Krystyna Pawłowicz przekroczyła kolejną granicę
Zwykle nie warto reagować na obrzydliwe i absurdalne wpisy posłanki PiS, bo przecież o takie reakcje jej chodzi. Czasem jednak nie można milczeć.
Krystyna Pawłowicz
Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Krystyna Pawłowicz

„Jakaś Draginja Nadażdin z Serbii kieruje polskim !odwłokiem lewackiej międzynarodówki Amnesty International. Obraża prezydenta RP i demokratycznie wybrane władze PL. Szczuje nas na siebie. Wracaj kobieto do siebie bronić tam praw i wolności osób torturowanych” – taki wpis na Facebooku opublikowała posłanka PiS Krystyna Pawłowicz (pisownia oryginalna).

Wcześniej kierowany przez Nadażdin polski oddział Amnesty International wydał oświadczenie w sprawie użycia gazu przez policję pod Pałacem Prezydenckim. „Polskie władze muszą przeprowadzić szybkie, bezstronne, niezależne i skuteczne postępowanie wyjaśniające w sprawie zarzutów o stosowanie chemicznych środków drażniących przez policję przeciwko protestującym w nocy z 26 na 27 lipca”.

Słowa Krystyny Pawłowicz dla odmiany wymagają komentarza

Nie jest to pierwszy wpis Krystyny Pawłowicz napisany obelżywym językiem. Nie jest to pierwszy wpis, w którym pluje żółcią. Nie jest to pierwszy wpis, w którym szczuje na konkretną osobę. Nie jest to pierwszy wpis, w którym mija się z prawdą. A we wszystkich tych obrzydliwych i absurdalnych wpisach chodzi jej właśnie o to, żebyśmy się na nie oburzali, reagowali i w ten sposób promowali jej działalność w internecie i mediach społecznościowych.

Dlaczego więc warto zareagować akurat na ten wpis?

Bo stawia on Krystynę Pawłowicz poza jakimikolwiek granicami cywilizowanej debaty. Można by pomyśleć, szczególnie w rocznicę wybuchu powstania warszawskiego, że po niewyobrażalnej tragedii, jaką naszemu kontynentowi zgotowali naziści, już nikt nie będzie różnicował ludzi według kryteriów etnicznych. I na tej podstawie przyznawał im, bądź nie, prawa obywatelskie, w tym prawo do udziału w debacie i krytyki władz.

Nikt nie ma prawa wyrzucać szefowej Amnesty International z kraju

Draginja Nadażdin od wielu lat mieszka w Polsce i bierze udział w debacie publicznej. Ma swoje poglądy na sprawy międzynarodowe i także krajowe, z którymi można się zgadzać lub nie. Jest dyrektorką polskiego oddziału Amnesty International, szanowanej międzynarodowej organizacji, z którą także można się zgadzać lub nie. Ale nikt, absolutnie nikt nie ma prawa zamykać jej ust z tego powodu, że nie jest etniczną Polką. I nikt nie ma prawa wyrzucać jej z kraju – te czasy też już dawno temu minęły.

Jakby tego było mało, swój wpis Pawłowicz okrasiła, jak zazwyczaj, obelżywym i protekcjonalnym językiem („odwłok”). To także oczywista analogia do języka używanego przez nazistów, którzy w swojej propagandzie starali się odczłowieczyć przeciwników: Żydów, osoby innej narodowości i z innymi przekonaniami politycznymi.

I do tego jeszcze ten protekcjonalny i również nieprawdziwy fragment poświęcony Serbii. Kulą w płot. Serbia nie ma problemów z torturami, ma inne, związane z przestrzeganiem praw człowieka – i tymi sprawami Amnesty International się zajmuje. Wystarczy zajrzeć do raportu tej organizacji za ostatni rok.

Jak na jeden krótki wpis chyba wystarczy.

Czytaj także: Krystyna i Elżbieta Pawłowicz, siostry po dwóch stronach

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj