie do Pałacu Prezydenckiego I Prezes SN Małgorzatę Gersdorf, prezesa Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Józefa Iwulskiego i prezesa NSA Marka Zirk-Sadowskiego. Po spotkaniu prezydencki minister Paweł Mucha wygłosił oświadczenie, że prezes Gersdorf wyznaczyła na swojego następcę prezesa Iwulskiego. I że to się dobrze składa, bo prezydent też właśnie jego chciał wyznaczyć do tymczasowego kierowania Sądem Najwyższym po prezes Gersdorf, bo jest najstarszym stażem sędzią SN i ma do niego zaufanie. Minister Mucha nie potrafił wyjaśnić, jak sędzia Iwulski ma kierować Sądem Najwyższym, skoro – tak jak prezes Gersdorf i 25 innych sędziów Sądu Najwyższego – przechodzi on w stan spoczynku z mocy nowej ustawy o SN dziś, czyli 3 lipca. W tym momencie wydawało się jednak, że prezydent i I Prezes dogadali się co do tymczasowego następcy prof. Gersdorf.

Po wystąpieniu rzecznika SN sędziego Michała Laskowskiego nastąpił zwrot akcji. Otóż sędzia Laskowski powiedział dziennikarzom, że pani prezes wyznaczyła nie swojego NASTĘPCĘ, ale ZASTĘPCĘ. Zatem nie znaczy to, że ustępuje z funkcji I Prezesa SN. Po prostu wyznaczyła osobę, która będzie kierowała sądem w razie jej nieobecności.

Przepis (art. 14 par. 2 ustawy o SN), na który powołali się i minister Mucha, i sędzia Laskowski, brzmi: „W czasie nieobecności Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego zastępuje go wyznaczony przez niego Prezes Sądu Najwyższego, a w przypadku niemożności wyznaczenia – Prezes Sądu Najwyższego najstarszy służbą na stanowisku sędziego”. Zatem rację ma sędzia Laskowski – prezes Iwulski będzie, według prawa, zastępcą prezes Gersdorf w razie jej nieobecności w pracy.

Andrzej Duda nie poszedł na zwarcie

Co ta sytuacja oznacza? Na pewno to, że prezydent nie zdecydował się pójść na zwarcie. Na środę rano sędziowie SN zapowiedzieli stawienie się przed Sądem Najwyższym z togami, by wprowadzić do niego panią prezes. Mają też być obywatele broniący sądów. Gdyby prezydent wyznaczył – do czego daje mu prawo jego własna ustawa o Sądzie Najwyższym – tymczasowego komisarza do rządzenia SN, groziłoby to konfrontacją z sędziami i protestującymi. I mogłoby być użyte przez Komisję Europejską jako argument za zaskarżeniem ustawy o SN do Trybunału Sprawiedliwości (prowadząca do tego procedura została w poniedziałek rozpoczęta).

Uchylając się od decyzji w sprawie wyznaczenia komisarza, prezydent Andrzej Duda nie zamyka sobie żadnych dróg i daje czas do wyklarowania się sytuacji. A także na opadnięcie nastroju buntu. Zresztą taką samą furtkę zostawia sobie prezes Gersdorf. Gdyby chciała iść na konfrontację, nie wyznaczałaby zastępcy, tylko stała twardo na stanowisku, że jest jedyną osobą uprawnioną do kierowania Sądem Najwyższym. A tak może np. pojechać na urlop i z oddalenia obserwować rozwój wypadków.

Jest w lepszej sytuacji niż prezydent Duda, bo nie popadła w sprzeczność. Trzyma się tego, że jej kadencja kończy się w 2020 r. Jej decyzja ułatwia też sytuację pozostałym sędziom Sądu Najwyższego, którzy nie będą mieli teraz dylematu, czy podporządkować się osobie wyznaczonej do kierowania sądem.

Sędziowie w stanie spoczynku, czyli kto ma kierować SN

Prezydent zaś w sprzeczność popadł. Bo – jak poinformował dziennikarzy minister Mucha – Andrzej Duda stoi na stanowisku, że sędziom, którzy osiągnęli nowy wiek stanu spoczynku (65 lat), prawo sędziowania w SN wygasa z mocy samej ustawy o SN 3 lipca, czyli dziś. Skoro tak, to wygasa ono także sędziemu Iwulskiemu. Tym bardziej że nie zwrócił się on do prezydenta o zgodę na dalsze orzekanie. Jest w grupie siedmiu sędziów, którzy na ręce pani I Prezes złożyli deklaracje o gotowości do dalszego orzekania z powołaniem się na konstytucyjną zasadę nieusuwalności sędziów. Prezydent – a właściwie Krajowa Rada Sądownictwa, której prezydent przesłał do zaopiniowania wnioski tych, a także 16 innych sędziów, którzy nie powołali się na konstytucję, tylko na pisowską ustawę o SN – usiłuje potraktować także te „konstytucyjne”, nieskierowane do niego deklaracje jako wnioski o pozwolenie na dalsze orzekanie. Ale mu się to nie uda, bo ci sędziowie – w tym sędzia Iwulski – nie przesłali wymaganych ustawą papierów, w tym zaświadczenia o stanie zdrowia. I odmówili KRS, gdy zwrócił się do nich o „uzupełnienie wniosku”, zaznaczając, że żadnego wniosku nie składali.

Czy Andrzej Duda zdecyduje się na konfrontację?

Nie wiadomo, jak w tej sytuacji prezydent zamierza prawnie uzasadnić, że uznaje prezesa Iwulskiego za uprawnionego do kierowania Sądem Najwyższym. Dwa dni temu prezydencka minister Anna Surówka-Pasek sugerowała w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej”, że prezydent może skorzystać z przepisu (art. 36 par. 3 ustawy o SN), który mówi że „datę wygaśnięcia stosunku służbowego sędziego Sądu Najwyższego stwierdza Prezydent RP”. Ale teraz minister Mucha ogłosił, że prezydent uznał, że owo wygaśnięcie nastąpiło 3 lipca „z mocy ustawy”. Zatem „prezydent stwierdził datę wygaśnięcia stosunku służbowego” – causa finita. Zamknął sobie tę drogę.

Sytuacja jest do „wyprostowania” przez prezydenta tylko przez uznanie, że pisowskie (ale też jego własne) przepisy nie działają, albo przez wyznaczenie przez niego komisarza i pójście na konfrontację z sędziami, obrońcami sądów i Komisją Europejską.

Co dalej? Widać, że presja społeczna ma sens, dlatego tym większego znaczenia nabiera jak najliczniejsza obecność obywateli przed Sądem Najwyższym teraz i w najbliższych dniach.

Reklama

Czytaj także

Żyjmy Lepiej

Dziesięć tysięcy kroków

Chodźmy chodzić, maszerować z kijami i biegać. Plan minimum to dziesięć tysięcy kroków dziennie. Można też zwiększyć obroty, ale trzeba to robić z głową.

Marcin Piątek
28.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną