Kraj

Sędzia ukarana dyscyplinarnie za orzeczenie. To tragifarsa

Sędzia Alina Czubieniak uchyliła areszt wobec upośledzonego 19-latka. Sędzia Alina Czubieniak uchyliła areszt wobec upośledzonego 19-latka. Maciej Jeziorek / Forum
Sędzia Alina Czubieniak uchyliła areszt wobec upośledzonego 19-latka, za co została ukarana przez „dobrą zmianę”. Może się jeszcze odwołać do innego składu neosędziów z Izby Dyscyplinarnej. Ale efekt da się przewidzieć.

W Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego ukarano w piątek sędzię, która wypuściła na wolność pedofila. To jedna wersja zdarzenia. Druga brzmi tak: ukarano sędzię, która broniła praw osoby niepełnosprawnej. Historia podobna do sprawy dyrektora więzienia Krzysztofa Olkowicza, który zapłacił grzywnę za chorego psychicznie więźnia, by wyszedł na wolność. I został ukarany. Możliwa jest jeszcze trzecia wersja: wkroczono dyscyplinarnie w sferę niezawisłości sędziego dotyczącą jego orzecznictwa.

Sprawa 19-latka. Jak było naprawdę?

Latem 2016 r. w Międzyrzeczu 19-latek napastował 9-letnią dziewczynkę: próbował ją pocałować, przyciągnął do siebie i włożył ręce pod sukienkę. Dziewczynka wyrwała się, pobiegła do domu i poskarżyła się matce. Matka zawiadomiła policję, policja zatrzymała chłopaka, który był zresztą w Międzyrzeczu znany z takich zachowań, ale nie w stosunku do dzieci, tylko znajomych dziewcząt w swoim wieku. Powszechnie było też wiadomo, że jest upośledzony umysłowo, co zresztą dało się zobaczyć na pierwszy rzut oka.

Chłopak został przesłuchany, dostał zarzut doprowadzenia małoletniej do „innej czynności seksualnej”. Prokurator wniósł o areszt, sąd się przychylił. Dyrektor aresztu, widząc, że ma do czynienia z osobą upośledzoną umysłowo, przytomnie umieścił go na oddziale leczniczym. Wtedy dopiero chłopakowi przydzielono obrońcę z urzędu. Ten natychmiast odwołał się od zastosowania aresztu.

Sprawa trafiła do sędzi Aliny Czubieniak, przewodniczącej Wydziału Karnego Odwoławczego w Sądzie Okręgowym w Gorzowie Wielkopolskim. Sędzia zauważyła, że aresztowany nie miał obrońcy w trakcie przesłuchania. Poinformowano go o prawie do obrońcy, ale wręczając ulotkę. Tymczasem chłopak jest upośledzony i niepiśmienny. Nawet gdyby go o prawie do obrońcy poinformowano ustnie, też by nie zrozumiał, o co chodzi. Dano mu do podpisania także protokół z zeznań, którego nie miał przecież szansy przeczytać. Podpisał (znaczkiem), bo mu kazano.

Czytaj także: Siła Zbigniewa Ziobry

Drastyczne naruszenie prawa do obrony

Sędzia Czubieniak uchyliła areszt. Powołała się na konstytucyjne prawo do obrony. Co prawda polski kodeks postępowania karnego (art. 439 par. 1) stwierdza, że musi mieć obrońcę ktoś, kto jest niemy, głuchy, niewidomy lub zachodzi uzasadniona wątpliwość co do jego poczytalności, ale mówi tylko o „oskarżonym”, czyli kimś, wobec kogo skierowano już do sądu akt oskarżenia.

Tymczasem ona miała przed sobą „podejrzanego”, czyli osobę, której dopiero postawiono zarzut. Jej decyzja o uchyleniu aresztu ze względu na pogwałcenie prawa do obrony była jednak zgodna z orzecznictwem Trybunału Praw Człowieka. W 2009 r. Trybunał w sprawie Płonka przeciwko Polsce (powołując się na sprawę Salduz przeciwko Turcji) przypomniał, że „aby prawo do sprawiedliwego procesu było wystarczająco »praktyczne i skuteczne«, artykuł 6 § 1 [Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka, mówiący o prawie do sądu] wymaga, aby co do zasady już od pierwszego przesłuchania podejrzanego przez policję mógł on korzystać z pomocy obrońcy, chyba że w świetle konkretnych okoliczności danej sprawy wykazano, że istniały ważne powody do ograniczenia tego prawa”.

