Kraj

PO zaczyna działać w sprawie KNF, ale w niefortunnym momencie

Konferencja prasowa w sprawie wotum nieufności dla rządu Konferencja prasowa w sprawie wotum nieufności dla rządu Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Wniosek Platformy o konstruktywne wotum nieufności dla rządu wyglądałby mocniej jeszcze kilka dni temu, zanim PiS odebrał Koalicji Obywatelskiej władzę na Śląsku.

Głosowanie odbędzie się na kolejnym posiedzeniu Sejmu (5–7 grudnia), kandydatem na premiera jest Grzegorz Schetyna. Szef PO walczył już o stanowisko szefa rządu w podobny sposób w kwietniu 2017 r., gdy starano się odwołać Beatę Szydło. Wniosek przepadł, tak samo będzie tym razem.

Dwie wizerunkowe porażki Platformy

Wniosek o nieufności został złożony w niefortunnym dla Platformy momencie. Główna partia opozycji, która wyszła z wyborów samorządowych wzmocniona dobrym wynikiem w miastach, poniosła w ostatnich dniach dwie duże porażki. Przedwczoraj okazało się, że utraci władzę w jednym z najważniejszych regionów, na Śląsku, a kilka dni wcześniej straciła Dolny Śląsk, jeden z dotychczasowych bastionów.

Sławomir Neumann i Grzegorz Schetyna konieczność wymiany premiera i jego gabinetu tłumaczą głównie ujawnioną niedawno aferą KNF, która nie uderzyła wprawdzie bezpośrednio w premiera, ale wizerunkowo osłabiła cały obóz polityczny PiS. Platforma zresztą stara się wykazać powiązania Mateusza Morawieckiego z aferą. Tomasz Siemoniak pisał niedawno na Twitterze, że Morawiecki jako wicepremier powołał do rady nadzorczej Giełdy Papierów Wartościowych prawnika, którego Leszkowi Czarneckiemu rekomendował Marek Chrzanowski.

Czytaj także: Sprzątanie po aferze. KNF ma nowego szefa

Według Neumanna służby specjalne, zamiast pomóc wyjaśnić sprawę, działają tak, by „wszyscy zainteresowani mogli spokojnie zacierać ślady”. Liderzy PO mówili też o „korupcji politycznej, której PiS dopuścił się na Dolnym Śląsku i Śląsku, oraz o „kłamstwach i populizmie w kampanii wyborczej”.

PiS osłabiony, ale opozycja też

Nie ulega wątpliwości, że PiS jest teraz osłabiony. Nie tylko aferą KNF, ale też wewnętrznymi napięciami przez nią wywołanymi, klęską w wyborach w miastach oraz szybkim i niewyjaśnionym wyborcom wycofaniem się ze zmian w sądownictwie.

Niemniej wniosek PO i debata o przyszłym premierze Grzegorzu Schetynie wyglądałyby bardziej wiarygodnie jeszcze kilka dni temu, zanim PiS odebrał Koalicji Obywatelskiej władzę na Śląsku, przejmując radnego Nowoczesnej Wojciecha Kałużę.

Sytuacja na Śląsku jest dla PO podwójnie kłopotliwa. Po pierwsze pokazała, że ostatecznie PiS w wyborach samorządowych poradził sobie nie tak źle, skoro jest w stanie rządzić aż w ośmiu z 16 województw. Platformie utrudni to narrację o tym, że jest ona realnym zagrożeniem dla partii Kaczyńskiego, skoro jako partia od lat silna w samorządach obroniła tylko połowę regionów.

Po drugie – i jest to kłopot ważniejszy – Platforma, czy też szerzej: Koalicja Obywatelska będzie musiała przekonać wyborców, że ma kontrolę nad swoimi ludźmi. I że głos oddany na KO nie wprowadzi do Sejmu w 2019 r. następców Wojciechów Kałuży, którzy po objęciu mandatów przejdą na stronę PiS. Swoim koalicjantom PO niechętnie będzie przydzielać biorące miejsca na listach, bojąc się sytuacji podobnej jak na Śląsku. To wywoła napięcia w negocjacjach.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Dlaczego Donald Trump nie zatańczy na TikToku?

Gdy jedni prezydenci pokazują się na TikToku, inni próbują go zbanować. Popularna wśród młodzieży – i nie tylko – aplikacja już została usunięta z Indii. Następne będą USA?

Michał R. Wiśniewski
12.07.2020
Reklama