Kraj

Zimowy eksodus z armii

Zimowy eksodus z armii

Nasze wojsko właśnie skurczyło się o kilka tysięcy żołnierzy. Nasze wojsko właśnie skurczyło się o kilka tysięcy żołnierzy. NATO photo/SSgt Ian Houlding GBR Army/SFJZ13 / Flickr CC by 2.0
Styczeń co roku oznacza masowe odejścia z zawodowej służby wojskowej. O terminie decydują finanse, które wielu wojskowym pozwalają zacząć nowe życie.

Nasze wojsko właśnie skurczyło się o kilka tysięcy żołnierzy. Szczegółowe dane będą dostępne za kilka tygodni, ale jak co roku w styczniu było najwięcej pożegnań z mundurem. Na stronach internetowych jednostek wojskowych i dowództw widać galerie z pożegnań, kwiaty, dyplomy, pamiątkowe zdjęcia. Jeśli ze służby odchodzi oficer wysokiej rangi, generał czy admirał, jest większa pompa – przyjeżdża dowódca/zwierzchnik, jest uścisk ręki, szpaler z honorami, czasem nawet wystawiony do pożegnania sprzęt bojowy.

W tym roku z największym rozmachem żegnał się z wojskiem kontradmirał Mirosław Mordel w porcie wojennym na Oksywiu na okręcie podwodnym ORP Orzeł. Największą imprezę pożegnalną urządzono za to w Warszawie dla gen. Leszka Surawskiego, byłego szefa Sztabu Generalnego. Skromniejszych okazji do wspomnień i wzruszeń były jednak w całym kraju setki, jeśli nie tysiące.

Wielka kumulacja

Spośród ok. 5 tys. żołnierzy odchodzących co roku z wojska (liczba ta jest od lat podobna) 3,5 tys. decyduje się na to w styczniu. Tak układają ostatni rok służby, by właśnie na początku roku minęło sześciomiesięczne wypowiedzenie. Niektórzy odliczają, jak to bywało w czasach poboru i zasadniczej służby wojskowej, dni do cywila. Nie podejmują już nowych zadań, rozliczają te do tej pory wykonywane, zdają obowiązki, czasem przyuczają tych, którzy je po nich przejmą.

W głowach jednak cykają liczby, najważniejsze są obliczenia. Każdy odchodzący żołnierz kalkuluje, ile pieniędzy otrzyma na odchodne z różnych tytułów. Mówi się o tym: wielka kumulacja. Wypłaty dla tych z najdłuższym stażem i najwyższą rangą idą w setki tysięcy złotych. Przeciętny oficer zadowala się kilkudziesięcioma tysiącami. W każdym wypadku wypłata na pożegnanie z mundurem to zdecydowanie największy zastrzyk gotówki, jaki żołnierze widzą w całym czasie służby. Rekordziści inkasują po 300 tys. i więcej.

Styczniowe dodawanie

W styczniu da się połączyć należności z roku minionego z tymi wchodzącymi już w świadczenia nowego roku. Chodzi o wojskową trzynastkę (nagrodę roczną) wraz z jedną dwunastą przewidzianą na zaczynający się rok – to więcej niż miesięczne uposażenie, zależne oczywiście od stopnia i stażu służby. Świadczenie mundurowe wraz z jego zaległymi elementami – ok. 3 tys. W zależności od ilości niewykorzystanego urlopu kolejną dużą kwotą na przelewie jest ekwiwalent za niewykorzystane dni.

Do tego dochodzi odprawa w wysokości od jednej do sześciu pensji miesięcznych. Kumulację dopełnia tzw. świadczenie przedemerytalne w wysokości rocznej pensji – do pobrania z góry w zamian za przynależne świadczenie emerytalne. Wypłacane kwoty obliczane są już według nowych, na ogół wyższych stawek (jeśli tak jak w tym roku są podwyżki uposażeń). No i oczywiście z momentem przejścia na wojskową emeryturę nabywa się do niej prawa, a świadczenia te są istotnie wyższe od emerytur cywilnych. To już nie te czasy, gdy do nabycia pełni wojskowych praw emerytalnych wystarczyło 15 lat służby, od 2012 r. trzeba odsłużyć minimum ćwierć wieku. Dzisiaj z wojska odchodzą jednak ci, którzy załapali się jeszcze na poprzedni system, zmieniony tylko w taki sposób, by emerytura po 15 latach służby była mało atrakcyjna. Ale i tak w odróżnieniu od sytuacji cywilnych pracowników moment przejścia na emeryturę żołnierza to raczej okazja do świętowania niż zadumy nad tym, za co przeżyć.

Samochód, wakacje, remont

Co zrobić z workiem gotówki, który bardzo często dostają jeszcze relatywnie młodzi ludzie? Po latach wyrzeczeń związanych ze służbą pierwsza myśl to z reguły dogodzenie sobie i rodzinie. Oficer, który jeszcze w grudniu dojeżdżał do jednostki starym autem, w lutym na kolejne spotkanie pożegnalne (a te lubią się ciągnąć) może przyjechać nowiutkim samochodem wprost z salonu. Dealerzy w garnizonowych miastach wręcz zostawiają lub zamawiają auta dla panów pułkowników. Jeśli świętować z rodziną, to najlepiej na egzotycznych wakacjach. Zima pod palmami to często pierwszy taki wspólny wyjazd wojskowych rodzin, udręczonych przeprowadzkami co kilka lat i codzienną niepewnością, kiedy wróci tata. Wręcz strachem, jeśli tata pojechał na misję. Prezenty dla żon, dzieci, inwestycja w mieszkanie czy dom. Spłata kredytu. Wojskowa kumulacja na wszystko nie starczy. A przecież dostają ją ludzie w sile wieku, którzy mają przed sobą perspektywę kilkunastu czy kilkudziesięciu lat aktywności. Oczywiście część wybiera po prostu odpoczynek – turystyka, działka, pisanie książek, co najwyżej wykłady na jakiejś uczelni.

