Kraj

Prezydent zamówił meble do rezydencji. Czym i przed kim zabłyśnie?

Jakub Porzycki / Agencja Gazeta
Prezydenckie rezydencje to idealne miejsca na uprawianie nieformalnej polityki. Ale nie dla Andrzeja Dudy. Nowe meble posłużą więc tylko jemu, żonie i znajomym, których lubią gościć na Helu. A zapłacimy za to my, obywatele.

Kilka dni temu polski producent mebli ujawnił z dumą, że zaopatrzył w meble prezydencką rezydencję na Helu. „Nasza ostatnia realizacja – która dała nam ogromną przyjemność i radość. Możliwość wykonania autorskich mebli dla tak szczególnego miejsca napawa nas dumą” – czytamy na stronie facebookowej firmy Zabłyszcz. Chodzi o dwa szezlongi z poduszkami, dwie ławeczki pikowane, kilka tapicerowanych krzeseł do jadalni i podwójne łózko do sypialni.

Koszt nowego umeblowania to ok. 13 tys. zł, co nie jest ceną aż tak wygórowaną. Producent wyraził wiarę, że „meble nadadzą Rezydencji Prezydenta dodatkowego, wyjątkowego charakteru”. Być może, dobre i to. Bo że dodadzą charakteru prezydentowi, to już trudno mieć nadzieję.

Jak donosił „Fakt”, gdy w połowie sierpnia po zdobyciu przez talibów Kabulu ruszyła ewakuacja współpracowników polskiego kontyngentu wojskowego z Afganistanu, prezydent akurat ewakuował się na wypoczynek na Hel. Zresztą jak co roku większość lata Andrzej Duda spędził właśnie w swojej nadmorskiej rezydencji.

Czytaj też: Dokąd i po co lata Duda? Publikujemy listę

Teraz Hel. Po co te remonty?

Kilka tygodni temu Kancelaria Prezydenta ogłosiła wielki przetarg budowlany, z którego wynika, że na Helu dojdzie do wymiany systemu odprowadzania deszczówki, planowana jest instalacja fotowoltaiki i remont schodów. Przewidziano na to ok. 2 mln zł.

Remonty są potrzebne, bo rezydencje nie są przecież własnością prezydentów, ale należą do nas wszystkich i w naszym interesie jest, aby nie popadły w ruinę. Dobrze by jednak było, aby prezydenccy urzędnicy umieli porządnie wytłumaczyć, na jakie dokładnie cele przeznaczane są publiczne środki i dlaczego to niezbędne wydatki. Kiedy tego nie robią i o zakupie mebli dowiadujemy się ze strony producenta, to rodzi domysły, że bardziej chodzi tu o komfort pierwszej pary. Szczególnie że rezydencja na Helu, inaczej niż Belweder i Pałacyk w Wiśle, nie jest obiektem zabytkowym.

Niezbyt poważne są tłumaczenia Kancelarii Prezydenta, które cytowała ostatnio „Rzeczpospolita”, że „rezydencja nie służy tylko wypoczynkowi prezydenta, ale jest też miejscem organizacji spotkań o charakterze międzynarodowym”. Także na stronie Andrzeja Dudy odnotowano, że „dziś rezydencja Prezydenta RP to centrum reprezentacyjno-konferencyjne, czynne przez cały rok miejsce aktywności politycznej głowy państwa, wykorzystywane do spotkań z innymi politykami, ale także w celach wypoczynkowych”.

Przez ponad sześć lat swojej prezydentury Andrzej Duda dowiódł, że korzysta z tej miejscówki przede wszystkim w celach wypoczynkowych. Tylko raz, w lutym tego roku, zaprosił na Hel prezydentów Grupy Wyszehradzkiej, goszcząc przywódców Słowacji, Czech i Węgier.

Kwaśniewski i Kaczyński robili tu politykę

Rezydencje prezydenckie to idealne miejsca do nieoficjalnych rozmów politycznych i dla gości zagranicznych. Tak ich rolę widzieli poprzednicy Andrzeja Dudy. Aleksander Kwaśniewski pod koniec lat 90. wyremontował i rozbudował ośrodek na Półwyspie Helskim. To na jego życzenie zbudowano tu centrum konferencyjne, kort tenisowy, a na wniosek prezydentowej także 35-metrową wieżę widokową, przypominającą latarnię morską, z basenem i salą kominkową.

Polacy przymykali oko na te kosztowne inwestycje, bo Kwaśniewscy uczynili z rezydencji reprezentacyjne miejsce politycznych spotkań. Gościli m.in. Javiera Solanę, a Václav Havel spędził tam z małżonką dwa tygodnie. Również Lech Kaczyński uprawiał na Helu dyplomację. To tu na nieoficjalne rozmowy przyjechała kanclerz Angela Merkel i prezydent USA George W. Bush z małżonką.

Dla Dudy Hel też mógł być takim polskim Camp David, ośrodkiem wypoczynkowym, gdzie prezydenci USA uprawiają politykę. – Ale Andrzej Duda nie prowadzi jakiejś poważnej i ambitnej polityki międzynarodowej, więc trudno, żeby zjeżdżali do niego ważni decydenci – mówi nam jeden z jego byłych współpracowników.

Czytaj też: Prezydenckie rezydencje

Nadmorska miejscówka dla znajomych

W 2018 r. na chwilę wpadli na Hel piłkarze reprezentacji. Byli wtedy w Juracie na zgrupowaniu przed mistrzostwami w Rosji, prezydent zażyczył sobie spotkania, aby nieco ogrzać się w ich świetle. Kiedyś przyjechała tu na wakacje Beata Szydło, jeszcze jako premierka, ale wtedy nie byli już z prezydentem w najlepszych relacjach i podobno nawet się nie zobaczyli, co na kilkudziesięciu hektarach nie stanowiło raczej problemu.

Osoba dobrze zorientowana opowiada, że teraz przyjeżdżają tu dobrzy znajomi państwa Dudów, przyjaciele z Krakowa, z którymi komfortowo się czują. Była Joanna Lemańska (z partnerem), którą w 2019 r. prezydent powołał na prezes Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego. A także Marianna Rowińska, która dobierała kiedyś Beacie Szydło i kandydatowi PiS na prezydenta stroje w kampaniach wyborczych, a teraz jest na zapleczu Dudy jedną z jego ważniejszych doradczyń.

Wygląda więc na to, że prezydent nowymi meblami od firmy Zabłyszcz zabłyśnie jedynie przed znajomymi. Za tę przyjemność zapłacimy my wszyscy.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną