Kraj

Jesteśmy! Bronimy! Nie odpuścimy! Protesty w obronie sądów

Protest przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie 26 lipca 2018 r. Protest przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie 26 lipca 2018 r. Maciej Jaźwiecki / Agencja Gazeta
Prezydent zdegradował swój urząd do długopisu – mówiła jedna z uczestniczek demonstracji przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie. Wprawdzie nikogo nie zatrzymano, ale policjanci użyli gazu wobec protestujących.

„Wszyscy razem ręce w górę, obalimy dyktaturę”, „Długopis”, „Będziesz siedział”, „Podpisałeś, kręgosłup złamałeś”, „Hańba”, „Jesteśmy! Bronimy! Nie odpuścimy”, „Wolność, równość, demokracja” – m.in. takie hasła skandowali demonstrujący, którzy w czwartek o godz. 21 przyszli przed Pałac Prezydencki, by zamanifestować swoje niezadowolenie w związku z podpisaniem przez prezydenta Andrzeja Dudę ustaw sądowych. Ludzie przynieśli świeczki, polskie i unijne flagi, plakaty z napisem „Konstytucja”.

Czytaj także: Państwo prawa nie jest stracone

Długopisy w dłoniach

Przed Pałacem Prezydenckim ustawiono pojemnik, do którego można było wrzucać długopisy – przedmioty, które symbolizują postawę prezydenta sprowadzającą się do podpisywania ustaw pod dyktando PiS. – Prezydent podpisuje praktycznie każdy projekt wychodzący z Sejmu kontrolowanego przez partię rządzącą. Swój urząd zdegradował do funkcji długopisu – mówiła przedstawicielka Akcji Demokracji.

Głos zabrało wiele osób, ich wypowiedzi po 30 sekundach przerywał gong, co odnosiło się do ograniczania czasu dla opozycji w parlamencie. – My, młodzi, nie chcemy żyć pod butem. W kraju, w którym sędziowie chodzą na smyczy władzy. W rzeczywistości rodem z książek Orwella. Pan, panie prezydencie, w 1991 r. pisał pracę o polskim konstytucjonalizmie. Jest pan przykładem, że nawet doktor prawa może się stoczyć na samo dno – mówił jeden z uczestników demonstracji.

Głos zabrała też pani Mirka, która by wziąć ślub ze swoją partnerką, musiała wyjechać z kraju. Jej certyfikat ślubny może tylko wisieć na ścianie: – To, co pan zrobił, panie prezydencie, to odebranie mi nadziei, że jeszcze będzie lepiej – mówiła. „Będzie lepiej” – wtórował tłum.

Pani Monika mówiła, że jako Europejka mogłaby mieszkać w dowolnym europejskim kraju, ale od trzech lat wychodzi w Polsce na ulice w obronie praw kobiet, niepełnosprawnych czy demokracji. – Duda, tzw. prezydencie, niech ci ręka uschnie! – krzyknęła.

Tłum bardzo żywo zareagował też na wypowiedź dziewczynki Hani, która przychodzi na demonstracje z babcią, wujkiem i siostrą. Mówiła, że chciałaby, by Polska była równa i sprawiedliwa, a ludzie nie dzielili się na lepszych i gorszych. „Czy pan, panie prezydencie, mógłby coś z tym zrobić? Bardzo proszę”. „Brawo, Hania” – odpowiedzieli uczestnicy demonstracji.

Pojawiały się też głosy, że prezydent stanie przed Trybunałem Stanu, że zasługuje na więzienie.

Podczas demonstracji organizatorzy wyczytywali nazwy innych miast, w których odbywały się demonstracje. „Dziękujemy!” – odpowiadał tłum.

Przed Pałacem uczczono minutą ciszy Piotra Szczęsnego, który w październiku zeszłego roku podpalił się przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. Odśpiewano też „Odę do radości” i polski hymn.

Niestety nie obyło się bez przepychanek z policją, funkcjonariusze użyli również gazu wobec protestujących. Według niektórych relacji funkcjonariusze mieli otoczyć niewielką grupę osób piszących wulgarne hasła na chodniku na Krakowskim Przedmieściu, a następnie użyć gazu. Stołeczna policja twierdzi z kolei, policjanci utworzyli „pierścień” wokół manifestujących, bo tłum miał zacząć zachowywać się agresywnie. Na Twitterze na policyjnym koncie pojawiła się też informacja, że ktoś z tłumu użył gazu wobec funkcjonariuszy.

Demonstracje w obronie sądów

Podobne demonstracje odbywały się w ponad 40 miastach, gdzie ich uczestnicy utworzyli „łańcuch światła”. Przypomnijmy: w nocy z 24 na 25 lipca bez poprawek Senat przyjął piątą już nowelizację ustaw sądowych. W czwartek 26 lipca ustawy podpisał prezydent Andrzej Duda. Ustawy te praktycznie umożliwią przejęcie Sądu Najwyższego przez partię rządzącą. Zmiany były krytykowane przez Rzecznika Praw Obywatelskich, Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”, Helsińską Fundację Praw Człowieka oraz sam Sąd Najwyższy. Według SN ustawa jest przykładem skrajnego wykorzystywania prawa do celów politycznych. I jest to dowód rządów nie prawa, ale prawem, w których prawo to staje się systemem opresji przy zachowaniu pozorów legalizmu.

Czytaj także: Klementyna Suchanow tłumaczy, dlaczego pomazała ścianę Sejmu

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Polityczna demografia: czy Polaków jest za mało

Podczas gdy największym problemem demograficznym współczesnego świata jest przeludnie­nie i zbyt wysoki przyrost naturalny, w Polsce pod tym samym pojęciem rozumie się wyludnianie i zbyt niski przyrost naturalny.

Janusz A. Majcherek
25.08.2019
Reklama