W odcięciu się od dotychczasowego życia pomaga fakt, że wielu wojskowych wywodzi się z małych miasteczek i ze wsi. Po służbie wracają tam, gdzie jest swojsko, cicho, a przy tym tanio. Wielu jednak, zwłaszcza tych młodszych, mających dzieci w szkole czy na studiach, inwestuje w siebie.

Czytaj także: Jaka przyszłość czeka polską armię

Studia, firma, praca

Styczniowa kumulacja finansowa to nowy start. Ministerstwo obrony pomaga w przekwalifikowaniu się czy uzupełnieniu doświadczenia wykształceniem. Program rekonwersji pozwala sfinansować studia lub kursy zawodowe, tegoroczny limit to 7,5 tys. zł, co wystarczy na opłacenie rocznego kursu nawet na ceniących się uczelniach.

Ci, którzy czują się najpewniej i mają kontakty, przechodzą wprost do biznesu, choć jest ich zdecydowana mniejszość. Dla większości na wiosnę zaczyna się szukanie jakiejś pracy, najpierw niespieszne, potem wraz z kurczeniem się oszczędności coraz intensywniejsze. Dzisiejsza sytuacja na rynku pracy sprzyja byłym żołnierzom, kiedyś było o wiele ciężej. Na korzyść zmienia się też społeczne nastawienie do byłych wojskowych, weterani misji wojennych traktowani są z podziwem i szacunkiem. Co nie oznacza, że oferty pracy przychodzą same, trzeba się postarać. Wojskowa emerytura jest może i wyższa od cywilnej, ale dla całej rodziny, zwłaszcza w dużym mieście, nie wystarczy. Poza tym przed wojskowymi emerytami jeszcze szmat życia, jakieś ambicje i poczucie, że wiele można zrobić. Czasu poświęconego ojczyźnie w cywilu nadrobić się nie da, wykorzystać pozostały czas lepiej niż w mundurze, owszem – przynajmniej taka dominuje nadzieja.

Błąd systemu

Zwłaszcza że wielu żołnierzy odchodzi z żalem – do przełożonych, do systemu, do wojskowej rzeczywistości. Oprócz osobistych urazów, o które przecież nietrudno, największą dezaprobatę budzi marnotrawstwo zasobów kadrowych, na którym przecież w sumie sami wojskowi ostatecznie korzystają. Co roku wojsko wypuszcza do cywila setki świetnie wykształconych, posiadających ogromne doświadczenie, przygotowanych ludzi – tylko przez to, że nie jest w stanie im zaoferować stanowisk adekwatnych do ich ambicji, potrzeb, możliwości i sytuacji.

Oczywiście, można powiedzieć, że wojsko to służba i nie jest od tego, by zaspokajać widzimisię pana majora czy pułkownika. Z drugiej strony służbę trudno pełnić, gdy nie widać sensu, nie ma perspektyw, a decyzje podejmowane przez przełożonych akceptuje się i wykonuje – ale się ich nie popiera. Ludzie przychodzą i odchodzą, to naturalne. Ale czy naprawdę muszą z wojska masowo odchodzić oficerowie poniżej pięćdziesiątki tylko dlatego, że w systemie nie ma dla nich stanowisk? Albo tacy, którzy na czas nie znaleźli ich sobie sami, obdzwaniając jednostki lub dowiadując się z korytarza o wolnych etatach? Czy wojsko musi logistykowi z doświadczeniem w NATO proponować stanowisko w rozpoznaniu, z którym od kilkunastu lat nie miał styczności? Czy spec od relacji z sojusznikami naprawdę nie ma nic do roboty teraz, gdy zabiegamy o ich większą obecność w kraju? Czy jeden z najmłodszych w Polsce generałów, świetnie zapowiadający się dowódca, musi kończyć służbę w wieku 52 lat, aż osiem lat przed osiągnięciem kalendarzowego wieku emerytalnego? Czy w wojskowych akademiach czy instytutach nie ma miejsca dla byłego szefa sztabu generalnego?

Historii indywidualnych jest tyle, ilu odchodzących ze służby żołnierzy. Wyłania się z nich obraz zadziwiającej rozrzutności państwa, które lekką ręką wydaje kwoty idące w miliardy tylko po to, by pozbyć się ludzi, w których wcześniej zainwestowało setki milionów.

Czytaj także: MON na wojnie z oficerami?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Kobiety u władzy w Bizancjum

Zostanie cesarską małżonką, wejście w rolę bazylisy, było zapewne największym marzeniem przynajmniej niektórych mieszkanek Bizancjum, a w pewnych okresach łakomym kąskiem dla wielu dobrze urodzonych niewiast spoza niego.

Mirosław J. Leszka
12.03.2019
Reklama