Polskie władze od dziesięciu lat nie dostosowały prawa do tego orzeczenia. Ale wyrok Trybunału obowiązuje, bo jego podstawą jest ratyfikowana umowa międzynarodowa. Sędzia Czubieniak orzekła więc w zgodnie z prawem. I – zgodnie z wnioskiem prokuratora – uchyliła postanowienie sądu o tymczasowym aresztowaniu, przekazując sprawę do ponownego rozpatrzenia.

Chłopaka wypuszczono z aresztu. Na wolności przebywał 15 dni. Potem został aresztowany, miał już obrońcę. I skierowany do szpitala psychiatrycznego na dwumiesięczną obserwację. Tam biegli uznali, że jest niepoczytalny. Ale też że nie stanowi zagrożenia dla porządku prawnego. Dlatego sąd odmówił wnioskowi prokuratury o przedłużenie aresztu. Chłopak dostał nakaz stawienia się na terapię. Od tamtej pory (2016 r.) nic złego się nie wydarzyło.

Czytaj także: Sędziowie będą mieli dyscyplinarki za wyroki

Kłopoty sędzi Aliny Czubieniak

W kłopoty wpadła zaś sędzia Alina Czubieniak. Miejscowa prasa pisała, że „wypuściła pedofila” (notabene nikt u 19-latka nie stwierdził zaburzenia, jakim jest pedofilia). Sprawą zainteresował się resort sprawiedliwości i – nie widząc chyba wówczas materiału na sprawę dyscyplinarną – zlecił drobiazgową kontrolę orzecznictwa sędzi Czubieniak na trzy lata wstecz.

Kontrola trwała rok. Nie znaleziono ŻADNEGO uchybienia. Nawet w postaci jednego niesporządzonego w terminie uzasadnienia (członek i rzecznik neo-KRS sędzia Maciej Mitera ma np. 112 takich opóźnionych uzasadnień). Ani uchyleń wyroków (co samo w sobie nigdy przed „dobrą zmianą” nie było podstawą do postępowań dyscyplinarnych), których sędzia Michał Lasota, zastępca rzecznika dyscyplinarnego wytrwale tropiący m.in. sędziów w podkoszulkach z napisem „KonsTYtucJA”, ma na swoim koncie... 100 proc. I właśnie został przez neo-KRS awansowany do sądu okręgowego.

Kiedy nie udało się znaleźć nic innego na sędzię Czubieniak, dostała zarzut „oczywistej obrazy przepisów prawa” polegającej na uznaniu, że sprawca powinien mieć obrońcę już przy pierwszym przesłuchaniu, skoro nie jest to obligatoryjne. Poza tym rzecznik dyscyplinarny przy ministrze sprawiedliwości uznał, że swoją decyzją wypuszczenia 19-latka naraziła molestowaną dziewczynkę na niebezpieczeństwo.

Sąd dyscyplinarny w Sądzie Apelacyjnym we Wrocławiu uniewinnił sędzię Czubieniak. Uznał, że sędzia ma prawo interpretować przepisy prawa, jej działanie służyło ochronie praw osoby niepełnosprawnej, i że zdecydowała nie o wypuszczeniu go na wolność, ale o uchyleniu postanowienia o areszcie i przekazaniu sprawy do ponownego rozpatrzenia.

Jednak Ministerstwo Sprawiedliwości nie odpuściło i rzecznik dyscyplinarny przy ministrze Piotr Schab wniósł sprawę do nowej, obsadzonej przez neo-KRS Izby Dyscyplinarnej SN. Sędzia Czubieniak wniosła o wyłączenie wszystkich neosędziów tej izby ze sprawy. Jej wniosek rozpatrzył jeden z neosędziów, o którego wyłączenie wnioskowała, Konrad Wytrykowski. Oczywiście go odrzucił.

Co może sędzia Czubieniak

Sędzię z 35-letnim stażem Alinę Czubieniak osądzili neosędziowie: notariusz Paweł Czubik, radca prawny Tomasz Przesławski i ławniczka Hanna Winiarska. Ich doświadczenie sędziowskie liczy kilka miesięcy, doświadczenie dotyczące prawa karnego u notariusza jest raczej niewielkie, radcowie prawni też mają do czynienia głównie z prawem cywilnym. Doświadczenie świeżo powołanej ławniczki jest raczej znikome, tymczasem sprawa dotyczyła kwestii interpretacji prawa karnego procesowego.

Ale miało być skazanie – więc było. Co prawda tylko na naganę, ale jednak. Przewodniczący rozprawie Paweł Czubik w uzasadnieniu powiedział, że w zasadzie sędzia zrobiła dobrze, ale powołała się na niewłaściwy przepis, bo „jakby się zagapiła”. Powinna się zaś powołać, zdaniem neosędziów dyscyplinarnych, na art. 440 kpk, który mówi, że orzeczenie należy uchylić, jeśli jego utrzymanie „byłoby rażąco niesprawiedliwe”. Całość wywodu zakończył stwierdzeniem, że ukaranie sędzi „ma walor zapobiegawczy i jest właściwą reakcją na kształtowanie postaw wśród sędziów”.

Sędzia Czubieniak może się jeszcze odwołać do innego składu neosędziów z Izby Dyscyplinarnej. Efekt łatwo przewidzieć. Może też wnieść skargę do Trybunału Praw Człowieka. I liczyć na sukces, bo – po pierwsze – zastosowała się do wyroku tego Trybunału, po drugie – wkroczono w sferę sędziowskiej niezawisłości, a po trzecie – chroniła prawo osoby niepełnosprawnej.

Skazani niepełnosprawni umysłowo. Co wynika z raportu RPO?

I tu warto przypomnieć falę oburzenia, jaka przetoczyła się w Polsce w 2013 r., gdy telewizja pokazała materiał o uwięzionym upośledzonym Radosławie Agatowskim, notorycznie kradnącym rowery. Trzymanie w więzieniu osoby o mentalności dziecka, która nie rozumie istoty kary i nie potrafi kierować własnym postępowaniem, uznano za barbarzyństwo.

Mężczyznę ułaskawił prezydent Bronisław Komorowski. Potem, w 2016 r., czyli wtedy gdy sędzia Czubieniak uchyliła areszt 19-latkowi z Międzyrzecza, na polecenie Adama Bodnara Biuro RPO przeprowadziło wizytację w 36 więzieniach, z listą 64 skazanych z upośledzeniem umiarkowanym (mentalność siedmiolatka), którą dostarczyło Ministerstwo Sprawiedliwości. Podczas wizytacji znaleźli dodatkowo 36 osób niepełnosprawnych umysłowo: chorych lub upośledzonych. To na pewno nie wszyscy, bo ponad tysiąc osób odbywało wtedy karę z art. 31 par. 2 kk, który pozwala skazać mimo znacznie ograniczonej poczytalności.

W raporcie z kontroli RPO najczęściej powtarzało się zdanie, że więzień nie wie, gdzie jest i dlaczego, kiedy kończy się kara i co oznacza więzienie. Jeden mówił, że chciałby, żeby mu już zabrali tę „bezwładność”, bo chce wyjechać za granicę. Pytany, kiedy kończy karę (wychodzi w 2019 r.), odrzekł, że „chyba po świętach jajowych”. Nie wiedział, ile wydano na niego wyroków. Inny więzień chował się pod łóżkiem i bał wyjść po jedzenie.

Jedną ze zidentyfikowanych przez RPO przyczyn umieszczania osób upośledzonych w więzieniu jest to, że policja, prokuratura i sądy „nie widzą”, że mają do czynienia z osobą upośledzoną umysłowo lub chorą. Nie kierują na badania, zadowalają się przyznaniem do winy, które uzyskują bez problemu. Sąd zaś nierzadko skazuje zaocznie, bo podejrzany nie stawia się na rozprawę, nie rozumiejąc, że toczy się przeciw niemu postępowanie. W ten sposób skazano m.in. staruszkę z demencją, która wyszła ze sklepu z bułką, zapomniawszy zapłacić. I chorego na schizofrenię mężczyznę za kradzież batonika. Sprawa stała się głośna, gdy dyrektor więzienia Krzysztof Olkowicz (obecnie pracownik Biura RPO) zapłacił za niego grzywnę, by móc go wypuścić, za co sam został ukarany.

W tych okolicznościach sędzia Alina Czubieniak uchyliła areszt wobec upośledzonego 19-latka, za co też została ukarana. Może poszło o to, że powołała się na konstytucję?

Czytaj także: Polskie sądy przed wyrokiem

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Świat

Dyplomaci jak hostessy – tak działa polskie MSZ

PiS w zasadzie nie prowadzi polityki zagranicznej. Nie potrzebuje więc doświadczonych ambasadorów. Chyba że do roli hostess.

Grzegorz Rzeczkowski
09.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną